Kilka z Was pytało mnie, jak to było z tą obroną, więc postanowiłam wrzucić tu relację – tak dla potomności
Poziom mojego zdenerwowania osiągnął apogeum w czwartek wieczorem. Na szczęście potem już tylko spadał i myślałam tylko o tym, kiedy będę już po
Wchodziliśmy alfabetycznie i tym razem moje nazwisko się przydało, bo byłam pierwsza na odstrzał

Poziom mojego zdenerwowania osiągnął apogeum w czwartek wieczorem. Na szczęście potem już tylko spadał i myślałam tylko o tym, kiedy będę już po


Kiedy
usłyszałam pierwsze pytanie pomyślałam: „nie jest źle, to umiem”. Co
prawda nie miało ono nic wspólnego z tematem mojej pracy, ale dotyczyło
transcendentalistów, a ci byli tak nawiedzeni, że niemożliwością jest,
żeby ktoś siedzący w literaturze amerykańskiej nic o nich nie wiedział
Trochę chaotyczna była moja wypowiedź, bo nie wiedziałam od czego
zacząć, ale jakoś poszło i w dodatku trochę się uspokoiłam. Zrelaksowana
to może nie byłam, ale myśli przynajmniej miałam dość uporządkowane i
byłam w stanie zapanować nad językiem, coby nie powiedzieć, że „he,
which”, tylko „he, who” :)) Bałam się trochę strony językowej właśnie,
ale rozkręciłam się i mimo, że ostatnio więcej po hiszpańsku
rozmawiałam, niż po angielsku, jakoś poszło.
Drugie pytanie nieco mnie zaskoczyło i w pierwszej chwili pomyślałam: „szzzfak, nie zdążyłam tego przerobić, trzeba lać wodę…” Na szczęście powieść „The Awakening” czytałam dość dokładnie na studiach licencjackich i zapamiętałam nawet imiona bohaterów
Poza tym to pytanie akurat miało trochę związek z moją pracą i miałam
porównać postawę bohaterki tej powieści z Hester ze „Szkarłatnej
litery”, o której pisałam. Snuć własne wnioski to ja umiem jak nikt
Przy pytaniu od recenzenta moją myślą było: „cholera! gdzieś to czytałam! jak to szło?” Otóż, zapytał mnie o definicję jednego z gatunków literackich, ale nie byle jaką definicję, tylko zawartą we wstępie do jednej z powieści pewnego autora. A ja z zasady wstępów nie czytam, więc byłby zonk
Ale Opatrzność zdaje się nade mną czuwała, gdyż kiedy uczyłam się o
tym gatunku, to gdzieś tam był cytat z tego wstępu i przeleciałam po nim
wzrokiem. Słuchajcie, nie wiem jakim cudem, ale wygrzebałam z
zakamarków pamięci sens tego fragmentu! Na początku nie byłam pewna, czy
dobrze mówię, ale jak zobaczyłam, że kiwają głowami, to się rozkręciłam
A potem kazali mi wyjść. Kiedy wróciłam odczytano werdykt. Piątka za egzamin, piątka za pracę no i jak się to zebrało „zusammen do kupy” z moją średnią za studia to wyszła piątka jak byk na dyplom
I jeszcze się muszę teraz pochwalić, ze okazało się, ze moja praca jako jedyna w całej grupie została oceniona na piątkę
Wiem, muszę popracować nad skromnością, ale to od następnego razu
Jestem z siebie niesamowicie dumna
A przede wszystkim uważam, że naprawdę na tę piątkę zasłużyłam, bo
mimo, że nie wykułam wszystkiego na blachę, to okazało się, ze potrafię
odpowiedzieć na pytania rzeczowo no i, co ważniejsze, mam pojęcie o
literaturze amerykańskiej bardziej niż blade, a chyba o to chodzi :)) I
jestem jeszcze z jednego powodu z siebie zadowolona – kiedy skończyłam
dziennie studia licencjackie większość osób odradzała mi zaoczną
magisterkę. Mówili, że mi się odechcę albo oleję naukę. A ja dałam radę.
Mimo, że wracałam z pracy nawet około 19 (tak było jeszcze kiedy nie
miałam samochodu), przychodziłam do domu i siadałam do nauki. Przez
ponad dwa lata popołudniami się uczyłam, a weekendy miałam zajęte przez
zjazdy. Ostatnie siedem miesięcy było wyjątkowo intensywne, ale to już
wiecie
W każdym razie ze wszystkim sobie poradziłam – i z pracą, i z
hiszpańskim, i z anglistyką, i jeszcze miałam czas na aerobik,
koleżanki i Franka
Mogę chyba być z siebie dumna nie?
Więc wybaczcie mi ten hymn pochwalny na cześć Margolki, ale raz na jakiś czas można być dla siebie miłym prawda?
Trudno uwierzyć, że to już koniec… Tyle czasu byłam zaangażowana w tą magisterkę a teraz jest po wszystkim. Skończyłam studia
Fajnie to brzmi. Ale stara jestem
Dziwnie mi teraz, bo w końcu to dopiero pierwsze dni „po”. No i mam
wyrzuty sumienia, że nic nie robię! Wyobrażacie sobie? Mam wrażenie,
jakbym powinna robić coś pożytecznego, a nie lenić się
Czy to już jest pracoholizm?
Mam mnóstwo pomysłów na to, jak wykorzystać ten wolny czas i skończy się na tym, że wcale go tak dużo nie będzie
Ale to już temat na następną notkę

Drugie pytanie nieco mnie zaskoczyło i w pierwszej chwili pomyślałam: „szzzfak, nie zdążyłam tego przerobić, trzeba lać wodę…” Na szczęście powieść „The Awakening” czytałam dość dokładnie na studiach licencjackich i zapamiętałam nawet imiona bohaterów


Przy pytaniu od recenzenta moją myślą było: „cholera! gdzieś to czytałam! jak to szło?” Otóż, zapytał mnie o definicję jednego z gatunków literackich, ale nie byle jaką definicję, tylko zawartą we wstępie do jednej z powieści pewnego autora. A ja z zasady wstępów nie czytam, więc byłby zonk


A potem kazali mi wyjść. Kiedy wróciłam odczytano werdykt. Piątka za egzamin, piątka za pracę no i jak się to zebrało „zusammen do kupy” z moją średnią za studia to wyszła piątka jak byk na dyplom



Jestem z siebie niesamowicie dumna





Trudno uwierzyć, że to już koniec… Tyle czasu byłam zaangażowana w tą magisterkę a teraz jest po wszystkim. Skończyłam studia






Ps. A w ogóle to ciekawa sprawa jaką moc
ma ten tytuł. Franek już piąty dzień zwraca się do mnie per „pani
magister” to samo w pracy – i szef i koledzy
I nawet Dorota na smsa, czy idzie ze mną na aerobik, odpisała mi „tak pani magister”

