Nie, to się nie
nazywa brak weny. To się nazywa po prostu brak czasu:) Jestem aktualnie
zajęta gimnastyką umysłu:) Gimnastykuję go niemal na wszystkich
frontach. Najpierw rano w tramwaju czytam książki, więc nastawiam się na
język polski i literaturę:) Potem w pracy to już głównie matematyka.
Rozliczanie magazynu, analiza kosztów, zużycie surowców i takie tam. A
poza tym rozwijam moje umiejętności interpersonalne, kłócąc się z
dostawcami , krzycząc przez telefon na tych, którzy źle mi powystawiali
faktury hihi:) Nie no, taka zła nie jestem. Tylko jak mnie ktoś
zdenerwuje
Natomiast po pracy rozpoczynam maraton językowy. Uczę się na zmianę
angielskiego i hiszpańskiego. Ale akurat słownictwa i gramatyki bardzo
się lubię uczyć, więc to tylko przyjemność. No i rozwiązuję testy z
egzaminów DELE z poprzednich lat. Muszę przyznać, że idzie mi całkiem
nieźle, powinnam zdać. A Dorota nawet twierdzi, że zdam „z palcem w d…”
I tylko ten brak czasu… Chociaż, żeby mój umysł za bardzo się nie
zmęczył dziś wieczorem zapewnię mu małe odmóżdżanie. Oglądanie You Can
Dance przy moim ulubionym żółtym Redsiku 


