*OGŁOSZENIE*

Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)

wtorek, 9 sierpnia 2016

Zagadka

Położyliśmy się wczoraj tak jak zazwyczaj, koło 22. Jeszcze chwilę rozmawialiśmy w łóżku, po czym zgasiłam światło i przyłożyliśmy głowy każde do swojej poduszki. Już odpływałam, ale nagle pod powiekami zamajaczył mi pewien obrazek, otworzyłam oczy i powiedziałam do Franka: wiesz na co mam teraz ochotę??
Na co Franek bez wahania odpowiada mi: "na pierogi". Na tę jego odpowiedź aż się podniosłam i nie bacząc na śpiącego obok w łóżeczku Wikinga prawie krzyknęłam "skąd wiesz?!"

No bo powiedzcie mi, skąd on wiedział, że tym majakiem prawie sennym był właśnie talerz ruskich pierogów okraszonych błyszczącym masełkiem, cebulką i skwarkami. No skąd? Nie rozmawialiśmy o pierogach, ba! nawet o jedzeniu nie rozmawialiśmy... 
Ot, zagadka... :)

piątek, 29 lipca 2016

Słomiana wdowa

W środę po południu Franek zapakował siebie i Wikinga do samochodu i pojechali do Poznania :D I tak oto już trzeci dzień jestem słomianą wdową. Podoba mi się! :)

Mam zaplanowany urlop od 15 sierpnia (a Franek niestety nie, więc pojedziemy z Wikingiem i moimi rodzicami), teraz nie za bardzo pasowało mi brać wolne dni. A z kolei Frankowi ułożył się tak grafik, że miał wolny czwartek i piątek, a weekend sobie zamienił z innym i tym sposobem ma cztery dni wolnego. No to pojechał :) A ja mam wolną chatę :P

Wiecie kiedy ostatni raz byłam sama w domu? Jakoś na początku grudnia 2014 :P A zresztą nie do końca sama, bo przecież już z Tasiemcem :) A więc tak naprawdę, naprawdę sama przez dłużej niż 24  godziny byłam w lipcu 2013. Delektuję się więc teraz tymi chwilami. Tym, że wracam do mieszkania, w którym wszystko jest dokładnie tak, jak zostawiłam parę godzin wcześniej. Tym, że zabawki i książeczki są ułożone w pudełkach i na półkach. Że mogę spokojnie zdjąć buty po przyjściu do domu, bez wieszającego się na mnie Wikinga, a potem włączyć komputer :P I takimi tam różnymi drobiazgami :)
Nie mówię, że chciałabym, żeby tak zostało na zawsze, ale takie parę dni sam na sam ze sobą naprawdę było mi bardzo potrzebne. 
Jutro rano wsiadam w pociąg i jadę do nich, w niedzielę razem wrócimy. Cieszę się, szczególnie, że mamy w planie spotkanie z Alą i jej 11-miesięczną Helenką oraz z Hiszpańską Anią (która przyjechała na wakacje do Polski) i jej roczną Emmą. Ale jednak trochę żałuję, że ta moja samotność trwała tylko trzy dni :P Poczułam się trochę jak za dawnych czasów. Zauważyłam też jedną rzecz - komfort snu nocnego absolutnie mi się nie zmienił, co oznacza, że Wiking w tym nocnym wypoczynku wcale mi nie przeszkadza. Budziłam się w zasadzie o tej samej porze, tak samo wyspana.

Ciekawe jest to, jak niektórzy reagują na tę naszą rozłąkę. 
Teściowie są zszokowani, że do tego wyjazdu podchodzimy ze spokojem - że nie dzwonię co pięć minut, żeby zapytać co u Wikinga, że do ostatniej chwili nie wiedziałam kiedy i czym przyjadę. Że Franek nie bał się jechać sam 300 km z dzieckiem i w ogóle, że wszyscy, łącznie z Wikingiem, nie przeżywamy tego wyjazdu jakoś szczególnie. Wikuś co prawda podśpiewuje sobie pod nosem "mama, mama..." Ale to raczej w ramach gimnastyki buzi i języka, niż ze względu na to, że mnie nie ma, bo to akurat nie robi na nim absolutnie żadnego wrażenia :)
Hiszpańska Ania jest zszokowana, że Franek i Wiking pojechali sami. Tylko nie wiem, czy bardziej podziwia to, że ja bez problemu rozstałam się z synkiem, czy to, że Franek nie ma żadnego problemu z tym, żeby się zająć dzieckiem bez mojej pomocy :) Być może więcej szczegółów poznam, kiedy się spotkamy.
Niektórzy dziwią się w ogóle temu, że pozwoliliśmy sobie na takie rozstanie. Inni, że ja cieszę się z tego, że jestem sama itp. itd. :)

Przyznam, że w ogóle tego nie rozumiem :) Dla nas nie stanowi żadnego problemu to, żeby te kilka dni spędzić osobno. Skoro Franek akurat ma wolne, to dlaczego niby miałby z niego nie skorzystać. Wiking jest w dobrych rękach, więc nie widzę powodu, dla którego miałabym się zamartwiać co się z nim dzieje, jak sobie radzi i czy za mną nie płacze (no bo nie płacze :P). Zapewne jestem w oczach niektórych wyrodną matką, bo nie dość, że puściłam dziecko na wyjazd prawie samo (czyt. bez matki :D), to jeszcze za nim nie tęsknię* a co gorsza nie mam w związku z tym żadnych wyrzutów sumienia! 

* no przyznaję się, nie tęsknię; owszem dostrzegam brak jego obecności i brakuje mi go troszeczkę, ale wiem, że za chwilę znowu się zobaczymy, więc raczej cieszę się tą chwilą, kiedy nie muszę się sobą z nikim dzielić :)