Wygląda na to, że wróciliśmy już na dobre. Wczoraj
przyjechaliśmy do Poznania, Franek jutro idzie do pracy, ja w
poniedziałek. Nasz urlop niestety się skończył. Cóż, to było raczej do
przewidzenia
Ale nie jest tak źle. Widocznie porządnie odpoczęliśmy skoro nie lamentujemy z powodu konieczności powrotu do pracy a zwyczajnie przyjmujemy to jako naturalną kolej rzeczy. Nie wracaliśmy wczoraj ze skwaszonymi minami, raczej cieszyliśmy się, że urlop nam się udał. Nawet się już rozpakowaliśmy, co jest do mnie niepodobne, bo nie znoszę tego robić i zdarza się, że moja nierozpakowana torba stoi jeszcze tydzień, czy dwa
Ale Franek mnie zmobilizował i razem uporaliśmy się z tym jeszcze wczoraj wieczorem, zaraz po przyjeździe.
Dzisiaj natomiast dzień był od samego rana intensywny – obudziliśmy
się przed ósmą, Franek zrobił śniadanie a ja się szybko zebrałam i
pobiegłam na aerobik – pierwszy od ponad dwóch tygodni 
Ale nie jest tak źle. Widocznie porządnie odpoczęliśmy skoro nie lamentujemy z powodu konieczności powrotu do pracy a zwyczajnie przyjmujemy to jako naturalną kolej rzeczy. Nie wracaliśmy wczoraj ze skwaszonymi minami, raczej cieszyliśmy się, że urlop nam się udał. Nawet się już rozpakowaliśmy, co jest do mnie niepodobne, bo nie znoszę tego robić i zdarza się, że moja nierozpakowana torba stoi jeszcze tydzień, czy dwa



Narzekać nie możemy, wiadomo, że wszystko co dobre, szybko się kończy, więc nie ma co rozpaczać. Zawsze dziwię się, gdy słyszę, jak ludzie przeżywają powroty z urlopów – niemal ocierają się o depresję. Mnie co najwyżej dopadał syndrom przedszkolaka, ale to trochę co innego, bo nie chodzi ani o koniec urlopu, ani o powrót do pracy, a raczej o rozstanie z Miasteczkiem, a do tego to mi nawet urlopu nie trzeba


Urlop udał nam się wspaniale. Relacja jeszcze na pewno będzie



W zasadzie na zakończenie mogę tylko powiedzieć coś bardzo banalnego: czas szybko płynie…