Chyba
opuściła mnie wena. W drugiej połowie kwietnia byłam wyjątkowo “płodna”
jeśli chodzi o posty a od paru dni jakoś pusto. Niby dużo chciałoby się
powiedzieć, ale trudno w słowa ubrać. Może za ciężko się ostatnio
zrobiło na moim blogu od tych trudnych tematów
Więc będzie dzisiaj lekko. Krótki
długi weekend spędziłam w domu. Franek został w Poznaniu, bo pracował. A
ja wręcz przeciwnie, wyleniłam się nieźle. W piątek spędziłam cały
dzień z rodziną na działce grillując. Przegonił nas dopiero chłód, który
zakradł się wieczorem. W sobotę spotkałam się z koleżanką z liceum ,
która przyjechała do mnie i kolejny dzień mi uciekł. A wczoraj to już
tak wszystkiego po trochę aż do 16, kiedy wyjechałam do Poznania.
Myślałam, że będzie się fatalnie jechało, ale całkiem sprawnie szło,
wszyscy jechali równym tempem i na 19:30 już byłam pod domem. I weekend
się skończył. Teraz muszę się zebrać w sobie i zabrać do roboty. W
weekend dwa testy zaliczeniowe. Za niecałe dwa tygodnie DELE z
hiszpańskiego. Bo się zapisałam ostatecznie na ten egzamin. No i na
studiach za trzy tygodnie egzamin. Trzeba się sprężyć, bo ostatnio w
ogóle nie chciało mi się uczyć, jak się tak luźno zrobiło. A poza tym
początek miesiąca a pierwsze dziesięć dni to u mnie w pracy istny młyn.
Inwentaryzacje, przesunięcia magazynowe, zamykanie miesiąca i umowy z
pracownikami. Teraz mam to razy trzy. Koniec leniuchowania, przynajmniej
na jakiś czas:)
