Sobota 07:30 czytam maila zakończonego słowami: „kupuj bilet i przyjeżdżaj”
08:35 Wysyłam do Franka smsa, że lecę do Irlandii…
08:48 Dostaję odpowiedź: „ale wrócisz?”09:57 dzwonię do szefa, czy dostanę tydzień urlopu
11:30 za pomocą internetu kupuję bilety
08:35 Wysyłam do Franka smsa, że lecę do Irlandii…
08:48 Dostaję odpowiedź: „ale wrócisz?”09:57 dzwonię do szefa, czy dostanę tydzień urlopu
11:30 za pomocą internetu kupuję bilety

No naprawdę zwariowałam
Pamiętacie jak sobie marzyłam, żeby gdzieś pojechać? No to nie tylko jadę, ale nawet lecę


Zdecydowałam się w ciągu kilku godzin. Po prostu spędziłam wczesny ranek na poszukiwaniu w miarę tanich biletów, potem jeszcze zgadałam się z dziewczynami i już. Co prawda bilety nie są za złotówkę, jak to czasem bywa ;), no ale jest to tuż przed majowym weekendem, więc niestety ceny trochę poszły do góry, ale pomyślałam „raz kozie śmierć”, jakbym tak miała nadal rozmyślać i obliczać to bym do przyszłego roku nie poleciała. Niestety ostatecznie nie udało się też na tydzień, bo w ostatniej chwili dziewczyny sobie przypomniały, że nie będzie ich od 23 do 25 kwietnia, a ja z kolei muszę być w pracy na przełomie miesiąca. I żeby połączyć to wszystko i nie przepłacić za bilety niestety polecę tylko na cztery dni. Ale zawsze to coś, a nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo mniej kasy wydam

I tym sposobem lecę 25go kwietnia z Poznania do Dublina i tam łapię autobus do Limerick. Dziewczyny dopiero w ten dzień wracają, więc jeszcze się może okazać, że będę musiała na nie poczekać


W każdym razie – mam swój upragniony wyjazd! A do tego spotkam się z dziewczynami – przypomną nam się studenckie imprezy
