Wyjechaliśmy
zgodnie z planem. To jest o piątej. Podróż przebiegła sprawnie i bez
większych problemów. Tylko pogoda nas niepokoiła, bo robiło się coraz
bardziej ponuro i coraz bardziej padało. Kiedy dojechaliśmy na miejsce
trochę się poprawiło, ale było po prostu zimno. Jestem prawdziwym
zmarźluchem jakich mało. Wyobraźcie sobie, połowa lipca a ja miałam na
sobie: podkoszulkę, koszulkę z długim rękawem, sweterek, bluzę i kurtkę.
Nie żartuję. Naprawdę tak byłam ubrana. Pojechaliśmy z Grajkami –
kolegą Franka i jego dziewczyną, którzy mają przyczepę kempingową i tam
spaliśmy. Poza tym byli jeszcze znajomi Grajków – małżeństwo po
trzydziestce z dwójką dorastających córek. Dość szybko okazało się, że
oni mają nieco inną koncepcję na spędzanie urlopu niż my, ale o tym może
innym razem. W każdym razie po obiedzie Grajki i Rodzinka poszli spać, a
my na spacer brzegiem morza. Pokusiliśmy się nawet na pomoczenie nóżek w
lodowatej wodzie:) Słońce zaczęło świecić, więc zrobiło się całkiem
przyjemnie. Rozebrałam się aż do sweterka
Doszliśmy aż do następnej miejscowości, spacer trwał trzy godziny. Po
powrocie właściwie już tylko się wykąpaliśmy, co w polowych warunkach
zajmuje trochę więcej czasu niż normalnie, i szybko zasnęliśmy.
Niedziela powitała nas pięknym słoneczkiem i błękitnym niebem. Mieliśmy
nadzieję na jakieś opalanie, ale niestety koło południa słoneczko
zawiodło. Pozostało nam tylko iść na kolejny spacer, tym razem w drugą
stronę
Wreszcie w poniedziałek mogliśmy się trochę powygrzewać. Przedwczesna
to jednak była radość, bo już kolejnego dnia niebo zachmurzyło się już
po dziesiątej:( Ale uparliśmy się z Frankiem, wzięliśmy leżaki, parasol i
poszliśmy na plażę. Takie oto gniazdko sobie uwiliśmy:)



Po pół godzinie zaczęło padać. Nie zraziliśmy się. Siedzieliśmy i rozmawialiśmy. Przykryliśmy się kocem i było całkiem przyjemnie. Plaża opustoszała. Zostaliśmy sami. Od czasu do czasu przechodzili tylko jacyś spacerowicze i dziwnie się na nas patrzyli


Później przestało padać. Franek poszedł się wykąpać w morzu a potem zajął się budowaniem czegoś z piasku. Ja natomiast pogrążyłam się w lekturze.


Siedzieliśmy tak cztery godziny. Aż w końcu po piętnastej wyszło słoneczko. Nasza cierpliwość została wynagrodzona


A nasze legowisko tak:

Miła odmiana co?




cdn…