Trochę mnie ostatnio nie
było. Ale to właściwie świadoma decyzja była. Nie chodziło o to, że nie
miałam czasu, ani nie miałam o czym pisać. Po prostu nie chciało mi
się. Bywałam u Was, chociaż nie komentowałam. Ale u mnie nie chciało mi
się nic napisać. A akurat jak już się miałam za to zabrać, to coś mi
akurat przerywało. I tym sposobem minął cały tydzień roboczy.
Dziwny to
był tydzień dla mnie. W dziwnym nastroju jestem ostatnio. Jakoś tak mi
wszystko zobojętniało. A może świadomie wmawiam sobie, że jest mi
obojętne, żeby żadnej awantury nie wywołać. Nawet nie byłam specjalnie
zajęta w tym tygodniu. Przychodziłam z pracy, brałam się za jakieś
tłumaczenia, za przeczytanie jakichś artykułów pod prezentację i tak
mijał mi dzień. Z Frankiem znowu się mało widuję, bo jak on to
powiedział „taka praca”. Tyle tylko, że u niego problem polega na tym,
że on albo jest w pracy, albo śpi po pracy, bo jest zmęczony, albo śpi
przed pracą, bo jak się nie wyśpi to będzie zmęczony. Kiedyś to
przynajmniej przychodził do mnie, kładł się, ja robiłam swoje a on spał.
Ostatnio nawet nie chce mu się przychodzić. Żeby nie było, że się nie
widujemy tak zupełnie, bo przecież on uważa, ze ja pieprzę głupoty, to
we wtorek przyjechał po mnie do pracy i całe półtorej godziny byliśmy
razem na mieście. Wczoraj z kolei przyszedł do mnie wieczorem i
posiedział godzinę. Ale szlag mnie ku..wa trafia na tą jego pożal się
Boże punktualność!!! Wczoraj umawiał się ze mną na 21. Za chwilę zmienił
zdanie i powiedział, że będzie po 21. Już wiedziałam, ze dla niego po
21, to będzie najwcześniej 21:48. Odpowiedział, że na pewno nie później
niż 21:15. O której przyszedł? 22:15. Dzisiaj tak samo. Miał mi pomóc
przenieść torby do samochodu rano. Powtarzałam mu parę razy, ze chcę o
7:45 być już w drodze do pracy. On mi powtarzał parę razy, ze o 7:30
będzie u mnie. Przyszedł 7:40. Musiałam iść jeszcze do sklepu, w efekcie
wyjechałam później. Jestem wściekła na niego. W ogóle ostatnio działa
mi strasznie na nerwy. I oczywiście nic nie można mu powiedzieć, bo jest
wielka obraza majestatu. Z jednej strony mam dość tego biegania na
paluszkach koło niego i tego, że nie mogę tupnąć nogą i powiedzieć mu,
co o tym wszystkim myślę. A z drugiej boję się, że za daleko pójdę w tym
wszystkim. Zła jestem na siebie, że tak mi zależy. To facetowi ma
zależeć bardziej. A ja się po prostu boję, że zostanę sama. Gdybym miała
teraz opcję, żeby wyjechać z Poznania na dłużej, zrobiłabym to. Może
jakby się stęsknił, to trochę doceniłby to, co ma. Kiedy mieszkałam w
Hiszpanii, nasz związek był słodziutki. Z jego powodu. Tęsknił, dużo ze
mną rozmawiał, ciągle miał czas. Widziałam, ze mu zależało. Teraz ma
mnie na co dzień, więc spotyka się ze mną tylko jak jest super wypoczęty
i jak akurat nie ma nic innego do roboty.
Przepraszam,
nie miało być o Franku. Nie miało być o mojej frustracji. Jakoś tak
samo wyszło. Ale już nie mogę po prostu tego znieść. Olałabym go, ale
coś mnie powstrzymuje. Tchórzem jestem i tyle. I za bardzo się
przywiązałam. I za daleko to wszystko zaszło.
Dzisiaj
wychodzę wcześniej z pracy i jadę do domu. Już mi się nie chce z niego
wracać w niedzielę… Przyjadę i pewnie pierwsze co, to wkurzę się na
Franka.
No i wyszedł mi taki stream of consciousness
Czyli strumień świadomości – czyli spontaniczne odbicie
moich myśli, chaotyczne, niepoukładane, ale takie są przeważnie nasze
myśli. Koniec na dzisiaj. Na razie sama w robocie jestem. Niedługo zjadą
się kierownicy sali i szefowie kuchni. Trzymajcie kciuki, żebym nikogo
nie pogryzła.
