Niestety
jeden z ostatnich beztroskich weekendów się zakończył. Za miesiąc
zaczynają się już zajęcia na mojej uczelni, w pozostałe weekendy będę
pewnie jeździć do domu. Nie we wszystkie, ale pewnie w większość. Za
tydzień wesele, za dwa znowu i to aż w Jastrzębiu Zdroju, więc mam
nadzieję wyszaleć się trochę w ostatni weekend września
Weekend zaczęłam dość późno, bo strasznie długo siedziałam w pracy – od 8.30 do 19.30. Jak przyjechałam, przyszedł Franek i zarządził wyjście z domu. Pojechaliśmy do kina. W sobotę on poszedł do pracy. Ja byłam umówiona z koleżankami. Fajne spotkanie to było.. Jak za starych dobrych czasów studenckich… Nie żebym teraz nie studiowała, ale jednak nie ta ekipa, nie te problemy… Trochę się powygłupiałyśmy, trochę powspominałyśmy, trochę pogadałyśmy o teraźniejszości. Każda już teraz ma swoje sprawy – jak to zawsze w życiu bywa. Ale przynajmniej rozmawia nam się tak samo jak zawsze – nie ma takiej głupiej sztuczności i braku tematu do rozmów. We wtorek ciąg dalszy spotkania. Co prawda w trochę zmienionym składzie, ale też w babskim towarzystwie.
Po południu wybrałam się na spacer, który zakończył się tournee po sklepach
Nie lubię za bardzo zakupów, ale jest parę ciuchów, które musiałabym
kupić :/ A kasy niestety nie ma za dużo. Ale tych ubrań też wcale tak
dużo dla siebie nie widziałam.
A najprzyjemniej było dzisiaj:) Franek rano wybył, a ja z jego mamą pojechałam na działkę jego rodziców. Chłodno trochę było, ale nie padało, a otem nawet się rozjaśniło. Było przyjemnie. Zjadłyśmy ciasto, wypiłyśmy ciepłą herbatkę i obgadałyśmy całą rodzinę – moją i jej hihi
Po południu przyjechał Franek ze swoim tatą i było jeszcze przyjemniej
Zjedliśmy obiad, a potem graliśmy w kości i nieźle się przy tym
uśmialiśmy. Wesoło było. I byłoby jeszcze weselej, ale jak zaszło słońce
zrobiło się zimno i stwierdziliśmy, że czas wracać. Ehhh… Więcej takich
przyjemnych, beztroskich dni… Przewietrzyłam się za wszystkie czasy.
Jutro pośpię trochę dłużej, bo R. zadzwonił do mnie, że chciałby coś rano przy kompie porobić i żebym na dziesiątą przyjechała. Spoko, tylko późno skończę
Jakoś przeżyję. Miłych snów życzę wszystkim.

Weekend zaczęłam dość późno, bo strasznie długo siedziałam w pracy – od 8.30 do 19.30. Jak przyjechałam, przyszedł Franek i zarządził wyjście z domu. Pojechaliśmy do kina. W sobotę on poszedł do pracy. Ja byłam umówiona z koleżankami. Fajne spotkanie to było.. Jak za starych dobrych czasów studenckich… Nie żebym teraz nie studiowała, ale jednak nie ta ekipa, nie te problemy… Trochę się powygłupiałyśmy, trochę powspominałyśmy, trochę pogadałyśmy o teraźniejszości. Każda już teraz ma swoje sprawy – jak to zawsze w życiu bywa. Ale przynajmniej rozmawia nam się tak samo jak zawsze – nie ma takiej głupiej sztuczności i braku tematu do rozmów. We wtorek ciąg dalszy spotkania. Co prawda w trochę zmienionym składzie, ale też w babskim towarzystwie.
Po południu wybrałam się na spacer, który zakończył się tournee po sklepach

A najprzyjemniej było dzisiaj:) Franek rano wybył, a ja z jego mamą pojechałam na działkę jego rodziców. Chłodno trochę było, ale nie padało, a otem nawet się rozjaśniło. Było przyjemnie. Zjadłyśmy ciasto, wypiłyśmy ciepłą herbatkę i obgadałyśmy całą rodzinę – moją i jej hihi


Jutro pośpię trochę dłużej, bo R. zadzwonił do mnie, że chciałby coś rano przy kompie porobić i żebym na dziesiątą przyjechała. Spoko, tylko późno skończę
