*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Ale ze mnie zdolna dziewczynka, prawie ze wszystkim się wyrobiłam
Wszyscy już obkupieni. Prezenty prawie zapakowane.Właściwie to już w
sobotę załatwiłam wszystkie. Franusiowi kupiłam te dżinsy. Udało nam
się znaleźć bardzo fajne za 120 zł. Niech mi ktoś wytłumaczy jaki jest
sens kupowania spodni droższych niż 200zł??? Przecież one z reguły wcale
nie są trwalsze od tych tańszych! Ciężko nam było znaleźć to, co
chcieliśmy, ale konsekwentnie omijaliśmy te kosztujące prawie dwie stówy.
W końcu postanowiłam się udać do sklepu, gdzie nie trzeba płacić za
zagraniczną markę, czyli do naszego polskiego Big Stara. I nie zawiodłam
się. Dzięki temu, mogłam Frankowi jeszcze coś dokupić, bo przeznaczyłam
na prezent dla niego około 200 zł. I dostanie wyjęczaną grę komputerową.
Chciałam mu do tych spodni zrobić jakiś prezent niespodziankę, ale tak
jęczał o tą grę, że stwierdziłam, że chyba się z niej bardziej ucieszy
niż z niespodzianki…Dzieciaczek z niego co?
I dobrze, niech się czasem pobawi Wczoraj pojechaliśmy po grę. Sama
nie wiedziałabym co mu wybrać.Najchętniej to już by ją sobie wziął, ale
się uparłam. W zeszłym roku uległam –kupiłam mu miesiąc przed świętami
portfel, który sam sobie wybrał i od razu zaczął nosić. W tym roku się
nie ugnę! I spodnie i grę zobaczy w Wigilię! Zanim pojadę, oddam
zapakowane prezenty jego rodzicom na przechowanie
Zresztą ja od niego też już dostałam prezent, ale umówiliśmy się, że do Wigilii ich nie ruszamy.
A poza tym załatwiłam dzisiaj wszystkie zaległości. W pracy wszystko
zamknęłam, załatwiłam wszystkie możliwe biblioteki, posprzątałam
kuchnię, a co najważniejsze, prawie się spakowałam. Nienawidzę tego i
zawsze zajmuje mi to mnóstwo czasu, ale dziś się sprężyłam i prawie
wszystko już mam. Teraz lecę na hiszpański jeszcze jakąś kartkówkę
napisać i po powrocie dokończę pakowanie. Eh, a jutro o tej porze będę
już w domku
Powoli wracam z tej Australii
Zgodnie z planem prezentację miałam gotową w niedzielę i uczę się jej
po trochu codziennie. Poza tym trochę zniknęłam ostatnio z „blogowiska”,
bo strasznie wciągnął mnie inny świat – mianowicie świat książek.
Zawsze dużo czytałam, ale ostatnio szczególnie się wciągnęłam w książki.
( eh, co za masło maślane, ale cóż, spieszę się trochę, niech tak sobie
będzie :)) Przeważnie czytam dwie lub nawet trzy naraz:) Jedną w domu,
która jest zbyt ciężka, żeby ją nosić. Druga to przeważnie jakaś mała i
lekka książka, którą czytam zawsze w tramwaju i na przystankach – nawet
na mrozie, trochę ciężko przewraca się strony w rękawiczkach, ale daję
radę
Czasami jeszcze jakaś trzecia się znajdzie.
Poza tym żyję już
świętami. Co prawda w zeszłym tygodniu dostawałam białej gorączki, bo w
pracy zapuścili już świąteczną muzę. Normalnie słuchać jej nie mogłam.
Teraz też cały czas tłucze mi się po głowie „snowman, snowman” albo
„merry christmas everyone”. Ale już przywykłam i zamiast się wściekać,
nastrój powoli mi się udziela. Dzisiaj nawet skoczyłam do Empiku
rozejrzeć się za jakimiś prezentami. I tak mnie oświeciło, że mam już
pomysły dla wszystkich! Siostrze kupię grę The Sims2, bo już od dawna
namawia mnie, żebyśmy się na nią złożyły. Nie złożę się, ale za to
dostanie ją na własność
Mamie kupimy film na DVD Mamma mia – chciała go zobaczyć, ale nie
miała kiedy się wybrać do kina. A poza tym uwielbia Abbę. Wujek ostatnio
choruje na audiobooki i kupuje je hurtowo, głównie powieści należące do
klasyki. A ponieważ jest historykiem, myślę, że po choinkę dostanie
książkę do słuchania „Polska Piastów” Jasienicy. Tata zaraził się od
wujka i mama mówi, że cały czas chodzi z discmanem i słucha… No to
dostanie Władcę pierścieni, całą trylogię, bo lubi fantastykę. A
dziadziu dostanie sweter i prawdopodobnie jakiś album lub książkę
dotyczącą Ukrainy. I Franuś jeszcze oczywiście. Ale to już zostało
postanowione dawno – dostanie spodnie! Biedak ciągle spłaca jakieś
długi, więc kupno dżinsów cały czas odkłada. Niespodzianki nie będzie,
bo jak się sama przejdę to jeszcze bym rybaczki kupiła
Ale tak mi chodzi po głowie, że może jeszcze coś dorzucę, żeby nie
było takiej całkiem „spodziewanki”. Aha, no i jakbym mogła zapomnieć!
Oczywiście nasz piesek ukochany dostanie tradycyjnie dropsy czekoladowe
dla psów i dentaraska
Tymczasem
zaczynam wielkie odliczanie, bo już 19 jadę do domku na całe 10 dni!!!
Tak długo byłam w domu ostatni raz chyba…. dwa lata temu. Święta, święta
hura
No
to zbiedniałam o trzysta złotych. Przyszło mi kupić okulary. Już dwa
miesiące temu zapisałam się do okulisty, no ale wiadomo jak to u nas bywa
z lekarzami – na wizytę musiałam czekać. No i wczoraj nadszedł ten
wielki dzień. Dwa miesiące czekania i pięciominutowa wizyta… Pani doktor
od razu stwierdziła to, co od dawna podejrzewałam – lekki astygmatyzm i
słabiej widzące prawe oko. Dostałam „przepis” na okulary i od razu
udałam się do optyka, żeby mieć z głowy. W piątek odbieram moje nowe
oczy. Ale dziwnie mi będzie. W życiu okularów nie nosiłam. No ale praca
polegająca na ośmiogodzinnym wgapianiu się w monitor i to w lilipucim
pomieszczonku tylko przy świetle elektrycznym zrobiła swoje.
Od piątku
wreszcie będę mogła prowadzić samochód bez obawy, że jakieś ważne
ograniczenie prędkości przegapię
Na szczęście nie mam silnej wady, więc wystarczy jak będę nosić
okulary wtedy, kiedy będziemi to szczególnie potrzebne. Ale zapłacić i
tak trzeba było. No cóż,podobno na zdrowiu się nie oszczędza
A skoro o oszczędzaniu mowa… Niestety nie przychodzi mi to ostatnio łatwo. O, zanosi się na cokolwiek materialną notkę dzisiaj
W każdym razie od czasu kiedy kupiłam samochód i tym samym pozbyłam
się moich kilkuletnich oszczędności żyję, można powiedzieć, od
pierwszego do pierwszego. A właściwie w moim przypadku od dziesiątego do
dziesiątego
Chociaż w październiku trochę się odkułam, bo parę nadgodzin zrobiłam,
ale co z tego skoro w listopadzie kolejne wydatki. To płaszcz do
czyszczenia trzeba było zanieść, podręcznik jakiś kupić, opony w aucie
wymienić, za mieszkanie zapłacić… I tak topnieje wypłata. A w grudniu
topnieć będzie jeszcze szybciej, z wiadomych względów
Ale
jest światełko w tunelu. Zadzwoniła dzisiaj do mnie Pani z dziekanatu i
powiedziała, że przyznano mi stypendium naukowe. Nie są to może kokosy,
ale na dwa tankowania wystarczy
Jaki
z tego wszystkiego wniosek? Nie jest łatwo utrzymywać się samemu
:)Człowiek sobie kiedyś nie zdawał sprawy z tego, ile życie kosztuje.
Nie mówię już nawet o takich wydatkach nadprogramowych, ale o tych
podstawowych – jedzenie, mieszkanie, wszelkie opłaty. Pieniądze może i
szczęścia nie dają, ale pomagają być szczęśliwym. Nigdy nie odczuwałam
potrzeby bycia bogatą. I nie dążę do tego. Ale może to dlatego, że nie
musiałam cierpieć z powodu braku pieniędzy. Bo przecież mam jakiś tam
standard, poniżej którego nie chciałabym zejść. Ale jestem teraz sama.
Nie mam rodziny na utrzymaniu, więc pod względem finansowym jestem w
stanie zaspokoić wszystkie swoje potrzeby. Cieszę się, że mogę w ten
sposób odciążyć rodziców, którzy przecież pomagali mi przez całe życie.
Ale kiedy pomyślę, że za tą pensję, no i może jeszcze za pensję Franka,
przy założeniu, że będziemy razem :), mielibyśmy utrzymać mieszkanie,
dzieci?? W głowie mi się to nie mieści. A przecież start mamy całkiem
niezły. A tyle jest marzeń, które długo będą musiały poczekać na
spełnienie z powodu braku środków… I jeszcze jedno… Piszę to wszystko z
punktu widzenia osoby, którą stać na trochę więcej niż tylko
zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych… I nie będę udawać, że wiem
jak ciężko jest w rodzinach, które nie mają za co kupić butów na zimę.
Nie wiem.
Czy to jednak prawda, że tylko bogaci mogą mówić, że pieniądze szczęścia nie dają ?