Zdecydowanie
mam naturę chomika. I z pewnością wiecie, co to oznacza – że moje
mieszkanie pełne jest różnego rodzaju karteczek, karteluszek, biletów,
paragonów i bibelotów, które w jakiś sposób są dla mnie ważne.
Przypominają mi o przyjemnym dniu, kojarzą się z miłą osobą. Szkoda mi
je wyrzucić, bo w jakiś sposób wiele dla mnie znaczą.
W
Miasteczku mam całą półkę takich drobiazgów, które plączą się między
moimi pamiętnikami. Od czasu do czasu przeglądam je i znajduję stare
walentynki, suszone kwiatuszki, naklejki, bilety… Ba, mam tam nawet
kostkę czekolady, którą dostałam od chłopaka, który nie był co prawda
moją miłością, ale który była dla mnie ważny swego czasu…
Kiedy
przeprowadzałam się sześć lat temu do Poznania, nie zabrałam nic z tych
rzeczy. Nie musiałam. Uzbierała mi się druga taka sterta, o ile nie
większa… Przy lipcowej przeprowadzce spakowałam wszystko do kartonów i
upchnęłam do szafy z zamiarem przejrzenia i segregacji wszystkich
mniejszych i większych „pamiątek”. Oczywiście zamiar nie został
zrealizowany do dzisiaj, bo ciągle mam coś ważniejszego do roboty
Chomikowanie bywa uciążliwe, bo przecież tak naprawdę, nawet nie
pamiętam, że wiele z tych rzeczy mam i gdybym je wyrzuciła, to nie
odczułabym tej straty. Ale mimo wszystko, jest mi ich szkoda i tak
zagracają mi kąty w mieszkaniu
Póki mam jeszcze miejsce, będę je trzymać…


Moja natura chomika objawia się również w tym, że czasami chomikuję… słodycze
Nigdy nie zapomnę miny Franka, kiedy przyjechał do mnie do Hiszpanii i
otworzył jedną z szuflad. Była dosłownie wypełniona po brzegi
cukierkami, żelkami, chipsami i wafelkami
Kiedy byłam w sklepie, miałam ochotę na jakieś słodycze, więc coś
sobie kupowałam, nie zjadałam wszystkiego i chowałam do szuflady
Gdy naszła mnie ochota na jakąś przekąskę, daleko nie musiałam sięgać…



Za
niecałe trzy tygodnie muszę się wybrać na zabieg do szpitala. Potrzebna
jest mi do tego moja legitymacja ubezpieczeniowa, na którą rejestrowałam
się 3 lipca, czyli trzy dni przed przeprowadzką. Przy przewożeniu
rzeczy książeczkę wcięło. Dziś stwierdziłam, że czas jej poszukać.
Zabrałam się więc za kartony w szafie, przeglądałam każdy po kolei.
Znalazłam kilka fajnych drobiazgów, bilet z meczu siatkówki z Ligi
Światowej, paragony z wycieczki do Londynu, widokówki. I kopertę
zachomikowaną. A w kopercie spora sumka. Taka, że wystarczy przynajmniej
na trzy tankowania
Albo tak na pół całkiem fajnego telewizora
Bo pieniądze to ja też chomikuję
Sumka wpadła mi w ręce w sam raz – akurat kiedy ciągle jestem spłukana
po opłacie za studia podyplomowe. No i co? Tak źle być chomikiem?




Szkoda tylko, że legitymacji nie znalazłam. Cóż, mam do przeszukania jeszcze dwie szuflady…