No
to się trochę pochwaliłam. A teraz czas na zejście z piedestału i
zajęcie się bardziej przyziemnymi sprawami. Mianowicie tym, że święta
coraz bliżej i można się tym zacząć wreszcie cieszyć. W tym tygodniu tak
naprawdę już nic nie muszę. Tak sobie sprytnie obmyśliłam, że na
wszystkie prezentacje pozgłaszałam się tak,żeby je mieć za sobą przed
świętami i w czasie wolnym nie zaprzątać sobie nimi głowy. Na pierwszym
zjeździe po nowym roku mam co prawda kartkówkę ze słownictwa, ale uczenie
się słówek to dla mnie przyjemność. Naprawdę to lubię,poza tym idzie mi
to bardzo szybko, więc jak przez tydzień się pouczę dziennie pół
godzinki to zaliczę bez problemu. Poza tym w sobotę doznałam
olśnienia i chyba wiem o czym będę pisać pracę magisterską. Ale jeszcze
nie mówię, żeby nie zapeszyć. Muszę w książkach pogrzebać, czy znajdę coś
na ten temat. I tym również mam zamiar zająć się podczas wolnych dni.
Ogólnie plan jest taki, że codziennie poświęcę jakąś godzinkę, dwie na
naukę a resztę spędzę na błogim lenistwie
Oczywiście mam zamiar zaangażować się w przygotowaniaprzedświąteczne,
ale chodzi mi bardziej o takie umysłowe nicnierobienie. Pomogę mamie w
czym będę mogła – sprzątanie, gotowanie i takie tam, ale poza tym
to będzie tylko mój pokoik, moje łóżeczko i książka. I ewentualnie mój
pies, który pod moim biurkiem zrobił sobie budę. Cudnie będzie jednym słowem. I jeszcze tylko dwa dni do wyjazdu do domku…
