Ratunku!
Przyjeżdżają moi rodzice! Ale znacie mnie już chyba na tyle, żeby się
zorientować, że ich przyjazd absolutnie mnie nie stresuje, a wręcz
przeciwnie – cieszy. A dlaczego ratunku? Bo zostali zaproszeni przez
rodziców Franka na dzisiejszą kolację!!!!! No to jakaś katastrofa
będzie!
Nie wyobrażam sobie tego spotkania. O czym my będziemy rozmawiać?
Jakbyśmy byli zaręczeni to o ślubie by się gadało a tak? Ciekawa jestem
co z tego wyjdzie i jak to będzie wyglądało. Czy nie będzie za bardzo
drętwo? Czy nie będziemy wszyscy za bardzo skrępowani? Czy znajdą się
tematy do rozmowy? Czy, czy, czy…??? Uff… muszę trochę ochłonąć. Mam
stresa od samego rana. Aż się na pracy nie umiem skupić. Wiecie co
zrobiłam dzisiaj rano? No normalnie jak typowa blondynka z kawałów…

Dzisiaj
pracuję w oddziale w Centrum Handlowym. Przyjeżdżam zawsze pierwsza. No
to otwieram te wielkie, ciężkie, metalowe drzwi i po omacku staram się
dotrzeć do biura. Otwieram biuro, chcę zapalić światło a tu zonk. Nie ma
światła. No to zapaliłam w korytarzu i siedziałam w takim półmroku. Już
mnie oczy zaczęły boleć, ale myślę sobie – wytrzymam, zaraz przyjedzie
jakiś facet to się tym zajmie. No i przyjechał kierownik. Skarżę mu się,
że ciemno mam, on sprawdził bezpieczniki – stwierdził, ze jest ok i że
to pewnie żarówka. Przyszedł drugi kolega, popstrykał włącznikiem i nic.
No to dzwonię do szefa R. Mówię co i jak, a on na to, że niemożliwe, że
żarówka, bo tam są trzy jarzeniówki i wszystkie trzy na raz musiałyby
się spalić. Ale przyjedzie za 15 minut. Ucieszona wróciłam do biura, ale
sobie myślę, że lepiej sprawdzę czy na pewno nie działa, bo jak R.
przyjedzie na darmo, to będzie głupio. Pstrykam raz, drugi i nic. W
końcu wpada R. i robi coś, co każdy człowiek robi po kilka razy
dziennie. Robi pstryk włącznikiem i co? I nastała światłość! Popatrzył
na mnie z politowaniem i bąknął coś o pędzeniu na łeb na szyję, ja na
niego popatrzyłam oczami okrągłymi jak spodki i wydukałam tylko, że
przyrzekam, że nie działało. Szefa mam naprawdę fajnego, więc pośmiał
się i pomknął dalej. No i tak to Margolka zrobiła alarm, bo ciemno w
biurze miała. Ehhh.
Ale spoko, może być gorzej. Bo oto parę godzin później, podchodzę do
kierownika i pytam „R. nie ma?” A R. stoi obok i znowu się ze mnie
śmieje. Powiedział tylko „spoko, pod słońce stałem, to mogłaś nie
widzieć”
No co jest ze mną dzisiaj? Chyba naprawdę się stresuję…

