Franek
poszedł na nockę do pracy. A ja poszłam na aerobik. Teraz już wykąpana i
świeżutka siedzę w łóżeczku i powoli szykuję się do spania. Ale zanim
się położę, przydałoby się może co nieco o wakacjach wspomnieć?
Spędziliśmy naprawdę bardzo miły tydzień, który minął nam strasznie
szybko. Wypoczęliśmy, ale też sporo zobaczyliśmy.No i zintegrowaliśmy
się dodatkowo z moją rodzinką trochę, bo większość czasu spędziliśmy z
nimi
No to tak w skrócie:


Franek
przyjechał w poniedziałek i po krótkiej naradzie z wujkiem
stwierdziliśmy, że to trochę za duże ryzyko jechać do Zakopanego. Co
innego gdybyśmy mieli więcej czasu, ale chcieliśmy jechać tylko na trzy
dni – w tym tylko jeden byłby spędzony całkowicie w Zakopanem – w dwa
pozostałe musielibyśmy odjąć pięć godzin na dojazd. A więc zostawał nam
tylko jeden dzień na to, żeby wyruszyć w Tatry Wysokie, a to było zbyt
duże ryzyko, bo gdyby okazało się, że są chmury, całą wycieczkę szlag by
trafił. Żeby pochodzić po dolinkach nie chcieliśmy jechać –szkoda było
nam wydawać pieniądze na nocleg. Trudno, będziemy musieli poczekać na
inną okazję. Jeśli chodzi o wycieczkę nad morze – również pogoda
skłoniła nas do rezygnacji z tego pomysłu. I tym sposobem postanowiliśmy
wyruszyć do Krakowa. Tym bardziej, ze Franek w Krakowie był już bardzo
dawno temu, a w Wieliczce nie był jeszcze nigdy, a to też mieliśmy w
planie. Raniutko razem z moją siostrą wsiedliśmy w pociąg i po ponad
czterech godzinach jazdy i czterech przesiadkach dotarliśmy do Krakowa.
Oczywiście zaczęliśmy od wysłuchania hejnału i przejściu się po
Sukiennicach. Potem snuliśmy się po krakowskich uliczkach, zwiedziliśmy
część Wawelu i pojechaliśmy na Kopiec Piłsudskiego. Jak już wspomniałam,
pojechaliśmy też do Wieliczki. Wiecie ile kosztują tam bilety?? To
jakaś masakra, za jeden normalny i jeden ulgowy bilet zapłaciliśmy81 zł.
Na szczęście byliśmy na to przygotowani, bo dzień wcześniej odwiedziłam
ich stronę internetową. Kopalnia naprawdę warta zobaczenia, ale te
osiem dych to trochę przegięcie… Poza tym zaliczyliśmy jamę smoka
wawelskiego, rejs po Wiśle oraz wieżę w Kościele Mariackim. Zabrakło nam
czasu tylko na Kopiec Kościuszki – będzie pretekst żeby tam wrócić
Wycieczka naprawdę się udała.Ale powiem Wam, że miasto jest
niesamowicie drogie!!! Tak to już jest, jak się człowiek na urlop
wybiera nie ma szans, żeby kasy nie wydał.

Kiedy
wróciliśmy zostały nam jeszcze dwa dni wolnego. Wykorzystaliśmy je na
wycieczki po lesie ,spacery z psem, wylegiwanie się na działce, a
ponieważ pogoda była ładna, udało nam się także pojechać nad jezioro. No
cóż, wszystko co dobre, jak wiadomo,szybko się kończy. W niedzielę po
południu wyruszyliśmy do Poznania. W samą porę, bo pogoda się popsuła
Jak już pisałam ostatnio, z urlopu wróciłam wypoczęta i z nową
energią. No cóż, ta energia będzie musiała mi teraz wystarczyć na długi
czas, bo następny urlop pewnie dopiero w przyszłym roku.Może zimą się
uda, ale to i tak jeszcze sporo czasu. Tak to już jest, w życiu jest
czas na pracę i odpoczynek. W najbliższym czasie czeka mnie to
pierwsze.Niniejszym uważam sezon wakacyjny za zamknięty


Ps. Jeśli chodzi osyndrom przedszkolaka, rzeczywiście okazało się, że nie wyjaśniłam tego terminu:) Obiecuję to nadrobić.