Damska torebka to temat szablonowy na naszych blogach. Chyba każda z nas prędzej czy później o tym napisze
Dopiero co parę dni temu czytałam o zawartości torebki Wioluśki, dzisiaj sama nabrałam ochoty napisania czegoś na ten temat.

Torebki
uwielbiam. Nie umiem się im oprzeć i mam ich mnóstwo. Niektóre niestety
się już dość mocno sfatygowały, nie noszę ich i wypadałoby je wyrzucić,
ale jakoś mi szkoda, bo nadal mi się podobają… Ale obiecałam sobie, że w
tym tygodniu się z nimi rozprawię. Franek postawił mi zresztą szlaban
na nowe torebki, dopóki nie wyrzucę tych, które są już nieładne, bo za
dużo miejsca zajmują
Chociaż to jest do obejścia, bo ostatnio dostałam jedną torebkę w spadku po jego mamie – no i co miał powiedzieć? :))

Uwielbiam torebki w każdym kolorze – zawsze można do nich dokupić buty , prawda?
A jeśli nie, to chociaż jakiś szal, rękawiczki bądź inne dodatki i
wszystko gra. Preferuję raczej duże, ale nie wielkie. Najważniejsze jest
dla mnie to, żeby miały dużo kieszonek, chociaż niestety prawda jest
taka, że często i tak to, co najważniejsze (np. portfel) wrzucam nie tam
gdzie trzeba i jak przychodzi co do czego, to grzebię, szukam i się
denerwuję, że nie mogę znaleźć… Małych torebek też mam kilka, aczkolwiek
na co dzień noszę je rzadko, bo wtedy musiałabym nosić jeszcze
dodatkowo reklamówkę – bo jak to wszystko, co jest w środku pomieścić? A
mam tego mnóstwo… Oto co znajduję w mojej torebce:

-
dwa portfele (w jednym trzymam ważniejsze dokumenty i rzadziej go
wyjmuję, drugi zwykle wyciągam przy płaceniu, dzięki temu zmniejsza się
trochę ryzyko, że gdyby ukradli mi portfel – odpukać! – będę miała
problem z dokumentami)
- obowiązkowo – książka, nie ruszam się bez niej z domu, aktualnie jest to „Bez mojej zgody” Jodi Picoult
- kalendarzyk książkowy – bez niego czuję się jak bez ręki
- lusterko
-
mały krem do twarzy – jak go zapomnę, zaraz muszę kupić nowy, bo
smaruję twarz kilka razy dziennie, zwłaszcza jesienią i zimą; aktualnie
mam w torebce dwa kremy, nie wiem dlaczego

- mały krem do rąk
- wazelina do ust
- perfumy w postaci małej roletki
- żel do mycia rąk „na sucho”
- pudełko gum do żucia
- pęseta
- pilniczek do paznokci
- podpaska
- dwie tabletki przeciwbólowe
- przybornik do paznokci
- szczoteczka do zębów
- skarpetki
- dwa długopisy
- dwie łyżeczki plastikowe
- chusteczki higieniczne
- cukierek
- parasolka
- słuchawki do słuchania radia w komórce
- dwa pendrive (pendrajwy, czy jak to mam napisać w liczbie mnogiej? :))
- klucze
- komórka
Powyższe przedmioty należą do wyposażenia mniej lub bardziej stałego
Oprócz tego aktualnie znalazłam również kilka elementów wyposażenia
tymczasowego, takich jak jogurt, pudełko od radia samochodowego, darmowa
gazeta z programem TV (Franek ją wczoraj wziął ze sklepu, a że torebki
nie nosi, to mi wcisnął), ulotka reklamowa, koszulka foliowa z
paragonami i trochę śmieci, których właśnie się pozbyłam :))

Sporo
tego, wiem, ale ja po prostu muszę mieć te rzeczy, bo jeśli tylko
czegoś nie spakuję, okazuje mi się niezbędne. Najgorsze jest
przepakowywanie torebek
Wtedy istnieje największe ryzyko, że czegoś zapomnę.

Ale
moje torebki, mimo tylu rzeczy, wcale nie wyglądają na wypchane, a że
bywają ciężkie (chociaż nie jest tak źle, właśnie zważyłam – 1,85 kg
plus 0,25 parasolka :))… No cóż, coś za coś Jak się chce nosić przy sobie mini-domek, to nie ma innej rady
