Rozmawiałam
sobie wczoraj z Frankiem. Opowiedziałam mu o takiej jednej teorii
(absolutnie nie potwierdzonej naukowo:)), o której przeczytałam kiedyś w
jakiejś babskiej książce. Teoria zakręconego słoika.
W skrócie – facet
jest jak słoik. Zakręcony słoik. Próbujesz go odkręcić ze wszystkich
sił, a on nie puszcza. Przekazujesz słoik koleżance a ona otwiera go bez
trudu. Dlaczego? Bo już go trochę naruszyłaś, poluzowałaś, sprawiłaś,
że nie jest taki uparty. Z facetami (podobno
)
jest tak samo – wiążesz się z takim delikwentem i masz nadzieję, że
wkrótce on się oświadczy i będzie to wyczekiwane „długo i szczęśliwie”.
Ale jakoś on się nie kwapi do klękania… W końcu znudzona czekaniem,
zostawiasz go po kilku latach. Za chwilę on pociesza się w ramionach
innej i po pół roku się jej oświadcza? Dlaczego? Bo już go trochę
„naruszyłaś”
A Ty tymczasem szukasz sobie innego faceta „naruszonego” przez inną
Skończyłam wykład a Franek patrzy na mnie i mówi:



„Oj Małgosiu, ale ty bzdury opowiadasz, to tak jak bym ja ci teraz powiedział, że kobieta jest jak… otwarte pudełko.”
Teoria otwartego pudełka według Franka:
Facet
widzi zamknięte pudełko (czytaj kobietę, czytaj dziewicę :)), które
strasznie go intryguje. Mało tego, intryguje również innych samców.
Próbują się jakoś dostać do tego pudełka, zajrzeć tam, otworzyć je. W
końcu jednemu szczęśliwcowi się to udaje. Dla samego pudełka otwieranie
nie jest ani specjalnie przyjemne ani romantyczne. Ale jak już jest
otwarte, dostrzega potencjał jaki drzemie w nim samym. Chciałoby teraz
być częściej otwierane. A tu delikwenta, który się pokusił dokonać
pierwszego otwarcia ani widu ani słychu. I reszty amatorów też jakoś nie
ma, bo otwarte pudełko przestało intrygować. A niektóre z pudełek
zaczynają żałować, że nie pozostały zamknięte.
