Jest
mnóstwo rzeczy, o których chciałabym napisać, ale oczywiście czasu
nadal nie ma, więc dziś tylko taki konspekt moich kolejnych notek
1. Egzamin za cztery dni. Od soboty włączyłam już tryb powtarzania, ale tego jest tak dużo, że nie jestem w stanie zapamiętać wszystkiego. Mam nadzieję, że jednak wystarczy to, co przyswoję. Liczę na to, że od sobotniego popołudnia powrócę do świata żywych – nawet mimo tego, że pewnie będę musiała zacząć myśleć o pracy dyplomowej…
2. Na mój nastrój i wszelkie przemyślenia spuśćmy zasłonę milczenia. Zaznaczam tylko, że nie ma na to wpływu ani pogoda, ani zimno, ani tym bardziej żaden PMS (co to w ogóle jest??:) Na wszelkie nastroje w moim życiu zawsze wpływają tylko i wyłącznie wydarzenia, których doświadczam – bezpośrednio lub pośrednio, oraz osoby, z którymi mam styczność – również bezpośrednią lub pośrednią.
3. Znowu zwariowałam. Kupiłam bilety do Hiszpanii, dla mnie i Franka. Z Poznania do Sevilli. Co najlepsze – z przesiadką w Londynie
Powrót z Malagi do Wrocławia. Tylko, że Franek przy planowaniu urlopu
został wpisany na maj… Mam nadzieję, że pozwolą mu wziąć wolne w marcu,
bo jak nie to kiszka będzie totalna. Ale jesteśmy dobrej myśli.
4. Wczoraj, po trzech tygodniach mojej diety niskokalorycznej osiągnęłam cel, który sobie założyłam na początku
Waga jest poniżej 50 kg, i to z zapasem, a co najważniejsze, pozbyłam
się tych niepotrzebnych czterech centymetrów z talii i pożegnałam się z
oponką a powitałam ładną talię. Jednym słowem, teraz moje zdjęcie po
prawej jest znowu aktualne, bo wtedy właśnie taką miałam wagę i wymiary
Według planu, który sobie opracowałam, od czwartku zwiększam ilość zjadanych kalorii o dwieście – i tak co tydzień, aż dojdę do „normalnej” w moim przypadku ilości około 2000 kcal dziennie. Pewnie jeszcze do tego czasu trochę waga mi spadnie, ale powinno się to ustabilizować i mam nadzieję, że zostanie tak, jak jest, bo mama i Franek już mówią, że już trochę za chuda jestem na buzi.
W kolejnej notce obiecane szczegóły mojej diety.

1. Egzamin za cztery dni. Od soboty włączyłam już tryb powtarzania, ale tego jest tak dużo, że nie jestem w stanie zapamiętać wszystkiego. Mam nadzieję, że jednak wystarczy to, co przyswoję. Liczę na to, że od sobotniego popołudnia powrócę do świata żywych – nawet mimo tego, że pewnie będę musiała zacząć myśleć o pracy dyplomowej…
2. Na mój nastrój i wszelkie przemyślenia spuśćmy zasłonę milczenia. Zaznaczam tylko, że nie ma na to wpływu ani pogoda, ani zimno, ani tym bardziej żaden PMS (co to w ogóle jest??:) Na wszelkie nastroje w moim życiu zawsze wpływają tylko i wyłącznie wydarzenia, których doświadczam – bezpośrednio lub pośrednio, oraz osoby, z którymi mam styczność – również bezpośrednią lub pośrednią.
3. Znowu zwariowałam. Kupiłam bilety do Hiszpanii, dla mnie i Franka. Z Poznania do Sevilli. Co najlepsze – z przesiadką w Londynie

4. Wczoraj, po trzech tygodniach mojej diety niskokalorycznej osiągnęłam cel, który sobie założyłam na początku


Według planu, który sobie opracowałam, od czwartku zwiększam ilość zjadanych kalorii o dwieście – i tak co tydzień, aż dojdę do „normalnej” w moim przypadku ilości około 2000 kcal dziennie. Pewnie jeszcze do tego czasu trochę waga mi spadnie, ale powinno się to ustabilizować i mam nadzieję, że zostanie tak, jak jest, bo mama i Franek już mówią, że już trochę za chuda jestem na buzi.
W kolejnej notce obiecane szczegóły mojej diety.