Za dwa tygodnie jedziemy na wesele z Frankiem. Znowu się
sezon zaczyna, chociaż w porównaniu do zeszłego roku to i tak mało, bo
tylko dwa
W każdym razie, właśnie skompletowałam garderobę
Tydzień temu byłam w Miasteczku i tam z mamą szukałam sukienki.
Najpierw weszłyśmy do jednego sklepu, w którym się po prostu załamałam.
Wszystkie te, które mnie interesowały i były niedrogie (założyłam sobie,
że nie wydam więcej niż 150 złotych) były za małe! No szok! Normalnie
noszę rozmiar 36 a tu nawet 38 była za ciasna. Nosz… Prawie w kompleksy
wpadłam. Poszłyśmy do drugiego sklepu. Ja już z dołem, że nic na mnie
nie pasuje i kiedy mama pokazała mi tę sukienkę, byłam pewna, że się w
nią nie zmieszczę..



Ale okazało się, że leży całkiem dobrze. A każda inna była za duża:P A pani w sklepie powiedziała, że na takiej drobnej osobie to każda inna będzie jak worek wisiała. To już wpłynęło na mnie zdecydowanie bardziej pozytywnie niż w poprzednim sklepie. A sukienkę kupiłam.
Pozostał jeszcze zakup butów. W zeszłym roku miałam moje ukochane buty, w których byłam na półmetku, trzech studniówkach, Sylwestrze i na trzech weselach. I teraz też bym je ubrała, gdyby nie to, że złamał mi się obcas


Dzisiaj zrobiliśmy drugie podejście. I nagle na wystawie: są! Takie jak chcę. Weszliśmy, przymierzyłam, ale obcas był trochę za niski. I wtedy Franuś, jak zwykle, bo to on mi zawsze najładniejsze buty wybrał:), pokazał mi inne. Przymierzyłam – idealne (no, dziurki trzeba będzie dorobić ;)). Dokładnie takie jak chciałam. A oto i one:

I tym sposobem ubrałam się na wesele. Za wszystko zapłaciłam 165 złotych

A oto kreacja na zainteresowanej:
