Echh, no i się lekko zdołowałam
Przez Franka, a konkretnie - przez jego urlop. W Zielonej Firmie mają
trochę dziwne zasady urlopowe, których nawet ja, jako osoba, która miała
całkiem sporo do czynienia z prawem pracy u R., nie ogarniam. Nie będę
się tu w temat zagłębiać, ważne, że ostatecznie wszystko się zgadza.

Kiedy w
grudniu Franek poszedł do kierownika ze swoim planem urlopowym,
dowiedział się, że ma jeszcze dwa dni urlopu zaległego. Nie miał
przecież jeszcze grafiku, więc podał na szybko dwa dni na początku
lutego i miał w styczniu zmienić je na taki termin, który współgrałby z
wolnym weekendem. Ucieszyłam się, bo pomyślałam, że i ja swój zaległy
urlop wykorzystam i może sobie jakiś przedłużony weekend spędzimy
wspólnie. Uprzedziłam go tylko, że na pewno nie będę mogła wziąć wolnego
w pierwsze dni lutego, bo Współpracownica idzie na urlop i muszę
ogarniać jej działkę.
Franek
niestety ma to do siebie, że wiele rzeczy – w przeciwieństwie do mnie –
zostawia do załatwienia na ostatnią chwilę. Czasami go popędzam, czasami
zostawiam to jemu – albo po to, żeby sam się przekonał, że nie warto,
albo dlatego, że mi aż tak bardzo nie zależy i wychodzę z założenia, że
to jego sprawa.
Tym
razem się nie wtrącałam. Wczoraj Franek sobie przypomniał, że terminu
nie zmienił a na dniach pojawi się lutowy grafik. Pojechał do kierownika
dzisiaj i okazało się, że jest za późno – urlop ma wpisany na te dni,
które podał wstępnie, a jest to chyba najgłupszy z możliwych terminów.
Ni to przypiął, ni wypiął – a ja w tym czasie na urlop nie pójdę na
pewno.
Trochę
mi przykro, bo w tym roku porządny wspólny urlop będziemy mieli dopiero w
październiku. Miałam więc nadzieję na te parę dni lutowych spędzonych
wspólnie. A tu nic z tego. Franek pewnie się trochę zregeneruje –
ale nawet chyba nie będzie mógł z kolegami przy piwie posiedzieć, bo ci w
tygodniu pracują a w weekend on już będzie musiał iść do pracy. Mam
wrażenie, że się ten urlop Frankowi troche zmarnuje.
Nie,
nie jestem zła, chociaż trochę poirytowana tym, że mógł sie wybrać
szybciej. Ok, jego urlop – jego sprawa. Ale z drugiej strony – przecież
ja też biorąc wolne dni konsultuję się z nim, więc to jednak nie jest
tak, że każdy sobie rzepkę skrobie:) Jest mi zwyczajnie żal, że ominie
nas kilka dni razem. Sama miałam ochotę na krótki urlop, ale nie bedę
przecież go brała u tylko po to, żeby siedzieć w domu i czekać aż Franek
wróci z pracy
