Wczoraj
było bardzo rodzinnie. Pojechaliśmy do tego Krakowa i można powiedzieć,
że wyprawa się udała. Jechaliśmy w czwórkę – ja, moja siostra i
rodzice, jak za dawnych czasów – kiedyś często nam się zdarzały takie
wyprawy na zakupy, albo do kina do Wrocławia, czy Opola. Potem poszłam
na studia, więc zdarzało się to rzadko, a potem już prawie wcale nie
było okazji. A wczoraj było naprawdę fajnie, trochę się pośmialiśmy
wszyscy, pogadaliśmy, pokłóciliśmy się – jak to w rodzinie
Na początku lało strasznie, ale i tak trzeba było trochę u mojej
siostry w mieszkaniu ogarnąć, więc nawet się dobrze złożyło. Tata
składał stolik, siostra się rozpakowywała, mama majstrowała przy
firankach, a ja…. a ja się absolutnie i totalnie leniłam
Za bardzo nie było nic dla mnie do roboty, ale nie ubolewałam, bo jak mało kto, nie potrafię się nudzić
Obowiązkowo noszę ze sobą książkę, więc oni się tam krzątali, a ja
sobie czytałam. Mama się nawet śmiała trochę, że jej mnie szkoda, że
przejechałam się do Krakowa, żeby książkę poczytać
Mnie to odpowiadało… Ale potem pojechaliśmy do centrum, połaziliśmy
trochę po starym rynku i Wawelu. Wróciliśmy dość późno i jeszcze tylko
trzeba było naszego pieska odebrać z „przedszkola”, czyli z mieszkania
mojego dziadka i wujka
Naprawdę miło było.
A jutro przyjeżdża Franek. Nie komentuję tego, bo przechodzę jakąś huśtawkę emocjonalną i raz szlag mnie trafia jak w ogóle o nim myślę, a potem mi przechodzi i jest w miarę ok. U niego zresztą to samo, bo dzwoni i mówi do mnie „cześć śnieżynko, klusaku, ryba” itd, a potem dzwoni i tylko na mnie warczy. Więc no more comments. Wraca z pracy o 2 i o 6 ma pociąg. Jak nie zaśpi to o 10 odbieram go z dworca.
I mamy problem co dalej… Wspominałam, że chcieliśmy z moim wujkiem do Zakopca pojechać. Ale zależało to od pogody. Wczoraj stwierdziliśmy że pogoda nie wykazuje chęci poprawienia się. Ale wpadłam na pomysł, że może w takim razie zrobimy sobie wycieczkę do Krakowa znowu – połazimy po mieście, po kopcach i jeszcze do Wieliczki skoczymy. I nie trzeba będzie za nocleg płacić… A dzisiaj oglądałam pogodę i zanosi się jednak na poprawę. I mam dylemat, co tu robić?? Do Zakopanego chcę jechać, bo się strasznie nastawiłam, że na Zawrat się przejdziemy. Teraz napaliłam się na Kraków. Poza tym chcę jeszcze trochę w domu posiedzieć, a jak byłoby bardzo ciepło, to Franek chciał nad morze skoczyć… No i jak tego dokonać w siedem dni?? No cóż, skoro potrafiliśmy jeszcze pół roku temu w ciągu pięciu dni przejechać pół Hiszpanii, zwiedzić Madryt, Toledo, Sewillę, Cordobę, Cadiz i parę dyskotek to co to dla nas przejechać się z Zakopanego do Gdańska hehe…





A jutro przyjeżdża Franek. Nie komentuję tego, bo przechodzę jakąś huśtawkę emocjonalną i raz szlag mnie trafia jak w ogóle o nim myślę, a potem mi przechodzi i jest w miarę ok. U niego zresztą to samo, bo dzwoni i mówi do mnie „cześć śnieżynko, klusaku, ryba” itd, a potem dzwoni i tylko na mnie warczy. Więc no more comments. Wraca z pracy o 2 i o 6 ma pociąg. Jak nie zaśpi to o 10 odbieram go z dworca.
I mamy problem co dalej… Wspominałam, że chcieliśmy z moim wujkiem do Zakopca pojechać. Ale zależało to od pogody. Wczoraj stwierdziliśmy że pogoda nie wykazuje chęci poprawienia się. Ale wpadłam na pomysł, że może w takim razie zrobimy sobie wycieczkę do Krakowa znowu – połazimy po mieście, po kopcach i jeszcze do Wieliczki skoczymy. I nie trzeba będzie za nocleg płacić… A dzisiaj oglądałam pogodę i zanosi się jednak na poprawę. I mam dylemat, co tu robić?? Do Zakopanego chcę jechać, bo się strasznie nastawiłam, że na Zawrat się przejdziemy. Teraz napaliłam się na Kraków. Poza tym chcę jeszcze trochę w domu posiedzieć, a jak byłoby bardzo ciepło, to Franek chciał nad morze skoczyć… No i jak tego dokonać w siedem dni?? No cóż, skoro potrafiliśmy jeszcze pół roku temu w ciągu pięciu dni przejechać pół Hiszpanii, zwiedzić Madryt, Toledo, Sewillę, Cordobę, Cadiz i parę dyskotek to co to dla nas przejechać się z Zakopanego do Gdańska hehe…