No to wywołałam wilka z lasu ostatnią notką
Bo jak inaczej wytłumaczyć to, że zaraz następnego dnia wszystko
dookoła mnie oszalało i zaczęło się dziać tyle, że ledwo ogarniałam?
Głównie dotyczy to sytuacji w pracy – cóż, ostrzegano mnie, ze w grudniu
dużo się dzieje, bo wszystkie akcje ruszają pełną parą. Ale nikt już
nie ostrzegał, że jak na złość Współpracownica będzie musiała odpuścić
jeden dzień w pracy z ważnych powodów rodzinnych a Pan Magazynier
zachoruje! Do tego jeszcze kilka innych niespodzianek i popłynęliśmy w
poprzednim tygodniu. Na szczęście od poniedziałku ogarnęliśmy nieco
sytuację i wyszliśmy na prostą (odpukać!) – mam nadzieję, ze tak już
zostanie, niezależnie od tego, że intensywność sprzedaży na pewno nam
nie spadnie.
Przyznaję, że byłam ostatnio wykończona i wiecznie w biegu. To nie działa na mnie dobrze – najbardziej doskwierało mi to, że nie mam żadnego wpływu na to, co się dzieje i nic nie mogę zrobić, aby poprawić sytuację. Kiedy tak tracę kontrolę, a przede wszystkim, gdy nie mam czasu na ogarnianie wszystkiego dookoła mnie, jakoś tak szybciej się dołuję. Cieszę się więc, że aktualnie sytuacja wygląda na opanowaną (mam nadzieję, że to nie kolejny wilk! :))
A tak poza tym – wszystko świetnie
Franek nadal Kluseczkuje i nadal kochamy się jak dwa aniołki. Czas
leci szybko, co mnie cieszy, bo święta coraz bliżej. Uwielbiam grudzień w
tegorocznym wydaniu! Naprawdę! I podkreślę, że ja wcale nie potrzebuję
śniegu, żeby poczuć świąteczną atmosferę! Święta to święta i już,
niezależnie od pogody
Oj, jakże bym była szczęśliwa, gdyby tegoroczna zima tak wyglądała aż do wiosny
Ale nie byłabym sobą, gdybym nie zauważyła, że jak zwykle ludzie
zdumiewają mnie swoim malkontenctwem – w zeszłym roku w grudniu
napisałam notkę, że ludzie narzekają na śnieg i „nagły” atak zimy. Tym
razem mogłabym napisać o tym, jak to wiecznie niezadowoleni marudzą, że
zimy nie ma
Ech, no nie dogodzisz.
Tak ogólnie cieszę się, że mamy już grudzień. Zawsze mi się dobrze kojarzył ten miesiąc – święta, koniec roku, nowy początek… Lubię po prostu ten czas i już. Chociaż muszę przyznać, że ilość pracy, która nieco mnie przytłoczyła, delikatnie mi ten grudzień zbezcześciła, ale dam sobie radę i z tym

Przyznaję, że byłam ostatnio wykończona i wiecznie w biegu. To nie działa na mnie dobrze – najbardziej doskwierało mi to, że nie mam żadnego wpływu na to, co się dzieje i nic nie mogę zrobić, aby poprawić sytuację. Kiedy tak tracę kontrolę, a przede wszystkim, gdy nie mam czasu na ogarnianie wszystkiego dookoła mnie, jakoś tak szybciej się dołuję. Cieszę się więc, że aktualnie sytuacja wygląda na opanowaną (mam nadzieję, że to nie kolejny wilk! :))
A tak poza tym – wszystko świetnie




Tak ogólnie cieszę się, że mamy już grudzień. Zawsze mi się dobrze kojarzył ten miesiąc – święta, koniec roku, nowy początek… Lubię po prostu ten czas i już. Chociaż muszę przyznać, że ilość pracy, która nieco mnie przytłoczyła, delikatnie mi ten grudzień zbezcześciła, ale dam sobie radę i z tym
