Wspominałam,
że nic się nie dzieje… A tymczasem teraz dzieje się aż za dużo :/ I nie
powiem, żeby to mi się podobało do końca, bo to co się dzieje wcale nie
jest przyjemne. Niestety w poniedziałek babcia Franka trafiła do
szpitala z udarem mózgu. Jest to osoba w bardzo podeszłym wieku, więc
tym bardziej sytuacja była nerwowa… Już jest trochę lepiej. Ale wiadomo,
że już pełnej sprawności nie odzyska. Mimo, że jesteśmy z Frankiem ze
sobą już ponad dwa lata, a cała jego rodzina jest na miejscu, tej babci
nawet nie poznałam jeszcze
Niestety jakoś się nie złożyło. Drugą babcię i w ogóle rodzinę ze
strony jego mamy znam całkiem dobrze, ale z tą od taty gorzej. Jeśli
chodzi o babcię, to że jej nie poznałam wynika głównie z tego, że jest
już starsza i schorowana. To nie sprzyja wizytom
Mam nadzieję, że wkrótce poczuje się lepiej. Franek się bardzo
przejął, ale nie spodobał mi się bardzo sposób w jaki postanowił to
odreagować – alkohol. Pokłóciliśmy się. A nawet to nie była taka typowa
kłótnia. Trudno to nazwać. W każdym razie od wtorku stosunki między nami
są bardzo napięte, a to że ja wracam z pracy o 16 a on na 17 idzie do
pracy nie sprzyjało rozmowie… Wczoraj niby trochę pogadaliśmy i jest
lepiej, ale ja mam wrażenie jakby coś się zmieniło. Jakby coś się
zepsuło i nie będzie łatwo tego naprawić. Taka niewidzialna ściana
między nami… Franek najchętniej przeszedłby nad tym wszystkim do
porządku dziennego, ale ja tak nie mogę. Problem się powtarza i mam już
tego dość po prostu. Nie chcę znowu obgadać problemu i uznać, że sprawa
zakończona – do następnego razu. Może i jestem upierdliwa. Ale taka
jestem i już. Tak więc w
nastroju najlepszym nie byłam ostatnio. I to wcale nawet nie chodzi o
to, że miałam doła. Po prostu sama nie wiedziałam co o tym myśleć i co
zrobić w takiej sytuacji, jak postąpić. Wiedziałam, że Franek się martwi
o babcię, ale dlaczego ze mną w ogóle nie rozmawia?? Ciągle tylko
powtarza, że on ma swoje problemy. Więc ja się pytam po co mu więcej w
postaci problemów między nami?? Przecież nie na tym związek polega, że
każdy się ze swoim problemem zamyka i radzi sobie jak może. Chciałabym
mu pomóc, wysłuchać, ale on nie daje mi szansy. I tym sposobem przez dwa
dni prawie nie rozmawialiśmy ze sobą. Teraz sytuacja jest trochę
lepsza, bo emocje zawsze w końcu opadają, ale cały czas mam wrażenie, że
problem wisi nad nami. Dzisiaj jadę do domu i rozpoczynam urlop. On
chodzi jeszcze do niedzieli do pracy, ma dopiero do mnie dojechać. Tym
bardziej głupio, że się w takich okolicznościach się rozstajemy.
Zobaczymy się w poniedziałek po południu…


Notka trochę nieskładna, ale już mi się nie chce poprawiać
