No jakimś cudem udało mi się wczoraj wyjść z pracy, chociaż naprawdę mało brakowało a ugrzęzłabym tam na dobre
I tak jestem trochę niezadowolona, bo lubię przed weekendem, a
zwłaszcza przed urlopem wszystko zrobić, dokończyć, pozamykać itd., żeby
mieć święty spokój. Ale niestety w tym miesiącu od samego początku
miałam codziennie tyle roboty, że ledwie nadążałam ze wszystkim. I
wczoraj ostatecznie zrobiłam tylko najważniejsze rzeczy a resztę
zostawiłam… Chyba jak wrócę, będę musiała przeprosić się z moim systemem
segregowania spraw na ważne i pilne, ważne i niepilne, pilne i nieważne
i nieważnie i niepilne
Jakoś wtedy lepiej mi wszystko idzie. Ale mimo, że nie udało mi się
zrobić wszystkiego, mniej więcej w momencie kiedy odpalałam mój
samochód, zapomniałam o robocie
I niech tak zostanie do 25 sierpnia. Musiałam się skupić na drodze,
zwłaszcza, że miałam przejechać kawałek drogą, którą jeszcze nie
jechałam, w tym parę kilometrów autostradą i strasznie się bałam, że
przegapię zjazd i wyjadę w ogóle w innym kierunku
Na szczęście jakoś sobie poradziłam. I nawet korki nie były takie straszne jak się spodziewałam. O 21 byłam już w domu.




Dzisiaj
można powiedzieć, że większość czasu się leniłam. Hmmm co ja dzisiaj
właściwie robiłam?? Czytałam, oglądałam olimpiadę, siedziałam na necie…
Tylko tyle??Kurczę to gdzie mi się podziało te 14 godzin??
Aha, do kościoła jeszcze poszłam
No i jadłam coś od czasu do czasu. A tak a propos jedzenia, to muszę
stwierdzić, że wczoraj jak stanęłam na wadze, byłam bardzo mile
zaskoczona. Przez około dwa miesiące byłam na diecie. Udało mi się sporo
schudnąć i tak od połowy lipca porzuciłam już dietę. Co prawda staram
się nadal trzymać nowych nawyków żywieniowych, które zaczęłam stosować i
nawet mi się to udaje. Ale jem tak naprawdę wszystko, łącznie ze
słodyczami i frytkami. Tylko wiadomo, że rozsądnie. Ale i tak obawiałam
się, że jak przestanę stosować dietę, przytyję przynajmniej kilo. Wagi
nie mam w Poznaniu, więc jak wczoraj się zważyłam tobyłam w szoku, że
nie dość, że moja waga nie wzrosła, to jeszcze schudłam następny
kilogram. Naprawdę nie wiem jak to się stało. Chyba to naprawdę zasługa
tego, że teraz jem regularnie i zwracam uwagę na to, co jem. W każdym
razie od 7 maja udało mi się schudnąć 10 kg. Przy wzroście 158cm ważę 49
kg. I lepiej żebym już więcej nie chudła, bo nie chcę straszyć
wystającymi kośćmi!
Ale muszę przyznać, że jestem z siebie dumna, że udało mi się
faktycznie wytrwać w diecie, osiągnąć pozytywne rezultaty i jeszcze na
dodatek nie przytyć z powrotem.



Jutro
jadę z siostrąi rodzicami do Krakowa. Siostra wynajęła nowe mieszkanie i
ma parę rzeczy do przewiezienia. Pomożemy jej a przy okazji zrobimy
sobie wycieczkę. Aczkolwiek zanosi się na jakieś cztery godziny w
samochodzie w jedną stronę… Jakoś to wytrzymam. Jeśli chodzi o Franka –
dzwonimy do siebie i rozmawiamy normalnie.Ale jak już mówiłam, jestem
taka, że ciężko mi zostawić jakąś sprawę niedokończoną… Zobaczymy jak
będzie, kiedy przyjedzie – prawdopodobnie w poniedziałek wieczorem. A
potem chcielibyśmy pojechać do Zakopanego, alewszystko zależy od pogody…
No nic, czas się położyć, bo rano wyruszamy.