Już dawno ten temat chodził mi po głowie, więc zabawa, do której zostałam nominowana przez kilka z Was jest mi całkiem na rękę
Z tym, że chciałam na ten temat napisać coś więcej, nie będę się ograniczać do wymienienia pięciu ulubionych tytułów


Wiem, że dla niektórych oglądanie seriali to zwyczajnie obciach
Ja natomiast myślę, że wszystko jest dla ludzi i przyznaję się do
tego, że seriale oglądam. Nie wszystkie i nie zawsze, ale w zasadzie
mogłabym powiedzieć, że w jakiś sposób jest to jedna z moich ulubionych
form spędzania wolnego czasu. Przy czym nie polega to na tym, że siadam
przed ekranem i oglądam wszystko, jak leci, a po prostu seriale umilają
mi czas przy sprzątaniu, gotowaniu, prasowaniu… Łączę w ten sposób
przyjemne z pożytecznym. Poza tym, oglądam często seriale amerykańskie w
oryginale, dzięki czemu cały czas ćwiczę umiejętność słuchania ze
zrozumieniem w języku obcym.

Kiedyś
zdecydowanie byłam serialową maniaczką – oglądałam prawie wszystkie
polskie seriale do Klanu po W-11:) Potem poszłam na studia i razem ze
współlokatorkami ograniczyłyśmy się do M jak miłość. Czekałyśmy jak na
zbawienie na godzinę 20:00, bo oznaczała ona dla nas chwilę wytchnienia
od nauki spędzoną wraz z rodziną Mostowiaków
Gdy wyjechałam do Hiszpanii nie miałam dostępu do polskiej telewizji
(to nie były jeszcze czasy, gdy wszystko było w internecie) więc abym
nie straciła wątku, Franek przysyłał mi „Świat seriali”
Ale z czasem mi przeszło i po powrocie nie oglądałam już właściwie
nic, poza Gotowymi na wszystko. Potem wciągnęłam się w Na wspólnej.


Nie
sądzę, żeby fakt, iż lubie oglądać seriale był dla mnie powodem do
wstydu. Oczywiście, seriale są na różnym poziomie, niektóre są banalne i
naiwne, inne zbyt ubarwione albo naciągane. Właściwie nie potrafiłabym
odpowiedzieć na pytanie po co i dlaczego je oglądam :) Czasami zmuszają
mnie do myślenia, innym razem wzruszają albo trochę przerażają.
Dostarczają rozrywki. Pomagają się „odmóżdżyć”, zabić czas
Tyle. Nie szkoda mi czasu na oglądanie seriali, bo nie odbywa się to
kosztem niczego. Dzięki internetowi oglądam tylko wtedy, kiedy mam czas i
ochotę – nie jestem uzależniona w żaden sposób – nie kończę spotkania z
koleżanką, bo za pięć minut mój serial
Bywa, że nie oglądam przez miesiąc niczego, żeby potem przez któryś weekend nadrabiać zaległości



Moje ulubione seriale to:
1. DESPERATE HOUSEWIVES (Gotowe na wszystko) – mój absolutny hit! Uwielbiam je i nawet Franek się wciągnął!
Byłam załamana, kiedy Polsat przestał emitować kolejne serie, ale wtedy odkryłam możliwości, jakie daje internet
Oglądam namiętnie już ósmy sezon i zakochana jestem w akcencie Mary Alice Young



2. NA WSPÓLNEJ – jedyny serial, który oglądam w telewizji w miarę na bieżąco
Krótki i treściwy. Fajne jest to, że często oglądamy go z Frankiem i
komentujemy. Jakoś tak nie znudził mi się, mimo, że leci już tyle lat, a
ilość nieszczęść przypadająca na poszczególnych bohaterów jeszcze mnie
nie powaliła.Naszą ulubioną rodziną są Zimińscy, a Marysia i Włodek
Ziębowie to niemal małżeński wzór do naśladowania


I teraz
zaczynają się schody. Bo o ile pierwsze dwa seriale mogę bez
zastanowienia uznać jako te ulubione, to z resztą różnie bywa. Miewam na
nie „fazy”
Poza tym seriale pojawiają się i znikają z ramówki. Swego czasu
zachwycałam się serialem „Teraz albo nigdy”, ale każda kolejna seria
zaczynała mnie irytować – zbyt łatwo wszystko przychodziło bohaterom.
Mieli po dwadzieścia parę lat, dom, dwa samochody i kupę wolnego czasu
Namiętnie oglądałam „Falę zbrodni” – dość okrutny serial i czasami
mnie dołował, zwłaszcza ostatnie serie. Lubiłam też „BrzydUlę” – ale
oglądałam od połowy. „Szpilki na Giewoncie” oglądałam z miłości i
sentymentu do Tatr
Był jeszcze „Klub Szalonych Dziewic”, który prowokował mnie do
przemyśleń i nawet chciałam notki pisać na temat obrazu współczesnej
kobiety – być może kiedyś do tego pomyslu wrócę




Na chwilę obecną, oprócz dwóch seriali wymienionych powyżej oglądam dość regularnie:
3. 90210
– niby kontynuacja Beverly Hills 90210. Oglądam, bo mnie ciekawi, ale
jednocześnie niesamowicie irytuje. Pokazuje zupełnie inne życie, innych
ludzi, którym niczego nie mogłabym zazdrościć
Przyjaźń, miłość, rodzina – niby wszystko jest tam wartością, ale na
krótko. No i oczywiście obraz związku, typowy dla amerykańskich seriali –
krótko mówiąc: każdy z każdym


4. NA
DOBRE I NA ZŁE – wróciłam do tego serialu po latach, głównie dlatego, że
w piątkowy wieczór, kiedy nie wychodziłam, nic ciekawszego nie leciało w
telewizji
„Personel” serialu w zasadzie całkowicie się zmienił, idea serialu
chyba również – bo kiedyś każdy odcinek opowiadał inną historię,
perypetie bohaterów były na drugim planie, później proporcje się
odwróciły.

5. JULIA – świeżynka w serialowym świecie
Nie oglądałam Majki ani Prosto w serce. Nie planowałam oglądać też
Julii, ale rzuciłam okiem na pierwszy, potem drugi odcinek i polubiłam
klimat i aktorów tego serialu. Jest taki kolorowy, pozytywny. Podoba mi
się kreacja Żmudy-Trzebiatowskiej, za którą nie przepadam, bo zawsze
była przesłodzona. Bardzo polubiłam Julię Rosnowską – a to już w ogóle
ewenement, bo ciężko mi się przekonać do młodych, nieznanych aktorek
I kocham Maćka!


Na koniec dodam jeszcze, że wychowałam się na Dynastii
A później z siostrą oglądałyśmy na okrągło nagrane odcinki serialu
True Blue (Zawód policjant) – znałyśmy całe odcinki na pamięć!
A Ocean’s Girl (Dziewczyna z oceanu).. ach…. to już cała historia, w
nikim nigdy się tak nie kochałam jak w Jasonie – do dziś mam jego numer
telefonu w komórce (zmyślony rzecz jasna)!



Nie będę pokazywać palcem, kogo nominuję do zabawy
Kto chce – zapraszam, niech wymieni swoje ulubione seriale

