*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Staram się wyjść z
tego kącika. Już mi się chwilami naprawdę udaje. Ale tak naprawdę, to
wszystko przez Franka. Gdzie się podział ten Franuś, który umilał mi
czas w korku, ten, który zrobił mi kanapki do pracy, ten który chodził
ze mną na spacerki i był dla mnie słodziutki jak miód? Jak ktoś go
znalazł, niech odda, proszę. Bo ten Franek, który jest tu od niedzieli
to jeden wielki foch. Znowu nie rozmawia ze mną, tylko warczy. Kiedy
usiłuję go o coś zapytać na spokojnie, zaraz się wścieka. W ogóle nie
wiem o co mu chodzi, ale zaczynam mieć tego naprawdę dość. Dobra, na
razie nie chce mi się o nim pisać, bo już sama nie wiem, czy bardziej
mnie to dołuje, czy wkurza…Wyobraźcie
sobie, że wczoraj mało nie wybuchłam. Hihi. Nie no to gruba przesada.
Ale poszłam jak zwykle do pracy. Pierwszą godzinkę przeważnie poświęcam
na oswojenie się ze środowiskiem pracy:) To znaczy zasiadam wygodnie
przy moim biurku, czytam sobie wiadomości w internecie, czasami Metro,
jak akurat mi w łapę wpadnie, oglądam po różnych biurowych zakamarkach,
czy nie ma jakiegoś fajnego długopisu do zakoszenia – bo u nas
długopisy to towar naprawdę deficytowy. Trzeba ich jak oka w głowie
strzec – na chwilę się obrócisz i już się okazuje, że jakiś kelner
niepostrzeżenie nam go gwizdnął sprzed nosa. Ale co tu się dziwić, skoro
panie z biura takie same :P. No to tak się oswajałam, kiedy przyszła
moja koleżanka. Nie zdążyła się jeszcze rozebrać, a tu wpada kierownik
nocki i mówi, że musimy wyjść, bo bombę znaleźli. Zaintrygowane i trochę
niedowierzające faktycznie wyszłyśmy na zewnątrz a tam z pięć wozów
strażackich, pełno migających świateł i strażaków. Poczułam się jak na
filmie. Podeszłyśmy do taaaakiego przystojnego pana strażaka i
dowiedziałyśmy się, że robotnicy, którzy remontowali chodnik znaleźli
jakiś niewypał. Ewakuowali wszystkie budynki okoliczne i należało czekać
na saperów. Saperzy przyjechali po półtorej godziny. Uparłam się, żeby
podejść jak najbliżej, bo strasznie ciekawska z natury jestem:) A Anka
się bała, że jej głowę jeszcze urwie… No ale powiedziałam, że jak coś,
to ją osłonię własnym ciałem. I ostatecznie prawie nic nie widziałam, bo
zagapiłam się na tego strażaka. Nagle Anka do mnie mówi: „o, o już
mają, o zanieśli do samochodu!” A ja NIC nie widziałam
No bo ten strażak był taaaaaki przystojny i właśnie się zastanawiałam,
czy żonaty. Moja strata. Ale za to widziałam jak saperzy połazili
jeszcze tam trochę z czymś co wyglądało jak wykrywacz metali i po chwili
już otworzyli ulicę. Poszłyśmy otworzyć knajpę i zagadał nas teeeeen
strażak. Tak się ładnie uśmiechał, Anka nie umiała poradzić sobie z
kluczem, więc on się rzucił z pomocą. Ucieszona, że ściągnął rękawicę
lukam na palec… A to nie ta ręka była
Chociaż
nie… zaraz zaraz, coś mi się pomyliło – na której ręce się u nas
obrączki nosi – na prawej nie? No to właśnie się skapnęłam, że nie miał
Hihihi. Ale cóż mi po tym… Strażak odjechał w siną dal… No, ale pomarzyć zawsze można nie
Zwłaszcza jak od Franka wieje chłodem… :/
Dzięki Wam wszystkim za komentarze
To naprawdę dużo daje! Buziaki