*OGŁOSZENIE*
Witam wszystkich odwiedzających :) Zarówno stałych czytelników, jak i "przelotnych" gości.
Wszyscy są mile widziani, ale proszę pamiętać o tym, że jest to moje miejsce, a więc piszę o czym chcę, w sposób w jaki chcę i jestem jaka chcę być :) Jeśli się komuś to nie podoba, nie musi mnie uświadamiać, jaka jestem niefajna. Przymusu czytania ani lubienia nie ma.
Jeśli jesteś tu nową osobą, zachęcam do pozostawienia śladu swojej obecności w postaci komentarza (zakładka Kredki w dłoń), a jeśli prowadzisz bloga - zostaw adres. Chętnie zajrzę!
Pozdrawiam i życzę miłej lektury :)
Witam w Nowym Roku :)) Jak się czujecie w 2011? Bo ja przyznam, że jak na razie jest świetnie, oby tak dalej
Zacznę może od końca – końca roku 2010, czyli Sylwestra
Muszę przyznać, że to był naprawdę wspaniały wieczór! Jeden z
lepszych. Może znowu polubię ten wieczór? Może wreszcie po tych z 2007 i
2008 Sylwester został odczarowany?
I na pewno duża w tym zasługa Franka, zachowywał się bez zarzutu,
czasami mam wrażenie, że on naprawdę jest osobą, która uczy się na
błędach i potrafi się poprawić…
Tak, jak pisałam, ten wieczór spędziliśmy w domu w towarzystwie
Franka brata i jego żony. Było naprawdę przyjemnie – wesoło i radośnie,
czyli tak, jak powinno być w tę noc
Jedzenia było naprawdę sporo, większa część przygotowana przez Franka.
W ogóle przyznaję, że tego dnia jakaś taka wyjątkowo leniwa byłam i nie
miałam serca do niczego. Kiedy wróciłam z pracy, mieszkanie już było
wysprzątane a sałatki były zrobione. Ja zajęłam się uszkami, które
podawaliśmy z barszczem po północy oraz nakryłam do stołu i byłam
odpowiedzialna, za stronę estetyczną
Świeczki, dekoracje i takie tam
Franek w tym czasie jeszcze czyścił kuchnię. Goście przyszli niepunktualnie – to ich znak rozpoznawczy
I dzięki temu ze wszystkim zdążyliśmy idealnie, nawet notkę jeszcze
napisałam i w domofon zadzwonił dokładnie w momencie, gdy klikałam
‚publikuj’ :))
Są dwie rzeczy, za które kocham ostatnią noc roku – za fajerwerki i szampana – to mój ulubiony trunek
Na początku chciałam, abyśmy wzięli butelkę szampana i poszli o
północy do centrum miasta obejrzeć pokaz sztucznych ogni. Nie zrobiliśmy
jednak tego, ale okazało się, że to była świetna decyzja. Nie sądziłam,
że z balkonu mojego nowego miejsca zamieszkania jest tak świetny widok!
Widzieliśmy sztuczne ognie z trzech stron miasta, a co dla mnie było
najważniejsze – widać było również ten profesjonalny pokaz fajerwerków,
organizowany przez miasto! Amatorskie petardy średnio mi się podobają i
generalnie spokojnie bym się bez nich obyła, ale takimi pokazami zawsze
jestem zachwycona. Według mnie, mają one w sobie coś z magii, zwłaszcza
na przełomie roku – w sylwestrową noc uwielbiam patrzeć na sztuczne
ognie i wypowiadać po cichu życzenia na kolejny rok… Szampana mieliśmy
niestety tylko jednego, więc wyszło po lampce na łebka, ale Franka
szwagierka była tak uprzejma, że widząc jak się rozpływam nad smakiem
szampana, oddała mi swój kieliszek i wystarczyło jej to, co wypiła od
męża
Nasz Sylwester skończył się w okolicach piątej. Spędziliśmy go
rozmawiając, śmiejąc się, jedząc i oczywiście oddaliśmy się naszej
ulubionej rozrywce (szwagry też ją lubią:)) – grom planszowym :)) Nie
zabrakło też zimnych ogni oraz tańcowania na balkonie. Naprawdę było
wspaniale. Po imprezie posprzątaliśmy z Frankiem i położyliśmy się spać
Noworoczny poranek spędziliśmy dość leniwie razem. Natomiast
popołudnie upłynęło nam w gronie rodzinnym, bo odwiedzili nas rodzice
Franka oraz jego kuzyn z żoną i dziećmi. Bardzo dobrze, że wpadli, bo
zostało nam tyle jedzenia, że musielibyśmy się tym żywić chyba przez
tydzień
Goście poszli dopiero po 21. I znowu sprzątanie, a potem to już padłam jak kawka
I obudziłam się dopiero dziś o wpół do dziewiątej. Wczorajszy dzień
też był wspaniały. Może Nowy Rok też zostanie odczarowany i nie będzie
to już dla mnie najgorszy dzień w roku? :))
Dzisiejszy dzień postanowiliśmy spędzić razem w domu. Poszliśmy tylko
do kościoła i na spacer. A potem każde z nas zajęło się swoimi sprawami
– czytaj Franuś gra w Fifę 2011 a ja bloguję
Ale za chwilę znowu sobie w coś pogramy
Na chwilę obecną nastawiona jestem bardzo pozytywnie i nowy rok mi
się podoba. Jeśli będzie taki, jak noc sylwestrowa oraz pierwsze dwa dni
stycznia, to już mi wystarczy.
Ps. Wiecie czego Franek życzył mi na rok 2011? Żeby „jeden głupek” mi się oświadczył. Phi, bezczelny !