Do ślubu zostało jeszcze
niecałe osiem miesięcy. Przypuszczam, że nerwówka zacznie się dopiero
dwa tygodnie przed tym najważniejszym dniem, ale i tak mam wrażenie, że
te przygotowania idą nam bardzo sprawnie i raczej bezstresowo. Kiedy
czytam albo słucham o przygotowaniach innych par, to nawet się czasami
zastanawiam, co z nami jest nie tak, że się aż tak tym nie emocjonujemy
Oczywiście nie chodzi o to, że nie przeżywamy – rozmawiamy na tematy
ślubne, podejmujemy różne decyzje, załatwiamy, co trzeba. Ale nie ma u
nas wielkich dylematów, czy gorączkowej bieganiny.
Przyznam, że nawet kiedy rozmawiamy na ten temat z Frankiem, to te
rozmowy częściej dotyczą samego małżeństwa i faktu, że decydujemy się na
wspólne życie razem oraz tego, jak będzie wyglądało nasze życie po
ślubie, niż menu weselnego albo samego przyjęcia. Pewnie, że się bardzo
cieszymy, że będziemy mieli taką uroczystość i zabawę weselną, ale nie
przywiązujemy do tego aż tak dużej wagi, jak być może powinniśmy 

Nie chodzi o to, że bierzemy byle co – starannie podejmujemy każdą decyzję, tyle, że dość szybko. Zależy nam, żeby było miło i wesoło, ale przecież to, jaka będzie atmosfera i tak najbardziej zależy od nas i naszych gości. Nie bez znaczenia są dodatki takie jak zespół, czy menu, ale z tego jesteśmy zadowoleni – mimo, że nie robiliśmy rozpoznania miesiącami

My chyba jesteśmy innym typem, bo przede wszystkim cenimy sobie święty spokój i niezbyt wiele dylematów

W pierwszym
tygodniu po naszych zaręczynach byłam przerażona tym, co nas czeka. Nie
wyobrażałam sobie, że będziemy w stanie wszystko ogarnąć
A tu się okazało, że bardzo szybko znaleźliśmy salę, zespół, następnie
zaklepaliśmy termin w kościele. Potem zamówiliśmy fotografa i
zorientowaliśmy się w ofercie wideofilmowania. Wstępne menu ustaliliśmy
przy okazji październikowego spotkania naszych rodziców. A więc to, co
najważniejsze już mamy załatwione. Dwa
tygodnie temu wybrałam się na targi ślubne. Niestety Franek pracował,
więc poszłam z jego mamą. Na początku nie byłam przekonana co do tego,
czy w ogóle pójść, bo w zasadzie najważniejsze rzeczy i tak mamy już
załatwione, ale nie żałuję, bo rozjaśniło mi się w głowie w innych
kwestiach, co do których miałam wątpliwości, takich jak zaproszenia, obrączki i ubiór
Chodziłam po tych stoiskach, oglądałam i tylko strasznie żałowałam, że Franek nie mógł przyjść z nami. Jego mama była znakomitą towarzyszką, ale po prostu żal mi było, bo przecież taki dzień i ten czas przygotowań się nie powtórzy, a fajnie byłoby razem oglądać to wszystko i zastanawiać się wspólnie nad tym, co nam się podoba. Trudno, służba nie drużba
Musieliśmy się zadowolić wspólnym oglądaniem folderów i ulotek, których dostałam całą siatkę.


Chodziłam po tych stoiskach, oglądałam i tylko strasznie żałowałam, że Franek nie mógł przyjść z nami. Jego mama była znakomitą towarzyszką, ale po prostu żal mi było, bo przecież taki dzień i ten czas przygotowań się nie powtórzy, a fajnie byłoby razem oglądać to wszystko i zastanawiać się wspólnie nad tym, co nam się podoba. Trudno, służba nie drużba

Wiemy już, że
Franek nie wystąpi w krawacie a założy czarną muchę, pasującą wspaniale
do czarnego garnituru, który z kolei będzie się świetnie komponował z
moją białą suknią z welonem. Już wiem mniej więcej, jaki model mi się
podoba.
Ze mną to jest tak, że albo coś mi się podoba, albo nie. Ale nawet jak mi się podoba, to wcale nie znaczy, że to już jest to coś! Bo TO musi do mnie przemówić. Może dlatego nie potrzebuję dużo czasu na podejmowanie decyzji? W każdym razie na targach przemówiły do mnie suknia oraz zaproszenia. Jeśli chodzi o obrączki, to czekamy jeszcze na takie olśnienie, ale jesteśmy na dobrej drodze, przynajmniej wiemy, z czego chcemy wybierać.
Myślę, że jeszcze o każdym z wyżej wymienionych aspektów naszych przygotowań wspomnę osobno, bo i tak się rozpisałam
To jest dla nas naprawdę wspaniały czas, ale chyba bardziej pod
względem duchowym, niż jakimkolwiek innym. Cieszą nas te przygotowania,
ale jeszcze bardziej nas cieszy, że nie zgłupieliśmy i systematycznie,
bez zbędnej nerwówki przybywa nam tych załatwionych spraw
Ze mną to jest tak, że albo coś mi się podoba, albo nie. Ale nawet jak mi się podoba, to wcale nie znaczy, że to już jest to coś! Bo TO musi do mnie przemówić. Może dlatego nie potrzebuję dużo czasu na podejmowanie decyzji? W każdym razie na targach przemówiły do mnie suknia oraz zaproszenia. Jeśli chodzi o obrączki, to czekamy jeszcze na takie olśnienie, ale jesteśmy na dobrej drodze, przynajmniej wiemy, z czego chcemy wybierać.
Myślę, że jeszcze o każdym z wyżej wymienionych aspektów naszych przygotowań wspomnę osobno, bo i tak się rozpisałam

