Wróciłam na stare śmieci. Rodzice Franka wyjechali na
weekend na jakąś wycieczkę a my pilnujemy Brutusa i od wczoraj śpimy u
nich w domu. Wczoraj wieczorem wyglądałam sobie kilka razy przez okno i
spoglądałam w stronę okien mojego dawnego mieszkania… Najpierw było
ciemno, potem jedno się rozjaśniło – okno „nie mojego” pokoju. „Moje”
nadal było ciemne. Wspominałam czas, kiedy we wcześniejszych latach
szłam nocować do Franka i sprawdzałam na przykład, czy Ela jest w domu.
Kiedy zaświeciło się również „u mnie”, przypomniałam sobie czas jeszcze
wcześniejszy, kiedy zaglądałam, żeby sprawdzić, czy Dorota już wróciła
albo czy już poszła spać. Patrzyłam na zasłonięte rolety i odtwarzałam w
myślach wygląd tego pokoju. Tu łóżko, obok stół… Mój kolorowy kalendarz
na ścianie, mój bałagan pod stołem i mnóstwo szpargałów na parapecie…
Wiem kto tam teraz mieszka. Wróciła tam moja wcześniejsza
współlokatorka, jeszcze z czasów przed Elą. Potem wyprowadziła się, bo
chciała mieszkać z siostrą, kiedy ja się przeprowadzałam, znalazłam
kilka jej rzeczy, zadzwoniłam i od słowa do słowa okazało się, że
szukają mieszkania. Nie jest to moja bliska koleżanka, ale od czasu do
czasu się widujemy (pomagała mi na przykład przy wyborze studiów
podyplomowych) albo ona dzwoni do mnie z jakimś mieszkaniowym pytaniem. I
akurat traf chciał, że zadzwoniła do mnie dziś, kiedy siedziałam u
Franka, powiedziałam, że zaraz u niej będę.Bez problemu przypomniałam sobie kod od domofonu – ba, ja go nawet nie zdążyłam zapomnieć, palce same mi go wystukały. Dziwnie było mi pukać w „moje” drzwi. Przedpokój wcale się nie zmienił, wchodziłam do siebie, ale zapach już nie był mój. Kiedy weszłam do „mojego” pokoju zobaczyłam sporo zmian… Ustawienie mebli takie samo, ale to już nie jest mój pokój. Niby nie wiele się zmieniło, ale jednak – nie moje rzeczy, nie mój klimat. Przede wszystkim miałam wrażenie jakby pokój był zagracony




Miło było tam wrócić. W dodatku jeszcze zbieg okoliczności sprawił, że akurat przyszła właścicielka mieszkania i z nią też trochę pogawędziłam

Przyznam, że myślałam, że oswajanie się z nowym mieszkaniem zajmie mi więcej czasu, poszło całkiem szybko. Myślałam też, że stare będzie częściej gościło z moich snach – a tymczasem przyśniło mi się raptem dwa, trzy razy. I jakkolwiek dziwnie by to nie zabrzmiało, dzisiaj czułam się w tym mieszkaniu tak samo jak w jednym z tych snów – zresztą śniłam właśnie o tym, że odwiedziłam Asię. Nie miałam wrażenia, że jestem u siebie, ale wiedziałam, że przyszłam tylko w odwiedziny w miejsce, które kiedyś było mi bardzo bliskie.
Pewnie, że trochę tęsknię, ale bardziej za tamtymi czasami, niż za samymi czterema ścianami. Dotarło do mnie, że tak naprawdę najbardziej szkoda mi okolicy a nie samego mieszkania. Cóż, teraz jest inny czas, być może za kilka lat znowu będę go wspominać z sentymentem (oby:))
Jedno jest pewne – ostatnie sześć lat i wszystkie miejsca towarzyszące mi w tym okresie na zawsze będą mi w jakiś sposób bliskie. Zawsze będą mi się kojarzyły z pierwszymi latami samodzielności, z dojrzewaniem i z beztroską.