*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunikat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą komunikat. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 lutego 2016

Po powrocie.

Jestem, nie zaginęłam w akcji. Tylko się jakoś teraz nie mogę odnaleźć w tej 
starej rzeczywistości :) Na wyjeździe było fajnie. Pod wieloma względami dużo lepiej, niż się spodziewałam. Co prawda moje obawy co do tego, że nie uda mi się wcale wyspać się sprawdziły, ale zdecydowanie udało mi się zrelaksować i zupełnie odciąć od mojej dotychczasowej codzienności. Jakbym się znalazła w innym świecie - nawet Franek twierdzi, że ktoś mu podmienił żonę, bo ta nowa ciągle tylko śpi i nic jej się nie chce :)
No to prawda... Nie chce mi się. I w dodatku to nie jest takie niechcenie, że nie chce mi się, ale wiem, że i tak muszę to zrobić i zrobię, tylko takie, że nie chce mi się i... mam to gdzieś! To jest dopiero do mnie niepodobne! Na dłuższą metę mnie to wykończy, więc mam nadzieję, że mi to minie :)
Niechcenie niestety odnosi się także do bloga i chyba właśnie dlatego jeszcze nie powstała żadna porządna notka, ani nie odpowiedziałam na Wasze komentarze.
Ale chyba niedługo wrócę. Tylko na razie nie wiem,  jak się ogarnąć, ale pracuję nad tym, bo przecież na dłuższą metę tak się nie da :)

środa, 23 września 2015

Znowu bez konkretów.

Czy muszę znowu powtarzać, że jak jest u nas Dorota, to zawsze wszystko wygląda inaczej? :) Pewnie nie muszę, bo piszę o tym konsekwentnie od ponad dwóch lat, czyli odkąd się tu przeprowadziliśmy i Dorota nas odwiedza. A więc ostatnie dni oczywiście były inne w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Rutyna ta sama, ale w towarzystwie od razu wszystko było po prostu weselsze :)
Teraz muszę jeszcze jutrzejszy dzień będzie zwykłą codziennością, ale w piątek Franek ma wolne i będę miała wychodne, muszę więc sobie coś wymyślić na ten dzień :) Nie chce mi się już po sklepach łazić, bo ostatnio załatwiłam wszystko, co musiałam. Szkoda, że idzie jesień i że robi się chłodniej (choć podobno ma jeszcze być bardzo ciepło), bo już sobie tak nie posiedzę w parku na ławeczce z książką... Ale coś na pewno sobie wykombinuję!
W sobotę przyjadą do nas mój wujek z dziadziem. Cieszę się, bo w weekend niestety Franek bardzo długo pracuje - aż do 16, więc cały dzień praktycznie siedziałabym sama z Wikingiem, a tak będziemy mieli towarzystwo. Z kolei w następny znowu weekend przyjeżdżają teściowie. Rozpoczął się nam więc ostatnio maraton odwiedzinowy :) Co zresztą znajduje odzwierciedlenie na moim blogu, bo mi się robią zaległości :P Nie ma notek codziennie, a pomysły na nie są, więc teraz muszę nadrabiać. 
Dzisiaj mi się to raczej nie uda, bo niedługo jedziemy z Wikusiem do Warszawy na nasze zajęcia. A napisać muszę o tych zajęciach właśnie, a głównie o zmianie Wikinga i towarzystwie, które tam mamy. O dwóch rocznicach. O trwających dniach idealnych (oby się nie skończyły, zanim zdążę napisać :P) i jeszcze o wielu innych rzeczach. To jest okropne, z jednej strony "czyszczę" archiwum publikując i aktualizując zaległe notki, z drugiej ciągle nowe pomysły mam w głowie. Powiem Wam, że dawno już nie miałam tak płodnego blogowego okresu :) Wróciłam chyba mentalnie do pierwszych trzech lat blogowania. Korzystam, bo pewnie kiedyś to się skończy.
Dziś Wiking bardzo ładnie spał w nocy, zasnął przed 20 zanim mu doczytałam bajkę na dobranoc i nie przebudził się mniej więcej do północy, a wtedy też tylko na moment i z łóżeczka wzięłam go na jedzenie dopiero koło 4tej. Potem spał jeszcze dwie godziny, czyli jak zawsze obudził się o szóstej. Nie chciał już spać i podczas gdy ja jeszcze trochę dosypiałam, on bawił się taką lampką, która rzuca kolorowe cienie na ścianę (gwiazdki, księżyce itp). Ale szybko zapragnął drzemki i już od ósmej śpi, więc teraz siedzę jak na szpilkach, bo na pewno lada moment się obudzi. Dorota przed chwilą pojechała, więc siadałam tylko na chwilę, żeby coś napisać, ale że nie lubię pisać na raty, to nie chciałam brać się za poważniejszy lub bardziej złożony temat ;)


poniedziałek, 21 września 2015

Tak na szybko.

Dzięki Dziewczyny za porcję bardzo miłych słów. Trochę wsparcia, podobnych doświadczeń i pocieszenia - tego mi było na pewno trzeba ;) Nie wiem, jak będzie dalej i może wkrótce znowu się będę Wam żalić, bo nie wiem jak długo potrwa nasze wracanie do dawnej formy, ale na razie jest dobrze, więc nie będę marudzić :)

Weekend bardzo nam się udał! Było dokładnie tak, jak oczekiwałam. To znaczy, że spędziliśmy trochę czasu z moimi rodzicami, ale przede wszystkim udało nam się świętowanie tylko we dwoje. Mieliśmy trochę czasu dla siebie, mogliśmy wyskoczyć tu i tam.. O szczegółach jeszcze napiszę, bo teraz tak tylko na chwilę wpadłam. 

Rodzice pojechali wczoraj o 17 i pewnie dopadłby mnie syndrom przedszkolaka, gdyby nie to, że już godzinę później zawitała do nas Dorota :) Super! Zostanie u nas do środy i bardzo mnie to cieszy. My też mamy swoją rocznicę do świętowania, ale o tym też będzie innym razem. Teraz uciekam, bo Wikuś na razie śpi, a Dorota sama się obsługuje i najpierw pozmywała nam naczynia (tylko czekać aż odezwą się głosy, ze zapraszam gości, żeby mi sprzątali w domu :P spoko, nie pozwoliłam jej, ale i tak to zrobiła) a teraz robi sobie kawę, więc korzystam, ale nie chcę nadużywać cierpliwości naszego gościa :D

czwartek, 24 lipca 2014

O czym to ja chciałam?

O tym, że syndrom przedszkolaka mi się uaktywnił, mimo, że się wcale stąd nie ruszałam :) A wszystko przez ten niezwykle udany weekend, który już przeszedł do historii.
Ale też o tym, że być może minie, bo na ten weekend też mamy przewidzianą rodzinną wizytację, choć w mocno okrojonym składzie.
O tym, że chyba jednak się czuję gruba :P
O tym, że lubię muzykę klasyczną.
I że Franek mnie denerwuje a się nawet wkurzyć porządnie na niego nie mogę :)
I że nareszcie powróciłam do ćwiczeń po przerwie.
I o tym, za czym mi tęskno.
O moich dwóch lekarzach.
I wspomnieniach sprzed dwóch miesięcy
O urlopie, którego nie ma....

O tym wszystkim chciałam już od trzech dni, ale mi nie idzie. A wszystko przez to, że jak się zajmuję słonecznikiem, to mam ręce zajęte i pisać się nie da :P Ale tez przez to, że ostatnio nie wiadomo skąd, więcej pracy mi się w pracy zrobiło i jakoś te osiem godzin mija, a ja nie zdążę się nawet zalogować. A w dodatku dziś przez dwie godziny była awaria internetu, więc byłam ze wszystkim do tyłu.
Im więcej piszę, tym więcej tematów mi się w głowie wyświetla, tylko nie nadążam :) Taką prawidłowość zaobserwowałam. Ale może jutro się jednak uda :)


wtorek, 30 kwietnia 2013

Nadal w biegu

Wzięłam sobie urlop. Postanowiłam, że przez chwilę się odetnę od tego, co się dzieje w pracy. Średnio się udało, bo wczoraj odebrałam cztery telefony, dzisiaj trzy. Nie wkurza mnie to, niemniej jednak zdecydowanie utrudnia skupienie się na innych kwestiach. W dodatku właśnie przed chwilą uświadomiłam sobie, że jeden facet, z którym się umawiałam, że wykona dla nas pewną usługę nie potwierdził mi, będzie. Szlag! Że też nie mogłam sobie o tym przypomnieć wcześniej! Teraz będę się stresować dzisiejszą noc, jutrzejszy dzień - a nie wiadomo, czy 2 maja odbierze telefon. Jeśli nie to już w ogóle będę ugotowana, bo w poniedziałek nie uda mi się załatwić nikogo na następny dzień. Kurczę no! A uznałam go za najbardziej profesjonalnego i dlatego właśnie wybrałam jego firmę. :/ Jakbym nie miała się czym stresować :(

Mimo, że jestem na urlopie sypiam średnio. Zasnąć nie mogę, a potem w nocy się budzę i rozmyślam. Kiepsko. Szkoda tego długiego weekendu, z którego niewiele będę miała. Chociaż postanowiłam, że pojadę jednak do Miasteczka - tak na chwilę. Może uda mi się przez moment się zrelaksować. A urlop wzięłam sobie, żeby spakować swoje życie. I niestety okazało się to jeszcze trudniejsze niż sobie wyobrażałam. Miałam nadzieję, że kiedy odetnę się od pracy, to znajdę więcej czasu dla siebie, ze spokojem wszystko ogarnę a nawet poczytam, popiszę... Nic z tego. Nawet nie wiem kiedy minęły mi te cztery ostatnie dni :( 

A zapowiada się jeszcze gorzej. Obawiam się, że w dniach 6-20 maja (oby tylko!) nie będzie mnie dla świata :( Jedyna moja nadzieja w tych czterech dniach, które przede mną - muszę naładować akumulatory, bo będą musiały wystarczyć na dłuuugo.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Tylko konspekt.

Nie mam kiedy pisać :( A szkoda, bo chyba właśnie teraz bym tego potrzebowała. Poza tym, chciałabym jakoś uwiecznić ten czas, pisać o tym, co się dzieje, co myślę i czuję. Niestety, wolnych chwil jest tak mało (lub wcale), że mi ich nie wystarcza na blogowanie. Jednak cały czas czekam i mam nadzieję, że jakoś to wszystko ogarnę. Wtedy odpowiem na Wasze komentarze, a także napiszę o:
1. Kolejnej rocznicy mojego pisania. I pierwszych urodzinach tego blogspotowego ;)
2. "Cyrografie".
3. Kolejnej rewolucji w moim życiu. 
4. Spodniach.
5. Wycieczce po Fuerteventurze.
6. O tym, co mnie martwi.
7. I co daje nadzieję.
8. Za czym tęsknię.

I pewnie jeszcze o całym mnóstwie innych rzeczy. Mam o czym pisać. Tylko doba jest za krótka i na to pisanie już mi czasu, a czasami nawet sił nie wystarcza. Echh.

sobota, 29 września 2012

Bez notki

Nie jestem w nastroju, żeby opisywać to, co działo się dwa tygodnie temu. Porównując moje dzisiejsze samopoczucie do tego, jak się rzeczy miały 15 września, to aż niemożliwe, żeby minęło tylko tyle czasu! Mam raczej wrażenie, ze jakieś lata świetlne :/ Wrócę więc z notką jak mi dół przejdzie. Może już jutro a może za rok.

wtorek, 25 września 2012

Przerywnik

Zanim wrócę do opisywania naszego ślubu (idzie mi to opornie nie tylko dlatego, że nie mam czasu, ale również dlatego, że chcę się tym jak najdłużej delektować :) mam takie złudzenie, że jak to opiszę, to poczuję na dobre, że już po wszystkim :)), muszę wreszcie Wam podziękować! Miałam to zrobić przy okazji każdej notki, ale ciągle zapominałam!

Jeszcze raz dziękuję za wszystkie życzenia pod notkami, ale również za te na innych portalach. Dziękuję za piękne maile Roksannie, Motylowi, Szczęściarze, Marcie, Asi (a nawet dwóm :)). Izie i Flo. dziękuję za smsy! Antylce i Młodej Kobiecie za śliczne kartki! Jeszcze Wam wszystkim podziękuję z osobna, ale chciałam dać znać, że pamiętam, że doceniam, że jestem wręcz wzruszona :) Dziękuję! (i mam nadzieję, że nikogo nie pominęłam)

***
Poza tym, chciałam się Wam wytłumaczyć. Ja wiem, ze ostatnio nie udzielam się u Was, ale bądźcie pewne, że zaglądam! Niech żyje ten mój smartphone służbowy, nad którego wyborem się zastanawiałam jakiś czas temu. Dzięki niemu mogę zaglądać do Was na przykład w samochodzie, gdy stoję na czerwonym świetle :P (spokojnie, podczas jazdy z komórki nie korzystam ;)) albo w jakimś innym momencie, kiedy akurat nie mam przy sobie książki. Jedynym utrudnieniem jest to, że nie zostawiam komentarzy, bo bardzo źle mi się pisze cokolwiek na tym telefonie, nie wspominając już o dłuższych wypowiedziach. Ale w końcu się jakoś ogarnę. Mam nadzieję jednak, że rozumiecie, że ostatnio byłam zajęta trochę czymś innym :)
A, no i jeszcze jedno - mam totalny bałagan w linkach. Jak wiecie, w celu usprawnienia funkcjonowania tego bloga usunęłam listę linków (co się zresztą okazało chyba niepotrzebne). Teraz część linków mam na starym blogu, inne na stronie, którą utworzyłam dawno temu tylko w celu zebrania wszystkich linków w jednym miejscu (ale się zdezauktualizowało), jeszcze inne w zakładkach, mailach... Czasami wchodzę do Was przez Feedjit... Ale generalnie mam po prostu chaos. Mam prośbę - zostawcie mi adresy swoich blogów - to prośba do wszystkich :) Po prostu chciałabym to jakoś usystematyzować.

***
A na koniec przyznam się Wam, że codziennie śni mi się nasze wesele. Wyobrażacie sobie?? To już dziesięć dni, a ja każdej - dosłownie każdej! - nocy przeżywam wszystko od nowa! Śni mi się jak tańczymy, śnią mi się nasi goście... Oby jak najdłużej :)

środa, 19 września 2012

Chcecie, to macie :)

Chciałam napisać porządną notkę, na którą na razie nie mam czasu, ale ponieważ mnie popędzacie, to będzie byle co :)
W niedzielę były poprawiny, więc do komputera nie miałam nawet szansy się zbliżyć. W poniedziałek musieliśmy wszystko poopłacać, jeździliśmy od restauracji, przez kwiaciarnię do hurtowni alkoholu, zaczepiliśmy jeszcze o USC i inne miejsca więc w domu praktycznie mnie nie było. Wczoraj tak samo - a popołudniu byliśmy już w drodze do Poznania. Dzisiaj jestem pierwszy dzień w pracy, więc trochę tematów mam do ogarnięcia :)
A ja naprawdę nie lubię, jak się mnie popędza, bo mam przekorną naturę i mam ochotę robić na odwrót :D

Ps. Do Marudy: Hellooł, ja ten komentarz napisałam dopiero po dwóch miesiącach od ślubu :P Był czas na odsapnięcie :)

piątek, 7 września 2012

Otwarcie

No i pięknie już hula mój blog :) Chyba, że Wam nie? :) Ale mi tak! Wkurzyłam się już wczoraj na całego, po kolejnym komentarzu z Waszej strony i zaczęłam przeglądać wszystko co mam w ustawieniach. Najbardziej zastanawiało mnie, że przecież wcześniej było dobrze! Usunęłam listę linków, ale to nie pomogło. Potem zauważyłam, że miałam kilka kodów html, których w ogóle nie używałam, więc pousuwałam i chyba zadziałało :) Szkoda tylko, że nie od tego zaczęłam, bo linki straciłam i będę musiała jeszcze raz je zapisywać. Ale najważniejsze, że już się wszystko szybko ładuje i można normalnie komentować.

Będę musiała wpaść niedługo na Onet (chociaż teraz to już chyba jakiś inny portal?), żeby odkurzyć stare kąty, bo jeszcze mi usuną starego bloga... Ale chyba się jednak już przyzwyczaiłam i jest dobrze. Na razie tu zostaję na dobre :) Jeszcze żeby tak znaleźć trochę czasu na skopiowanie archiwum... Ale może kiedyś.

Te prawie pięć miesięcy na bloggerze zleciały jak z bicza strzelił! A jednocześnie sprawiły, że.. uwaga, uwaga, naprawdę się tu zadomowiłam :P Nawet te kolory mi się chyba bardziej podobają niż onetowy fiolet.
Cieszę się też, że przydreptałyście za mną. Miło mi, chociaż w jakiś sposób to moje "przejście" pomogło mi zweryfikować moje blogowe znajomości. Bo nie wszyscy poprosili o adres, nie wszyscy wyrazili chęć czytania mnie dalej. Z większością z tych osób "rozstałam się" bez żalu. Inne nadal czytam :) Tak po prostu, bo nie uważam też, że zawsze musi następować rewanż.
Poza tym dzięki tej przeprowadzce dowiedziałam się o sporej grupie cichych Czytelniczek bez bloga, które z tego miejsca pozdrawiam ;)

Zawsze twierdziłam, że pisanie zahasłowanego bloga trochę burzy koncepcję blogowania, jaką mam w głowie. Miałam jednak swoje powody, żeby na początku prowadzić bloga na zaproszenia. Miało być na chwilę, ale jakoś tak się przeciągnęło i zostało do dziś. Pewnie większość z Was pomyślała, że tak już będzie :) Ale jednak nie. Zwłaszcza, że obiecałam Motylkowi (która nie może teraz komentować), że jeszcze przed ślubem zdejmę blokadę. I niniejszym mam zamiar to uczynić w najbliższych dniach :) Zupełnie inaczej niż większość blogowiczów.

Chociaż jednocześnie przyznać muszę, że ta blokada i tak nie okazała sie taka najgorsza i nie tak bardzo uciążliwa (dla mnie przynajmniej).
Stwierdzam, że fajnie jest mieć taką furtkę i w razie czego jest możliwość prowadzenia bloga tylko dla osób zaproszonych :) Więc kto wie, co będzie za kolejne pięć miesięcy ;)

poniedziałek, 23 lipca 2012

Melduję się

Ależ ten czas szybko leci! I już nawet nie mam na myśli tego pobytu nad morzem, bo przecież wiadomo, że urlop zawsze mija nim się człowiek obejrzy. Ale gdzie mi się podział dzisiejszy dzień, to już kompletnie nie wiem :)
W pracy wszystko poszło nadspodziewanie dobrze. Myślałam, że po tej przerwie będę miała więcej zaległości, a przede wszystkim niezgodności :) A jednak wszystko się ładnie układa. W domu roboty po kokardkę :) Franek na szczęście rozpakował bagaże, kiedy ja byłam w pracy (gdyby nie on, pewnie leżałyby te torby jeszcze przez tydzień, bo nie znoszę się pakować i rozpakowywać!:)). Za to kiedy on jest w pracy, ja ogarnęłam to, co zostało na wierzchu. Oczywiście w mieszkaniu mamy tonę piachu plażowego. I dwie tony prania :) Dwie rundy już dziś zrobiłam. Teraz muszę spasować, bo nie będzie gdzie suszyć. I pomyśleć, że to raptem cztery dni były. I oczywiście już zacieram ręce na myśl o tym ile będzie prasowania...
Żartuję, aż tak bardzo tego nie lubię :P Ale jak mus, to mus.

Wpadłam tylko na chwilę, żeby zameldować, że już jesteśmy. I że pobyt udał się wyśmienicie. Świętowanie jeszcze lepiej (przy okazji - dziękuję za smsy i inne takie - wiecie jakie :P :*). I to naprawdę wcale nie chodziło o płyn do kibelka!

czwartek, 19 lipca 2012

Morze, nasze morze...

Franek mnie popędza, więc tylko parę słów:
Jedziemy :) Wczoraj cały dzień było pochmurno, teraz jest słoneczko, mam nadzieję, że ta aura będzie nam towarzyszyła do niedzieli.
Kupiliśmy wczoraj garnitur! I rękawiczki dla mnie do sukni.
To chyba jednak nie płyn do kibelka! Ale dowiem się dopiero za parę dni.
Na komentarze pod poprzednią notką odpowiem, jak wrócimy :) A wracamy w niedzielę
Papa!

środa, 27 czerwca 2012

Groźba

Tak sobie myślę: jak już zamkniemy ten rok finansowy, jak się dobiorę wreszcie do internetu i do bloga, to jak nie zacznę pisać notki za notką! Po dwie dziennie! :P Nie, no oczywiście to już lekka przesada, ale może uda się chociaż do dawnej częstotliwości wrócić? No bo ostatnio to naprawdę masakra - w pracy nic nie robię, tylko... pracuję :P I wyczekuję tego piątku z nadzieją, mimo, że może się okazać, że będę musiała do wieczora posiedzieć. Ale może od pierwszego lipca będzie trochę luźniej, będę mogła odetchnąć? :) Tak przez chwilę chociaż... Nadrobić zaległości, napisać o tym, o czym od dawna chciałam - trochę o przygotowaniach do ślubu, trochę refleksji na inny temat... Wreszcie opublikuję odpowiedzi na pytania (dzięki zeszłotygodniowej delegacji udało mi się już odpowiedzieć na większość, ale nie sądziłam, że zajmie mi to aż tyle czasu :))... Ech, marzycielka :D

wtorek, 17 kwietnia 2012

poniedziałek, 4 lipca 2011

Delegacja.

No, to się nazywa złośliwość losu :) Teraz, kiedy powoli zaczyna mi się wszystko luzować, miałam w planie przez weekend odpowiedzieć na komentarze, zajrzeć co u Was słychać, napisać notkę, a może nawet dwie.. A tu nic z tego, gdyż mój dostawca internetu stwierdził, że należy mi się przymusowa przerwa. Awaria – nie działał internet, telefon, ani kablówka.
Nie miałam więc okazji poinformować Was, że znikam jeszcze na chwilę – za moment jadę służbowo do Warszawy, do napisania więc po moim powrocie, prawdopodobnie w środę. Mam nadzieję, że wtedy nareszcie będę miała więcej czasu na blogowanie :)

sobota, 4 czerwca 2011

Nareszcie.

Doczekałam się! Sobota, 4 czerwca! Czekałam na ten dzień przynajmniej od miesiąca i oto pokonałam ostatnią prostą! Jestem już po egzaminie (co prawda nie wiem, czy na pewno zdałam, ale w zasadzie mam odpowiedzi identyczne z większością grupy, a tyle osób chyba nie mogło się mylić :)), pracę wydrukowałam i oddałam. Co prawda za dwa tygodnie jeszcze obrona, ale traktuję to już raczej jako rundę honorową :) Chyba nie będę miała problemu z obroną, a tak czy inaczej – nie sądzę, żebym musiała się jakoś specjalnie do niej przygotowywać. A więc, niech żyje wolność! :) (mam nadzieję, ze nie zapeszam :P) Najpierw muszę trochę odespać. Potem trochę odreagować – wieczorem wychodzę na wieczór panieński koleżanki. A potem reszta – między innymi nadrabianie zaległości u Was. I u siebie zresztą też :) Margolka wraca (chyba:))

poniedziałek, 16 maja 2011

Trochę więcej niż dwa słowa.

No to jest aż nie do uwierzenia, że w ciągu całego tygodnia napisałam tylko jedną notkę! Zupełnie to do mnie niepodobne…
A teraz tylko melduję na szybko – nie jest najgorzej. Mam już dwa rozdziały pracy, muszę napisać jeszcze jakieś pięć stron do trzeciego, wstęp i zakończenie… Rozdział udało mi się napisać w weekend, do tego zdążyłam się nauczyć finansów międzynarodowych i logistyki w produkcji, ale co najważniejsze, dałam radę jeszcze zaliczyć Noc Muzeów i koncert :)
Z bachorkami jakoś sobie nawet radzę, myślałam, że będzie gorzej.
I w ogóle, chociaż nadal czasu wcale nie mam, to zaczynam odczuwać, ze powoli wszystko mam pod kontrolą… Oby tak dalej :) Ps. W ostatnim czasie kilka osób zostawiło mi adresy do siebie, nie wszystkie udało mi się na bieżąco umieszczać w linkach i odwiedzać, więc mam prośbę, czy możecie się powtórzyć ? :) Na pewno do Was zajrzę jak tylko trochę się ogarnę, ale będzie mi łatwiej, kiedy będę miała linki pod jedną notką, zamiast szukać pod kilkoma.

wtorek, 22 lutego 2011

Sprostowanie.

Szczerze powiedziawszy nie spodziewałam się takiej burzy pod poprzednią notką. Cieszy to, że temat jest żywy. Ale ubolewam nad tym, że wiele osób źle mnie zrozumiało. Ale to jest w gruncie rzeczy moja wina, bo po pierwsze, błędnie założyłam, że zajrzycie do tego raportu albo, że dokładnie wiecie o co w nim chodzi, a po drugie chyba niepotrzebnie dodałam do tej notki pochwałę czytania jako formy spędzania wolnego czasu. To spowodowało, że wiele z Was odebrało to tak, jakbym narzucała innym to, czym się mają interesować i co mają lubić.
Postanowiłam więc napisać sprostowanie :)

1. Badanie nie dotyczyło czytania hobbystycznego ani tego, czy ludzie lubią czytać, czy nie. Ono dotyczyło czytania W OGÓLE. Nie tylko książek, ale także gazet, artykułów – również tych zamieszczanych w internecie. Natomiast kontakt z książką oznaczał na przykład sprawdzenie hasła w słowniku czy encyklopedii. A więc wynika z tego, że 56% ludzi nie czyta wcale. I to mnie właśnie najbardziej bulwersuje. 
Ja wiem, że to szokuje również wiele z Was i wielu z Wam w głowie się te liczby nie mieszczą, może też dlatego trochę inaczej odebrałyście tę notkę niż chciałam.Obracamy się prawdopodobnie w kręgu ludzi czytających. A sam fakt, że codziennie czytamy blogi już powoduje, że jesteśmy poza kategorią. Bo podkreślam – chodzi o osoby nie czytające wcale.

2. Ja nikogo do czytania nie zmuszam. Rzeczywiście chyba niepotrzebnie pisałam o tym, jak bardzo to lubię, bo to wypaczyło sens notki. Tak, ja czytać kocham i jest to dla mnie forma spędzania wolnego czasu. Ale jak ktoś woli robić w wolnym czasie coś innego – proszę bardzo. Każdy ma prawo interesować się tym, czym chce. Co nie znaczy wcale, że rozumiem, że można nie lubić czytać :)) Bo przecież nie da się człowiekowi wytłumaczyć dlaczego coś jest fajne, albo nie, jeśli ma do danej rzeczy jakiś stosunek emocjonalny :) To tak jak nie przekonam Franka, że rosół jest pyszny, a on mnie, że żołądki w nim pływające są najlepsze :P To jest kwestia subiektywna i tak, jak mogę zrozumieć, ze ludzie mają różne upodobania i różne rzeczy lubią, to nie zrozumiem dlaczego nie lubią czytać, albo dlaczego nie lubią blogować, albo dlaczego nie lubią jeździć pociągiem i tak dalej :) Nie zrozumiem, bo ja to lubię :) A ktoś pewnie nie rozumie, dlaczego nie nie lubię oglądać filmów na komputerze albo w telewizji :)) Myślę, ze można zrozumieć ŻE się czegoś nie lubi, ale nie DLACZEGO :)) Bo to jest chyba nie do wytłumaczenia :) 
I niech sobie każdy lubi to, co chce.

3. Ale dochodzi do tego jeszcze jedna kwestia. Mianowicie to, że czytanie dla mnie jednak jest czymś innym niż inne hobby czy formy spędzania wolnego czasu. A to dlatego, że czytanie dla niektórych może być przyjemnością, dla innych nie. Natomiast dla każdego jest UMIEJĘTNOŚCIĄ. Według mnie jest to tak samo ważna umiejętność jak dodawanie czy odejmowanie :) Stanowi ona jakąś podstawę. I dla mnie ważne jest, aby z tej umiejętności korzystać. Nie mówię, że ktoś ma czytać dziesięć książek rocznie, niech sobie czyta jedną, albo nawet niech i tych książek nie czyta skoro tak bardzo nie chce, ale niech czyta gazety, czy artykuły w internecie. Niech po prostu czyta! I dodam, że ze zrozumieniem. Bo potem właśnie wszyscy narzekamy na to, że ludzie nie potrafią czytać ze zrozumieniem albo nie potrafią zastosować tego, co gdzieś wyczytali. No a jak oni mają to robić, skoro tej umiejętności od lat nie ćwiczyli?

4. I to nie fakt, że ktoś nie lubi czytać albo że nie jest to jego hobby jest według mnie obciachem, ale właśnie nieczytanie wcale. Wiele osób nawet czytać nie próbuje, nie usiłuje znaleźć korzyści w tej umiejętności. Możecie powiedzieć, że obciachem są białe kozaki, możecie powiedzieć, że to obciach, że śpię z misiem, pewnie, macie do tego prawo :) No a dla mnie, powtórzę się, właśnie nieczytanie wcale jest obciachem :) Dla wielu Was to mocne słowa, ale ja wcale nie oczekuję, że się ze mną zgodzicie, naprawdę uważam, że dla każdego coś innego może być obciachowe :))

5. Na koniec jedna ważna sprawa, (tu się sugeruję komentarzem jednej z Was) jeżeli w ogóle nie widzicie sensu w tym, żeby na przykład górnik, lub jakakolwiek inna osoba pracująca fizycznie czytała -( no bo przecież nie pracuje umysłowo, więc na co mu czytanie?) to się naprawdę nie dogadamy :) Dla mnie po prostu czytanie jest także wartością samą w sobie (tak jak prawie wszystko, czego się nauczyłam, to są dla mnie po prostu wartości niematerialne). 
Sam fakt, że potrafimy czytać warto doceniać a przede wszystkim korzystać z tej umiejętności dla samego siebie. Przeczytanie głupiego artykułu na Onecie może czegoś nas nauczyć, czegoś się dzięki temu dowiemy. Po prostu ja uważam, że czytanie pozwala na samorozwój, który jest dla mnie ważny. Ale jeśli ktoś tej wartości nie dostrzega, nie widzi korzyści, które może dać czytanie każdemu człowiekowi – nie tylko naukowcom, no to ani ja go nie przekonam ani tym bardziej on mnie :) Bo coś innego jest dla nas ważne. 

Ale przecież nie o przekonywanie tu chodzi :) Nikt nie musi się ze mną zgadzać. Wyraziłam swoją opinię na ten temat. Uważam, że czytać należy i nie podoba mi się, że społeczeństwo nie czyta. Ale jeśli jesteście odmiennego zdania – jak najbardziej to szanuję. Mogę się nie zgadzać, ale uważam, że macie prawo, żeby tak sądzić i na pewno macie też powody, z których taka opinia wynika. Ale tego samego oczekuję od Was :) Szanujcie moje zdanie po prostu :)

Ps. Dziękuję wszystkim tym, którzy zadali sobie trud czytania innych komentarzy pod poprzednim postem :) Wiele z nich wynika i wiele tam już wytłumaczyłam. Bardzo często jest tak, że sama notka nie oddaje całej sytuacji a komentarze są jej świetnym uzupełnieniem, uszczegółowieniem lub po prostu wytłumaczeniem :)

wtorek, 8 lutego 2011

Konspekt.

Jest mnóstwo rzeczy, o których chciałabym napisać, ale oczywiście czasu nadal nie ma, więc dziś tylko taki konspekt moich kolejnych notek :)
1. Egzamin za cztery dni. Od soboty włączyłam już tryb powtarzania, ale tego jest tak dużo, że nie jestem w stanie zapamiętać wszystkiego. Mam nadzieję, że jednak wystarczy to, co przyswoję. Liczę na to, że od sobotniego popołudnia powrócę do świata żywych – nawet mimo tego, że pewnie będę musiała zacząć myśleć o pracy dyplomowej…
2. Na mój nastrój i wszelkie przemyślenia spuśćmy zasłonę milczenia. Zaznaczam tylko, że nie ma na to wpływu ani pogoda, ani zimno, ani tym bardziej żaden PMS (co to w ogóle jest??:) Na wszelkie nastroje w moim życiu zawsze wpływają tylko i wyłącznie wydarzenia, których doświadczam – bezpośrednio lub pośrednio,  oraz osoby, z którymi mam styczność – również bezpośrednią lub pośrednią.
3. Znowu zwariowałam. Kupiłam bilety do Hiszpanii, dla mnie i Franka. Z Poznania do Sevilli. Co najlepsze – z przesiadką w Londynie :) Powrót z Malagi do Wrocławia. Tylko, że Franek przy planowaniu urlopu został wpisany na maj… Mam nadzieję, że pozwolą mu wziąć wolne w marcu, bo jak nie to kiszka będzie totalna. Ale jesteśmy dobrej myśli.

4. Wczoraj, po trzech tygodniach mojej diety niskokalorycznej osiągnęłam cel, który sobie założyłam na początku :) Waga jest poniżej 50 kg, i to z zapasem, a co najważniejsze, pozbyłam się tych niepotrzebnych czterech centymetrów z talii i pożegnałam się z oponką a powitałam ładną talię. Jednym słowem, teraz moje zdjęcie po prawej jest znowu aktualne, bo wtedy właśnie taką miałam wagę i wymiary :)
Według planu, który sobie opracowałam, od czwartku zwiększam ilość zjadanych kalorii o dwieście – i tak co tydzień, aż dojdę do „normalnej” w moim przypadku ilości około 2000 kcal dziennie. Pewnie jeszcze do tego czasu trochę waga mi spadnie, ale powinno się to ustabilizować i mam nadzieję, że zostanie tak, jak jest, bo mama i Franek już mówią, że już trochę za chuda jestem na buzi.
W kolejnej notce obiecane szczegóły mojej diety.

sobota, 5 lutego 2011

Tak nijak.

Nie jestem ostatnio w najlepszej formie :( Długo było fajnie i miałam ogromną nadzieję, że smutki mnie ominą, ale się nie udało. Zbierało się już od tygodnia, aż wreszcie w czwartek już chyba gorzej być nie mogło. No i tak od kilku dni czuję się raczej kiepsko, myśli nachodzą mnie w większości ponure i w ogóle jakoś tak wszystko układa się nie tak, jak ja bym chciała. Pewnie, że człowiek w życiu nie ma nigdy tego, czego by oczekiwał. Ale nie w tym rzecz…
Przyjechałam do Miasteczka na weekend. Tutaj zawsze wszystko wygląda trochę lepiej, więc tak naprawdę dzisiaj wcale nie jest źle. Ale nie pociesza wcale fakt, że jutro znowu muszę wrócić do Poznania.
Tak naprawdę dzisiaj wpadłam tylko tak, żeby pomarudzić. A i tak cieszę się, że nie odezwałam się w czwartek, bo wtedy notka byłaby wyjątkowo gorzka.
No to miłego weekendu wszystkim życzę.