Jeszcze
jakiś czas temu w ogóle o tym nie myślałam. Potem zaczęła się niepewna
sytuacja w firmie. Coraz głośniej o kryzysie. Zastanawiałam się, czy
dobrze robimy, że wyjeżdżamy w takim momencie – zwłaszcza, że złotówka
taka słaba. Moja mama i parę innych osób powiedziało mi jednak, że mamy
jechać, dopóki mamy okazję i pieniądze. Zresztą w robocie na razie się
uspokoiło. Złotówka poszła do góry.Franek
się cieszył od początku. Nie raz mówił, że już się nie może doczekać aż
pojedziemy, że często o tym myśli. A mnie to jakoś niespecjalnie
ruszało. Do środy. Od środy oszalałam. Zaczęłam się od tego, że myślałam
jakie ubrania ze sobą zabiorę. No i od tamtej pory cały czas myślę o
tym, co ze sobą zabierzemy, liczę ile pieniędzy nam będzie potrzebne,
sprawdzam miejsca, które warto zobaczyć itd
Wczoraj już kupiliśmy trochę funtów. Wybraliśmy idealny moment, bo
były tańsze niż przedwczoraj i dzisiaj. Zaoszczędziliśmy przynajmniej 50
zł. Coraz bardziej jestem podekscytowana tym wyjazdem. Nareszcie się
zaczęłam cieszyć:) Nie mogę się już doczekać, mimo, że to dopiero za
tydzień. Taki mały Reisefieber mnie dopadł:) Myślę, analizuję, stresuję
się i tak dalej. Ale to wszystko nawet przyjemne jest. A perspektywa, że
na parę dni oderwę się od tego wszystkiego – bezcenna

