Hola chicas!
Ya estoy de vuelta con mi cuerpo, pero con mi alma todavia estoy en Espana!
Jestem, wróciłam! Chociaż duchem cały czas pozostaję w Andaluzji… Teraz chciałam się tylko zameldować. W planie miałam zamieścić kilka zdjęć, ale mój aparat zastrajkował i postanowił się teraz rozładować, więc być może w kolejnej notce…
Wróciliśmy dzisiaj w nocy, ale niestety ostatni dzień mojego urlopu
spędziłam dość aktywnie i w biegu, nie miałam ani chwili, żeby zajrzeć
na blogowisko. Obawiam się, że to tylko przedsmak tego, co czeka mnie w
kolejnych dniach… A więc na razie pokrótce: było wspaniale! Udało mi się
naprawdę zrelaksować. Dni spędzaliśmy spacerując po hiszpańskich
uliczkach, przysiadując raz po raz na ławce pod palmą, aby rozmasować
obolałe stopy… Delektowaliśmy się andaluzyjskim słońcem i zapachem
kwitnących pomarańczy. Brak mi słów, aby opisać, jak się czułam błądząc
po starówce Sewilli i snując się po Cordobie, do której wróciłam znowu
po kilku latach… Nie da się chyba opisać tej beztroski jaką odczuwałam
siedząc na plaży w Maladze i trudno wyrazić smutek, który dopadł mnie
samolocie do Wrocławia i wycisnął z moich oczu łzy…Ya estoy de vuelta con mi cuerpo, pero con mi alma todavia estoy en Espana!
Jestem, wróciłam! Chociaż duchem cały czas pozostaję w Andaluzji… Teraz chciałam się tylko zameldować. W planie miałam zamieścić kilka zdjęć, ale mój aparat zastrajkował i postanowił się teraz rozładować, więc być może w kolejnej notce…
Cóż mogę powiedzieć po powrocie? Ale tutaj zimno!!! No coś strasznego. Ja wiedziałam, że lata w Polsce jeszcze nie będzie, ale przyznaję się bez bicia, że myślałam, że będzie cieplej. W Hiszpanii tylko w sobotę było trochę chłodniej (21 stopni), a w pozostałe dni delektowaliśmy się słońcem i wysoką temperaturą. Wyobraźcie sobie jak się poczułam wczoraj lądując na zimnym polskim lotnisku, po tym, jak jeszcze osiem godzin wcześniej siedziałam na plaży w pełnym słońcu…
Oj żal, żal, że już wróciliśmy… Franek ma jeszcze jutro dzień wolny, ja wracam do pracy jeszcze na ostatnie cztery dni. Mam Wam bardzo dużo do opowiedzenia i mam nadzieję, że znajdę na to wszystko czas. Do napisania więc.
A dzisiejsza notka sponsorowana jest przez sangrię, którą się nieco upiłam. Niestety tylko nieco, bo Franuś pilnuje, żebym nie przesadziła, bo jutro rano jadę do pracy samochodem.. Obiecał mi jednak, że jutro będę piła znowu

Ps. Znacie mnie już trochę, więc chyba wiecie, że żadnego komentarza pod poprzednimi notkami nie zostawię bez odpowiedzi, tylko proszę o chwilkę cierpliwości
