Melduję, że wróciłam. Wylądowałam cała i zdrowa o godzinie 16:25 na poznańskiej Ławicy
Oczywiście było super. Ale rozpisywać się dzisiaj nie będę, bo jakaś
jestem zmęczona strasznie i w ogóle to chyba mnie przeziębienie łapie. A
szykuje się tak zwany hardcore w ciągu najbliższych kilku dni. Ledwo
włączyłam telefon, zadzwonił do mnie szef R. żeby mi powiedzieć, że w
firmie rewolucja i ratunku i w ogóle, bo przejął dwa dodatkowe lokale i
czekają na mnie, żeby ktoś zrobił porządek ze wszystkimi papierami. Już
nawet dogadał się z moim szefem J. (bo u niego miałam jutro pracować),
że mnie porywa i tym sposobem jutro jadę w zupełnie nowe miejsce, do
zupełnie nowych ludzi i w ogóle w ciemno, bo R. wszystko mi chaotycznie
wyjaśnił i tak naprawdę nie wiem co się stało. Jutro mam nadzieję się
dowiem. Ale już widzę ile roboty będzie.. Pamiętam jak rozkręcaliśmy
jego pierwszy interes – po dwanaście godzin siedziałam w robocie. A w
weekend mam szkołę i do tego kolokwia… A co tam, damy radę, w końcu po
urlopie jestem nie? 

