Pisałam już kilka razy o tym, że lubię czekać. Nie wiem,
czy należę do osób bardzo cierpliwych – to chyba zależy od sytuacji, ale
czekanie to coś, co wywołuje we mnie pozytywne emocje. Oczywiście poza
pewnymi wyjątkowymi sytuacjami, kiedy oczekiwanie wiąże się z
niepokojem, nerwami, czy stresem – nie, takiego czekania nie lubię, pod
tym względem na pewno jestem niecierpliwa i sprawy skomplikowane,
nieprzyjemne lub niepewne lubię załatwiać od razu. Czasami nawet aż za
bardzo się z tym spieszę i najpierw zrobię a dopiero później myślę.
Ale nie o takie oczekiwanie mam teraz na myśli. Piszę o czekaniu na
pewne wydarzenia – bardziej lub mniej ważne, przyjemne lub neutralne,
ale coś jednak znaczące. Lubię odliczać dni, mierzyć czas od jednego
charakterystycznego momentu do drugiego. Czasami są to momenty bardzo
oczywiste, czasami ważne i przełomowe. Takie odliczanie powoduje, że
czas szybko płynie – jeszcze nie zdecydowałam, czy to dobrze, czy źle.
Chociaż chyba na razie skłaniam się ku pierwszej opcji… Na razie czekam na przyszły tydzień i przyjazd szefostwa z Warszawy. To zawsze jest u mnie w pracy ważne wydarzenie. Później oczywiście – święta. A następnie styczeń, który rozpocznie nowy rok. Na luty czekam zawsze, bo w tym miesiącu dni zaczynają być już widocznie dłuższe. Nie wstaję już zupełnie po ciemku a i słońce zachodzi trochę później. To już jest dla mnie jakiś zwiastun wiosny… Potem nadchodzi marzec. Nie lubię tego miesiąca, a jednak na niego czekam – bo marzec to już wiosna. Nawet niech sobie będzie ponura i zimna – ale jednak to wiosna!



Oczywiście w międzyczasie czekam na całe mnóstwo innych drobnych wydarzeń – na wspólny weekend z Frankiem, na przyjazd koleżanki z Hiszpanii, na odwiedziny w Miasteczku, na czyjeś urodziny, spęd rodzinny z okazji imienin kogoś innego. Każdego dnia czekam na wieczór – kiedy mogę usiąść spokojnie z książką lub ulubionym czasopismem, z kubkiem ciepłej herbaty, kieliszkiem wina albo po prostu z piwem i poczuć, że teraz jest czas dla mnie. A z kolei każdego wieczora czekam na ranek – i ten czas zanim się wszystko zacznie…
Całe moje życie to oczekiwanie – w dużej mierze dlatego, że sama je sobie w taki sposób zaprojektowałam


Ech, a jaki żal odczuwam, kiedy doczekam się wreszcie na to, na co tyle czasu czekałam…