W
takie dni jak dzisiaj, naprawdę cieszę się, że mam samochód. Coś
okropnego, nie znoszę takiego drobnego, gęstego deszczyku, którego niby w
ogóle nie widać, ale lepi się do całego ciała, do włosów, do twarzy.
Ale ja sobie siedzę spokojnie w moim autku i ma to w nosie
No i dobrze, że mamy dzisiaj piątek, bo samochodem jeżdżę tylko w
poniedziałki i piątki. No, ale dość już tych rozważań o pogodzie


Tradycyjnie, tydzień minął mi bardzo szybko. Ani się obejrzałam a tu już piątek. Ja nie wiem jak to się dzieje. Tym bardziej, że teoretycznie po urlopie powinno mi się dłużyć. Ale
ostatnio w praktyce wszystko okazuje się inne niż w teorii – na
przykład myślałam, że jak przyjdę do pracy to się nie będę umiała
odnaleźć pod stosem papierów. A tu się okazało, że w Luboniu (u R.) jest
trochę, ale nie tragicznie, natomiast u J. w Poznaniu jest w ogóle luz.
Powiem Wam, że przez ostatnie trzy dni, razem z Anką się nieźle
wynudziłyśmy. Niby koniec miesiąca a naprawdę nie było co robić,
większość czasu przegadałyśmy. A ja zajmowałam się między innymi
szukaniem fajnego kursu egzaminacyjnego z hiszpańskiego i obliczaniem
czy opłaca mi się wykupować bilet MPK na dziesięć miesięcy hehe. Tylko
ciiiii. Ale nie narzekam, bo wiem z doświadczenia, że jak są takie
tygodnie zastoju, to potem wszystkie papiery spływają w zdwojonej ilości
i ciężko się pozbierać. Ale na razie myślę tylko o tym, że za jakieś
sześć godzin się stąd ewakuuję i o 20 idziemy z Franusiem do kina na
„Mamma Mia”. Hurra! Franek się obawia, czy nie będzie się nudził, ale
powiedział, że skoro obiecał mi już rok temu, kiedy pierwszy raz
widziałam zapowiedź tego filmu, że ze mną pójdzie, to słowa dotrzyma. No
i w tym momencie chciałam powiedzieć, że Franka należy pochwalić, bo
ostatnio jest dla mnie wyjątkowo miły i uprzejmy. Nie kłóci się ze mną i
mnie znosi, nawet jak się na niby obrażam
A co najważniejsze – wyobraźcie sobie, że jak u mnie śpi to wstaje
razem ze mną przed siódmą i… robi mi śniadanko. A nawet we wtorek, jak
zapomniałam zabrać do pracy swojego drugiego śniadania, to mi je
przywiózł. Hmmm, nie wiem co się za tym kryje 

