Jesteśmy
trzy. Trzy baby. Ja, moja siostra i moja mama. Ja i moja mama podobno
wyglądamy jak siostry. Ja i moja siostra podobno nie jesteśmy do siebie w
ogóle podobne. Generalnie rzecz biorąc moja siostra jest podobna
zupełnie do nikogo
Trochę można się doszukać w niej mojego wujka, trochę mojego taty.
Niektórzy też stwierdzają, że jest podobna do mojej mamy. Koleżanka na
przykład stwierdziła, że to, że jesteśmy siostrami można poznać tylko po
tym, że obie jesteśmy podobne w jakiś sposób do mamy.

Z
nas wszystkich ja jestem najwyższa. Mam aż 158 cm wzrostu. Siostra jest
niższa o trzy centymetry, mama o pięć. Wszystkie mamy podobną figurę,
aczkolwiek różnimy się w miejscach strategicznych. Któraś ma chudsze
nogi, inna szersze biodra, kolejna mniejsze wcięcie w talii itd. To
wszystko razem wzięte stwarza spore możliwości kombinacji jeśli chodzi o
wymienianie się ciuchami

Mówię
Wam, to całkiem fajna sprawa jest. Ja jestem ta szersza w biodrach,
więc niestety nie ma szans, żebym się z mamą i siostrą wymieniała
spodniami. Ale na przykład siostra kilka
razy odziedziczyła po mnie jakieś spódnice. Mama ciągle pożycza od niej
dżinsy, a jak jej bardziej przypasują, to już nie oddaje :) Ja
z siostrą zwykle wymieniam się kurtkami czy wdziankami. Generalnie od
niej pożyczam zwykle torebki i dodatki, bo jeśli chodzi o ubrania to z
mamą prowadzimy intensywny handel wymienny. Głównie chodzi o to, że moja
siostra ma trochę inny gust niż my dwie i dlatego bluzki, żakiety i
sweterki to domena moja i mojej mamy. Mamy nawet kilka ciuchów kupionych
na spółkę – każda ma prawo do przechowywania danej części garderoby na
przykład przez dwa tygodnie
Tyjemy w różnych miejscach, więc często jak coś się zrobiło na mamę za
ciasne, jest szansa, że będzie pasować na mnie – i na odwrót
Kiedy kupuję coś bardzo dopasowanego, czego nie mogłabym nosić w razie
gdybym przybrała na wadze, zawsze zastanawiam się, czy w razie czego
będę to mogła oddać mamie lub siostrze. Każda z nas ma zaliczony
przynajmniej jeden taki zakup dla siebie, który po przemyśleniu sprawy
lądował w szafie innej – począwszy od bielizny, przez bluzki, na butach
kończąc.


No
właśnie – buty to niestety trudniejsza sprawa. Ja mam najlepiej. Noszę
rozmiar najbardziej standardowy 36/37, więc nie mam większych problemów z
zakupem obuwia. Najgorzej natomiast ma mama z rozmiarem 34/35 – również
ze wskazaniem na pierwsze. Siostra jest po środku. Obuwie musi być
dopasowane, więc niestety w tym wypadku wymiana nie jest tak swobodna.
Moje buty, nawet lekko przyciasnawe na siostrę nie pasują. Ale ona kilka
par po mamie dostała

I
tak trwa ten handel wymienny już od kilku lat. Mama przed imprezą
pracowniczą dzwoni do mnie, żebym przywiozła jej to i tamto, bo
chciałaby pożyczyć. Przed wycieczką dzwoni do siostry po jeansy. Ja do
Miasteczka na weekend zabieram mało ubrań i przeważnie nie trafię z
pogodą, więc w niedzielę rano stoję przed szafą mamy i szukam czegoś co
będzie pasowało do torebki siostry i moich butów
Mamy nawet jedną sukienkę weselną, w której wystąpiłyśmy wszystkie trzy. Rzecz jasna na na różnych weselach
Wiecie jaka to oszczędność?
No i frajdy też trochę jest, bo jakby nie było takie przekazywanie
jest całkiem zabawne, nie wspominając już o tym, że zawsze jest szansa
na coś nowego do ubrania



