Gdyby
ktoś się zastanawiał, dlaczego od kilku dni znowu jest zimno i
niefajnie, to ja Wam powiem. Otóż powrót zimowej aury zawdzięczacie
Margolce i Frankowi, a konkretnie faktowi, że zepsuła nam się lodówka
I tak od ponad tygodnia „lodówkę” mamy na balkonie – same więc
rozumiecie, że temperatury w okolicach pięciu stopni są jak najbardziej
wskazane
Zabawnie musimy wyglądać każdego ranka wychodząc na balkon – to z
mlekiem, to z jajkami czy masłem w ręce. Po południu zaś kursujemy w te i
we w te z garnkami z zupą, czy gulaszem. Plus jest taki, że nie musimy
nawet czekać aż taka zupa wystygnie, tylko od razu ją wystawić – wszak
taka balkonowa lodówka już nam się nie zepsuje – przynajmniej do czasu,
gdy nie wróci wiosna pełną parą



Ale
liczymy na to, że do tego dnia staniemy się już posiadaczami nowego
sprzętu AGD, który dumnie postawimy w kuchni. Wydatek nieprzewidziany,
więc na początek przeszło nam przez myśl, żeby starą naprawiać, ale po
chwili stwierdziliśmy, że to się kompletnie nie opłaca, zwłaszcza, że
pakowalibyśmy pieniądze w sprzęt nie nasz. A tak lodówkę będziemy już
mieli na kolejne lata i razem z pralką będziemy już mieli aż dwa sprzęty
na własność
Jednak sprawa nie jest taka prosta, w weekend zeszliśmy chyba
wszystkie możliwe sklepy z AGD w Poznaniu i już, już prawie ją mieliśmy…
ale jednak nie… Jakoś tak się pechowo złożyło. W każdym razie mamy trzy
typy i gdyby tak połączyć trzy w jedno, to byłaby lodówka idealna. A
tak – jedna za droga, inna nieekonomiczna, kolejna ma za małą pojemność
chłodziarki i tak dalej. Więc wstrzymaliśmy się jeszcze i prześpimy się z
tymi lodówkami. Aura sprzyja w każdym razie, więc możemy się jeszcze zastanawiać, póki co jedzenie nam się nie psuje


A z
innych kwestii – chyba dogoniłam rzeczywistość w pracy. Weekend
rozpoczęłam dopiero w piątek po 23, bo miałam jeszcze parę raportów do
zrobienia. Zabrałam kompa do domu a tu jak na złość - internet nam padł,
a bez niego ani rusz, bo nie odpaliłabym naszego programu
pracowniczego :( Już się niemal załamałam, na szczęście poratowały mnie
Dorota z Juską i mogłam u nich siedzieć prawie do północy, podłączona
pod ich internet. Udało się więc i od poniedziałku sytuacja się
stabilizuje.
Jest więc szansa, że się znowu tutaj pojawię
