Plan na ostatnie dni roku 2015 jest taki - dziś od rana, o ile oczywiście Wikuś mi na to pozwoli ;) - pracuję nad sfinalizowaniem ostatnich projektów. Haha, nie mogłam się oprzeć użyciu tego sformułowania :P Brzmi tak ambitnie a dotyczy takich prozaicznych spraw :) Później Wam napiszę, co "finalizuję", w każdym razie myślę, że jestem na dobrej drodze i powinnam się ze wszystkim wyrobić w te dwa dni.
Po południu razem z Wikingiem pojedziemy do Doroty i Juski trochę sobie pogadać. Ale nie za dużo, bo jesteśmy ograniczeni czasowo - Juska dopiero około 17 wróci z pracy, a Wikinga po 19 już kąpiemy. Poza tym potem chcemy z Frankiem pójść do kina wieczorem. Mało brakowało, a nie udałby się nam ten wypad, a bardzo bym żałowała, bo naprawdę zależało mi na tym wspólnym wyjściu. Już nawet pal licho kino, choć wiecie, że lubię tam chodzić, ale bardzo chciałam, żebyśmy sobie wyszli tylko we dwoje.
W czwartek w pierwszej połowie dnia jedziemy do babci, a potem będziemy szykować coś lekkiego do zjedzenia na wieczór. A wieczorem mamy w planie wypad do kuzyna Franka i jego żony, u których będzie też drugi kuzyn z drugą żoną. Znaczy się nie ze swoją drugą żoną, tylko drugą żoną spośród żon kuzynów franka :P Najprościej rzecz ujmując, wybieramy się do Wojtka i Anety, a będą tam też Maciek i Asia, uff, zdecydowanie łatwiej ;)
Cieszy mnie bardzo taki obrót sprawy, bo trochę się obawiałam, że skończymy na imprezie u kolegów, a raczej tego nie chciałam, bo wiedziałam, ze to będzie długo trwało, poza tym koledzy w większości bez zobowiązań i tylko jeden prawie z dzieckiem (ma się urodzić na początku roku), więc Frankowi pewnie udzieliłby się rozrywkowy nastrój i trudno byłoby go stamtąd wyciągnąć, a ja nie chcę przesadzać. Poza tym bardzo lubię i Anetę i Asię (ich mężów również :)), więc cieszę się, ze sobie pogadamy i spędzimy ten wieczór w towarzystwie w miarę ustatkowanym i dzieciatym, co jest o tyle istotne, że nikt na szaleństwa raczej ochoty nie będzie miał.
Prawdę mówiąc to trochę mi żal, że nie spędzimy tej nocy w Wikingiem, ale już dawno teściowie zapowiedzieli, ze chcą z nim żegnać stary rok a my sobie mamy pójść, więc z drugiej strony szkoda nie skorzystać. A poza tym i tak pewnie by spał :P
Ogólnie nasz pobyt tutaj jest zdecydowanie mniej towarzyski niż zazwyczaj. Jakoś trochę mniej mi się chce. Czasami po prostu trzeba sobie posiedzieć w domu :) Nie znaczy to oczywiście, że w ogóle się nikim nie umawiamy - wspomniałam, że na jutro jestem umówiona, a z kolei teraz Franek jest na spotkaniu z kolegą z Zielonej Firmy. Przedwczoraj z kolei wyszliśmy po południu na kręgle w towarzystwie kolegów Franka i żony jednego z nich. Miały być dwie godziny kręgli, a skończyło się na trzech i jeszcze dwóch godzinach ping ponga :P Wesoło było i trochę pobiegaliśmy sobie, co nam bardzo dobrze zrobiło po świętach :) Poza tym to był fajny sposób, żeby spotkać się ze wszystkimi za jednym zamachem.
W Poznaniu zostajemy do drugiego. Pierwszy dzień nowego roku spędzimy w gronie rodzinnym, a Wiking będzie świętował trochę wcześniej swoje pierwsze urodziny. To był pomysł teściów, którym zapewne nie chce się za parę dni do Podwarszawia przyjeżdżać, a brat Franka, który jest Wikinga chrzestnym nie przyjechałby na pewno, więc stwierdzili, że tak będzie lepiej. W sumie może tak być, mnie tam wszystko jedno, a Wiking przynajmniej dwie imprezy zaliczy :P A Nowy Rok będzie na pewno ciekawszy w tym wydaniu. W sobotę wracamy, w niedzielę bierzemy głęboki oddech, a potem zaczynamy nowy tydzień. Franek idzie do pracy, a ja szykuję się mentalnie i nie tylko do wielkich zmian. Taki jest plan.
