Ledwie się skończył jeden, jakże przyjemny (jak zwykle :)) weekend a ja już myślę o kolejnym
Myślę – w sensie czekam na niego i jestem nim podekscytowana. A to
dlatego, że w ten weekend Franek pracował, więc pojechałam sama do
Miasteczka, natomiast kolejny spędzimy już oboje w Poznaniu leniąc się
Albo może nawet nie leniąc się, ale na pewno razem, a to zawsze jest fajne.


Ostatnio
doszliśmy z Frankiem do porozumienia, jeśli chodzi o weekendy właśnie. A
w zasadzie to złe sformułowanie, bo nieporozumień raczej w tej kwestii
między nami nie było albo bywały rzadko, ale wreszcie coś postanowiliśmy
Rzecz dotyczy naszych wyjazdów do Miasteczka. Przez pierwsze lata, gdy
się poznaliśmy, jeździłam prawie zawsze sama i nigdy mi to nie
przeszkadzało. Później Franek stał się częstszym gościem, ale i tak
niezbyt częstym. Odkąd się zaręczyliśmy, stara się jeździć częściej i
bardzo to lubi, ale na przeszkodzie często staje jego praca. Jednak
oboje stwierdziliśmy, że po ślubie trzeba coś z tym zrobić – ja jako
mężatka, nie chciałabym w Miasteczku pojawiać się ciągle solo. Nie
odpowiadałoby mi to – Frankowi również. Podobnie jak to, że
spędzalibyśmy osobno wolne weekendy – Franek w Poznaniu, ja w
Miasteczku. Ale tak samo nie byłabym zadowolona, gdybym miała nagle
zacząć bywać u rodziców od święta.

Tak się
składa, że Franek w ciągu miesiąca ma zazwyczaj dwa wolne weekendy oraz
dwa pracujące. Ustaliliśmy więc, że postaramy się w jeden z tych wolnych
weekendów co miesiąc razem jechać do Miasteczka
Drugi z wolnych weekendów będziemy spędzać razem w Poznaniu.

Dla mnie
najbardziej optymalna częstotliwość odwiedzin w Miasteczku to raz na
trzy tygodnie, ale myślę, że mogłabym się poświęcić i jeździć raz w
miesiącu. Chociaż oczywiście mogłabym czasami nadal jechać sama – na
przykład wtedy, gdy Franek pracuje w weekendowe popołudnia. I tak siedzę
wtedy zazwyczaj sama w domu, a z kolei rano on śpi, więc ze wspólnego
weekendu mamy raptem dwie godziny, i tak spędzone na frankowym
szykowaniu się do pracy
Nasze ustalenia byłyby dość konsekwentne, ale oczywiście nie
całkowicie sztywne i nie wykluczałyby pewnych drobnych modyfikacji. W
końcu nie chodzi o to, żeby zrealizować plan, choćby się waliło i
paliło, a o to żeby mieć jakąś regularność w naszych wyjazdach i żebyśmy
oboje byli zadowoleni. No i żeby przed każdym weekendem nie kłócić się
już tydzień wcześniej o to, jak będziemy go spędzać:)

I tak
oto wspólnymi siłami - angażując rozmowę i dobrą wolę - doszliśmy do
jednego (choć przecież nie pierwszego) z wielu czekających nas we
wspólnym życiu kompromisów
