Wracając wczoraj z pracy miałam jedno twarde
postanowienie – nie wychodzę z domu przez cały weekend! (nie licząc
niedzielnej mszy ;)) Niestety, okazało się ono wcale nie aż tak twarde w
momencie, gdy dostałam smsa od Doroty, czy idziemy na aerobik.
Oczywiście, że poszłam.
Po powrocie miałam kolejne twarde postanowienie – czytam do upadłego!
Nareszcie mam wolny wieczór, nie muszę rano wstawać – czytam choćby
przez pół nocy. To postanowienie było równie twarde jak poprzednie –
ledwo przebrnęłam przez dwadzieścia stron, oczy zaczęły mi się zamykać,
jawa mieszać ze snem, aż w końcu się poddałam – przyłożyłam głowę do
poduszki i już mnie nie było. Spałam jak zabita podczas gdy Franek
zdążył przeczytać ponad 100 stron swojej książki, pójść do toalety,
napić się wody, zgasić światło i się do mnie przytulić (to wszystko jego
wersja rzecz jasna, bo ja się obudziłam dopiero nad ranem w tej samej
pozycji, w jakiej zasnęłam :)) Ale nic to – przede mną jeszcze pół soboty i cała niedziela. Moje plany na weekend obejmują – książkę, robótkę, czasopisma, kocyk, muzykę w ulubionym radio, herbatkę. Potem jeszcze gorącą, pachnącą kąpiel, świeczki, kadzidełka i być może winko. Weekend będzie samotny – bo Franek niestety pracuje popołudniami, ale myślę, że nie będzie źle. O ile zdecydowanie wolę spędzać z nim czas, to na szczęście nie należę do osób, które nie potrafią sobie same zorganizować wolnego czasu i jeszcze w dodatku się nim delektować. A więc niniejszym to robię. A teraz będę się zajadać moją zapiekanką makaronową z sosem beszamelowym – wykorzystałam moment, że Franuś nie je ze mną (nie przepada za makaronami – zwłaszcza bez mięsa), nakarmiłam go przed pracą zupą gulaszową, a sama będę wcinać to, co Margolki lubią najbardziej

Miłego weekendu!
Ps. Aktualizacja: po sobocie jestem w pełni usatysfakcjonowana



Jak cudnie, że jeszcze niedziela przede mną!
Miłej niedzieli więc
