Nie
lubię tłumaczyć swoich notek, ale czasami niestety okazuje się to
konieczne, kiedy widzę, że kilka osób interpretuje post zupełnie inaczej
niż to było zamierzone
Być może wyraziłam się za mało precyzyjnie.

W
każdym razie: oczywiście, że zrobiło mi się przyjemnie, kiedy
usłyszałam ciepłe słowa od współpracownika, ale to wcale nie znaczy, że
zmieniłam zdanie! Ostatnie zdanie miało mieć wymowę żartobliwą. Nadal
zamierzam szukać nowej pracy, ponieważ w dalszym ciągu mam zamiar się
rozwijać a obecna praca, choć ją uwielbiam, mi to uniemożliwia. Moi
współpracownicy i szef wiedzą jakie mam plany i absolutnie mnie od nich
nie odwodzą. Wręcz wspierają – zwłaszcza szef, któremu jestem bardzo
wdzięczna za to, że nie muszę niczego ukrywać i otwarcie mogę mówić o
tym, że zamierzam odejść, a on trzyma za mnie kciuki i prosi tylko,
żebym w razie czego sprawnie przekazała obowiązki osobie mnie
zastępującej.
Oczywiście
nie wiem jak długo potrwa szukanie czegoś nowego, może nikt mnie nie
będzie chciał, ale na szczęście jestem mam o tyle komfortową sytuację,
że nie jestem pod ścianą i mogę spokojnie i sumiennie wykonywać swoje
obowiązki, jednocześnie mając oczy i uszy szeroko otwarte

Żal
w związku z ewentualnym odejściem z tej pracy na pewno się pojawi, w
końcu przeżyłam tu kilka przyjemnych lat, ale zmiany są konieczne i
czasami trzeba wiedzieć, co jest dla nas najlepsze

***
Z innej beczki:
No
zbulwersowałam się! Od rana w wiadomościach powtarzają informacje o
poszukiwaniach dziesięcioletniej dziewczynki gdzieś w okolicach
Augustowa. Powiedzcie mi, co za rodzice puszczają dziesięcioletnie
dziecko chore na epilepsję (sic!) samo na grzyby!?? Tak, dziewczynka o
16 powiedziała, że idzie na grzyby i poszła. Nie wróciła po trzech
godzinach, więc rodzice wezwali policję…
Nie jestem zwolenniczką trzymania dzieci na krótkiej smyczy. Oczywiście w dużych miastach wygląda to inaczej, ale ja wychowałam się w małym miasteczku i wiem, że dziecku nie stanie się krzywda, jeśli pójdzie gdzieś samo, a nie wszędzie będą je wozili rodzice. Jako dziesięciolatka mogłam iść sama do koleżanki, do sklepu czy na sąsiednie osiedle. Ale w życiu by mnie mama samej do lasu nie puściła! Co za bezmyślność! W głowie mi się to nie mieści. Oczywiście, nie znam wszystkich faktów, nie powinno się oceniać pochopnie. Ale nie rozumiem, co kierowało rodzicami tego dziecka w tym momencie?
Nie jestem zwolenniczką trzymania dzieci na krótkiej smyczy. Oczywiście w dużych miastach wygląda to inaczej, ale ja wychowałam się w małym miasteczku i wiem, że dziecku nie stanie się krzywda, jeśli pójdzie gdzieś samo, a nie wszędzie będą je wozili rodzice. Jako dziesięciolatka mogłam iść sama do koleżanki, do sklepu czy na sąsiednie osiedle. Ale w życiu by mnie mama samej do lasu nie puściła! Co za bezmyślność! W głowie mi się to nie mieści. Oczywiście, nie znam wszystkich faktów, nie powinno się oceniać pochopnie. Ale nie rozumiem, co kierowało rodzicami tego dziecka w tym momencie?