Wczoraj się nie udało. Nie było nikogo, kto mógłby
przyjść wcześniej i zastąpić Franka w pracy. Widzieliśmy się, ale tylko
przez jakieś pół godziny i nie było okazji do rozmowy, bo przyszedł do
mnie a przy Dorocie taka rozmowa to nie bardzo
Ale już widziałam, że chyba wszystko na dobrej drodze, bo się znowu miły zrobił
Dzisiaj przyjechał po mnie do pracy i poszliśmy razem na obiad. Nie
wykręcał się od rozmowy. Nawet sam zaczął. A właściwie nie zaczął, tylko
powiedział „No to słucham”
No to powiedziałam mu co mi na sercu leży. Chociaż może nie wszystko, bo połowę rzeczy to już zapomniałam
W każdym razie zapytałam, czy jego zdaniem wszystko między nami jest
ostatnio w porządku, ale potwierdził, że nie. I powiedział, że wie, że
to jego wina, bo zaniedbywał mnie ostatnio. W ogóle wziął wszystko na
siebie. Co niekoniecznie jest zgodne z rzeczywistością, bo przecież jak
coś się psuje, to przeważnie dwie strony maczają w tym palce. No ale
upierał się, że to wszystko jego wina. Dopiero potem, jak go cały czas
naciskałam, żeby powiedział, co jemu przeszkadza, stwierdził, że zbyt
nerwowa jestem. I że jak ja coś do niego powiem ostrzejszym tonem, to on
mi tak odpowiada no i kłótnia gotowa. No ja się zgadzam, że czasem zbyt
szybko tracę cierpliwość, ale ja czasami nawet tego nie dostrzegam, że
zamiast spokojnie odpowiedzieć, krzyczę… Trudno tak zrelacjonować całą
rozmowę. Stanęło na tym, że Franek powiedział, że ma zamiar wiele
zmienić w najbliższym czasie (bo czepiłam się również tego, że jak o coś
go poproszę, to prośba musi najpierw nabrać mocy urzędowej zanim on
kiwnie palcem). I w ogóle ma być lepiej… I że chce być ze mną i mu
zależy. Nie omieszkałam oczywiście wspomnieć o tym, że czuję się
niedopieszczona i niedogłaskana, a on nie omieszkał mi przypomnieć, że w
niedzielę chciał mnie przytulić, ale ja siedziałam przed komputerem.
Ale to się nie liczyło, bo byłam na niego zła
Nie ma podlizywania hehe
A tak serio, to poskarżyłam mu się, że nie jest taki czuły i przymilny
jak kiedyś. A on mi na to, że ja też nie. No dobra wiem
Ale ja to już taka jestem. Przytulana to bym chciała być, gorzej w
drugą stronę. No tu muszę przyznać, że mi trochę ciężko okazywać
uczucia. Ani nie mówię co czuję, ani się za bardzo pierwsza nie
przymilam. Ale za to od niego wymagam, żeby to robił… Jakoś mi nie
przyszło do głowy, że on też może to odbierać w taki sposób. No dobra
może kiedyś mi przemknęło przez głowę… No to trzeba by się w tej
kwestii poprawić. Bo to trochę niedobrze jak oboje jesteśmy tacy.. No
nie wiem jacy
Kurczę tylko jak to zrobić?? Czy w ogóle jesteśmy w stanie się zmienić pod tym względem?? Chyba czas pokaże.
Podsumowując, nie jest źle. A nawet dobrze jest. Z tym widywaniem się nadal może być problem, bo żadne z nas pracy przecież nie rzuci, i tak się będziemy mijać… Ale przecież jak mieszkałam w Hiszpanii to się w ogóle nie widzieliśmy i jakoś daliśmy radę, więc to chyba nie jest podstawą… Grunt to uczucia. A w tym temacie chyba doszliśmy do porozumienia.
Dobra kładę się spać, bo jutro Dorota ma jakieś praktyki pod Poznaniem od siódmej i robi pobudkę o nieziemskiej porze. Muszę się przespać z tymi wszystkimi postanowieniami i pójść po rozum do głowy jak to wszystko ułożyć, żeby było dobrze. A poza tym, to od jutra muszę się znowu wziąć za naukę, bo ostatnie dwa dni totalnie przebimbałam
Pozdrawiam wszystkich.








Podsumowując, nie jest źle. A nawet dobrze jest. Z tym widywaniem się nadal może być problem, bo żadne z nas pracy przecież nie rzuci, i tak się będziemy mijać… Ale przecież jak mieszkałam w Hiszpanii to się w ogóle nie widzieliśmy i jakoś daliśmy radę, więc to chyba nie jest podstawą… Grunt to uczucia. A w tym temacie chyba doszliśmy do porozumienia.
Dobra kładę się spać, bo jutro Dorota ma jakieś praktyki pod Poznaniem od siódmej i robi pobudkę o nieziemskiej porze. Muszę się przespać z tymi wszystkimi postanowieniami i pójść po rozum do głowy jak to wszystko ułożyć, żeby było dobrze. A poza tym, to od jutra muszę się znowu wziąć za naukę, bo ostatnie dwa dni totalnie przebimbałam
