Bo
muszę gdzieś wyjechać. Potrzebuję malutkich wakacji. Oderwania się od
rzeczywistości. Muszę mieć na co czekać… I muszę jechać po buty hi hi.
Mam zamiar lecieć tylko na parę dni. A właściwie mamy zamiar, bo Franek
powiedział, że mnie samej nie puści.
Nawiązując
do jednego z komentarzy, ja również nie wyobrażam sobie wyjechać na
dłużej. A właściwie nie muszę sobie wyobrażać, bo wiem jak to jest. Ponad
dwa lata temu byłam w Hiszpanii. Dostałam stypendium i wyjechałam tam na
studia, mieszkałam w Cordobie przez pół roku. Może kiedyś przyjdzie czas
i napiszę trochę więcej o tamtym okresie. Ale tak w skrócie – to było
niesamowite doświadczenie. Bardzo dużo mi to dało. Nauczyłam się bardzo
dużo. O języku nawet nie wspominam, ale nauczyłam się życia. I
dowiedziałam się dużo o sobie. I, nawiasem mówiąc, dowiedziałamsię dużo o
koleżance, z którą wyjechałam, ale niestety to nie były miłe odkrycia.
Przeżyłam tam wiele pięknych chwil, ale te najpiękniejsze były
wtedy,kiedy Franek przyleciał do mnie na święta i Sylwestra. Bo tak
naprawdę ten okres to był czas ogromnej tęsknoty za domem, rodziną,
Frankiem, Polską…Niestety czułam się tam samotna i mimo, że miałam
znajomych, nie potrafiłam się do końca odnaleźć w zagranicznej
rzeczywistości. Odkryłam, że jestem Polką.Polką w domu, nie na
emigracji. Mieszkanie za granicą jest nie dla mnie. Ale nie żałuję, ze
wyjechałam, bo pod pewnymi względami tamten okres był również piękny.
Jeden z najlepszych w moim życiu.
W
każdym razie podróżować lubię bardzo. I krótkotrwałe wyjazdy za granicę
jak najbardziej mnie pociągają. W zeszłym roku pod koniec lutego
zrobiliśmy sobie z Frankiem małe tournee po Hiszpanii. Dziesięć dni
zwiedzania. Zaczęliśmy od Madrytu, przez Toledo, popołudnie Hiszpanii –
odwiedzenie starych kątów w Cordobie, Sevilla, Cadiz… Było wspaniale. Tak
naprawdę w zeszłym roku po świętach żyliśmy tylko tym wyjazdem…I w tym
roku brakowało mi czegoś… Chciałam na coś czekać. Marzy nam się
jeszcze zwiedzenie Salamanki i Barcelony, ale niestety na razie nie stać
nas na taki wyjazd jak w zeszłym roku. Ale wtedy przypomniałam sobie, że
koleżanka zapraszała mnie do siebie do Londynu, gdzie studiuje. Londyn
jest bliżej,łatwiej się tam dostać… Pomyślałam, że to dobry pomysł
wyskoczyć na weekend. A z tymi butami też nie żartuję
Byłam w Anglii dwa razy – jak miałam 16 i 18 lat. Mieszkałam tam w
Hastings i Brighton, ale mieliśmy też wycieczkę do Londynu. I za każdym
razem kupiłam sobie tam parę oryginalnych Martensów. Najwygodniejsze buty
świata
Moje granatowe Martensiki mają już prawie sześć lat, więc czas je wymienić
A tak przy okazji, z Hiszpanii zawsze przywożę sobie papcie




Wczoraj
dostałam od koleżanki z Londynu potwierdzenie,napisała, że na nas
czeka. Pozostaje mi tylko bukować bilety. Dzisiaj pogadamyz Frankiem i
zastanowimy się, czy zrobimy to przez Internet, czy przejedziemy się na Ławicę…