Jakaś
rozbita dzisiaj jestem. Nawet nie chodzi o to, że jestem nie w humorze,
ale jakoś tak smutno mi jest. Miałam dzisiaj jakieś głupie sny. Nawet
nie pamiętam ich dokładnie, ale już w tych snach byłam jakaś zdołowana i
to spowodowało, że się taka obudziłam. Dojechałam do pracy i robię
swoje, ale myślę tylko o tym, żeby już minęło te parę godzin i żebym
mogła stąd wyjść. Jeszcze zapomniałam z domu telefonu, co mi się raczej
nigdy nie zdarza i się czuję jak bez ręki. Tym bardziej, że szef
kontaktuje się ze mną głownie telefonicznie. Ale tak naprawdę to już bym
chciała, żeby była niedziela po południu. Już będę po zajęciach i po
prezentacji. A właściwie to nie, bo tak naprawdę, naprawdę, to
chciałabym, żeby był już piątek w przyszłym tygodniu
Muszę odpocząć od tego miasta.

Eh,
zdecydowanie nie czuję się najlepiej pod względem emocjonalnym… Jakoś
tak jest… nijako. Nic mi się nie chce i wszystko mnie drażni. Dobra idę
sobie na razie, bo nic dobrego tu nie wnoszę.