Ja wiem, że to już było i pewnie część z nas żyje tak szybko, że zupełnie zapomniała już o tym dniu i pędzi dalej
Ale ja chciałam jeszcze napisać kilka słów na temat poniedziałkowego
święta. Nastroiła mnie tak dzisiejsza wieczorna wizyta na cmentarzu u
dziadków Franka… Napisałam tę notkę i stwierdziłam, że może będzie
na-za-rok, ale potem pomyślałam, ze kto wie, czy jeszcze będę bloga
pisać:P

Jest
wiele osób, które nie lubią dnia Wszystkich Świętych. Ja natomiast muszę
przyznać, że mnie to święto kojarzy się dość dobrze. Mimo, że na
pierwszy rzut oka podstawowym skojarzeniem z pierwszym listopada jest
śmierć i trudno mówić o tym dniu jako radosnym, ja mam raczej pozytywne
odczucia.
Różnie
bywało, kilka razy Wszystkich Świętych obchodziliśmy w cieniu naszych
rodzinnych smutków. Jakoś tak się złożyło, że większość bliskich mi osób
z rodziny chorowała bądź umierała jesienią i zimą.Jedna babcia po
długiej chorobie zmarła dwa tygodnie po Wszystkich Świętych, druga w
listopadzie była już w zaawansowanym stadium choroby i przed końcem roku
również odeszła. Całkiem niedawno moja mama była w tym czasie świeżo
po operacji. Natomiast kilkanaście lat temu moja prababcia w ostatnich
dniach października szykowała kwiaty i znicze z zamiarem zapalenia ich
na grobie swojej synowej. Nie zdążyła, zmarła nagle 31 października.
A
jednak, mimo tych przykrych zdarzeń w okolicach tego święta, jest ono
według mnie jakieś… ciepłe. Kiedy byłam mała i kiedy lampiony nie były
jeszcze powszechne a na grobach zapalało się odkryte znicze, lubiłam
biegać z patyczkiem, maczać go w różnych zniczach i tworzyć w ten sposób
kolorowe kulki z wosku. Poza tym wtedy jeździliśmy tylko na jeden ważny
dla nas grób, zatrzymywaliśmy się zawsze u babci, którą odwiedzaliśmy
tylko przy okazji dłuższych świąt. Tak zapamiętałam Wszystkich Świętych z
czasów mojego dzieciństwa.
Dziś
wszystko wygląda inaczej, nawet zapach na cmentarzu jest inny. A ja
nadal lubię to święto. Za jego refleksyjny nastrój, za wspomniane
wcześniej ciepło, za piękno wewnętrzne i zewnętrzne, bo przecież
cmentarze bardzo się zmieniają tego dnia i są naprawdę piękne. Poza tym,
jak wiecie, jestem bardzo rodzinna. A to jest jedyny czas w roku kiedy w
ciągu kilku dni lub nawet godzin, spotykam niemal całą swoją rodzinę.
Niektórych krewnych widuję tylko raz w roku – właśnie w listopadzie. Nie
są mi jakoś szczególnie bliscy, a jednak miło się spotkać od czasu do
czasu.
Najważniejsi
tego dnia są oczywiście nasi bliscy zmarli. I o tym nie należy
zapominać. To wszystko – te kwiaty, znicze, spotkania rodzinne – nie
miałoby znaczenia, gdyby nie fakt, że w ten sposób czcimy właśnie pamięć
naszych bliskich, którzy odeszli. Przyznaję, że na co dzień nie zawsze
mam czas, żeby o nich pamiętać. Cieszę się więc, że jest taki dzień,
który mogę poświęcić przede wszystkim pamięci o nich. Wieczny odpoczynek
racz im dać Panie… [*]