Gdybym miała przeżywać jakiś dzień w nieskończoność i gdybym miała wybór… Jaki byłby to dzień?
Zdumiewająco szybko przyszła mi do głowy odpowiedź na to pytanie – byłby to dzień naszych zaręczyn. I wcale nie dlatego, że spełniło się moje marzenie - zupełnie nie miałam takich odczuć. Ani nawet nie dlatego, że to był najpiękniejszy dzień w moim życiu – wiele takich pięknych dni już przeżyłam. Właściwie nie potrafię chyba powiedzieć, dlaczego właśnie ten dzień – może po prostu był idealny?
Przy czym zaznaczam, że wcale nie chodzi o nieskazitelność – przecież
nie było słodko od rana, nie wstaliśmy we wspaniałych humorach. Mało
brakowało, a nigdzie byśmy nie pojechali, po drodze się posprzeczaliśmy
(o totalną drobnostkę, ale my chyba lubimy po prostu się trochę
poprztykać), pogoda była beznadziejna przez pół dnia. A jednak pamiętam
jak się czułam, gdy już dojechaliśmy na miejsce. Beztroska, radość,
szczęście po prostu. A może już coś przeczuwałam? Jeśli tak, to nawet
fragment moich przeczuć nie przedostał się do mojej świadomości
Było ciepło, przyjemnie. Było tak… zwyczajnie
A potem ta plaża – czułam się wolna. Miałam poczucie, że możemy
wszystko, choć poprzestaliśmy na tym, że grzecznie usiedliśmy na kocyku i
popijaliśmy winko (to już nie tak grzeczne :)) Jeszcze zanim usłyszałam
wiadome pytanie, miałam poczucie, że chcę zatrzymać tę chwilę.
Wszystko, co wydarzyło się później, uczyniło ją tylko jeszcze
piękniejszą i jeszcze bardziej wartą zapamiętania. Nie chciałam schodzić
z plaży. Marzy mi się spędzenie którejś z czerwcowych nocy w
Petersburgu. No właśnie, to była taka namiastka białej nocy… Dookoła się
ściemniało, zegar wskazywał coraz późniejszą godzinę, a na północy cały
czas było jasno. Pięknie. Mogłabym tam spędzić całą noc. Ale musiałam
ulec Frankowi, który zdecydowanie twierdził, że nie jest to
najbezpieczniejszy pomysł. Ruszyliśmy więc w stronę miasta, a mnie
kręciło się w głowie – nie tylko ze względu na wypite wino. Zaczęło
docierać do mnie, co się wydarzyło. Zboczyliśmy jeszcze do knajpki na
piwo i trafiliśmy na dancing. Muzyka była doskonałym tłem do naszej
rozmowy o ilości gości na naszym weselu
Niestety nic nie trwa wiecznie i musieliśmy wracać. Nie chciałam. A
przede wszystkim – nie chciałam, żeby czas płynął dalej. Tuż przed
wejściem do naszego domku patrzyłam w czyste niebo pełne gwiazd i
myślałam o tym, że chcę zatrzymać ten czas.
Jak wiadomo – żaden dzień się nie powtórzy i nie ma dwóch tych samych nocy. Ale można przynajmniej jeden dzień dwa razy opisać
Notkę sponsoruje książka „Siedem razy dziś” autorstwa Lauren Oliver
Ps. I tak mi przyszło do głowy, w trakcie pisania – ta piosenka chyba byłaby bardzo adekwatna.
Zdumiewająco szybko przyszła mi do głowy odpowiedź na to pytanie – byłby to dzień naszych zaręczyn. I wcale nie dlatego, że spełniło się moje marzenie - zupełnie nie miałam takich odczuć. Ani nawet nie dlatego, że to był najpiękniejszy dzień w moim życiu – wiele takich pięknych dni już przeżyłam. Właściwie nie potrafię chyba powiedzieć, dlaczego właśnie ten dzień – może po prostu był idealny?




Jak wiadomo – żaden dzień się nie powtórzy i nie ma dwóch tych samych nocy. Ale można przynajmniej jeden dzień dwa razy opisać

Notkę sponsoruje książka „Siedem razy dziś” autorstwa Lauren Oliver

Ps. I tak mi przyszło do głowy, w trakcie pisania – ta piosenka chyba byłaby bardzo adekwatna.