Jak zapewne zauważyłyście
już jest po sobocie. A obiecałam, że po sobocie wrócę do świata żywych
No i właśnie stopniowo staram się spełnić moją obietnicę
Mam za sobą bardzo fajny weekend. A właściwie całkiem zwyczajny, ale
ponieważ moje ostatnie trzy weekendy wyglądały zupełnie inaczej i
polegały głównie na czytaniu notatek, doceniłam normalność wczorajszego
dnia. 


Jestem po zaliczeniu. Co prawda nie znam jeszcze wyników, ale i tak cieszę się, że mam to już za sobą. Egzamin nie był najtrudniejszy, aczkolwiek przyznać muszę, że bułka z masłem to też nie była. Niby to był test wyboru, ale niektóre pytania były bardzo podchwytliwe i jestem pewna, że nie wszystkie nasze odpowiedzi są poprawne. Piszę „nasze”, bo to właściwie była praca zbiorowa



Wieczorem umówiłam się z koleżanką, posiedziałyśmy trochę przy piwku. I… straszne rzeczy normalnie, wypiłam dwa piwa i już mi się całkiem konkretnie kręciło w głowie! Ojj, wyszłam z wprawy, zdecydowanie. Ale ma to swoje dobre strony również – ekonomiczna jestem

W niedzielę natomiast poszłam z Frankiem do kościoła, później ugotowałam obiad, wyprasowałam mu mundur (Frankowi, obiad munduru nie potrzebuje:)) i wyprawiłam go do pracy (też Franka, chociaż z obiadem – w brzuchu:P). I miałam czas dla siebie. Obłożyłam się książkami i czytałam, czytałam, czytałam… A potem zasnęłam snem tak twardym, że nie słyszałam nawet jak Franek przyszedł, jak się krzątał po domu i nad ranem stwierdziłam z ogromnym zdziwieniem, że leży obok mnie.
Dzisiaj po pracy musiałam pozałatwiać kilka zaległych spraw. A przede wszystkim… Obleciałam połowę bibliotek, do których jestem zapisana. Wróciłam do domu z nowymi łupami


I co poza tym? Jutro Franek ma wolne. Po cichu liczę na to, że może odbijemy sobie jakoś dzisiejsze Walentynki. A w środę idziemy oboje do pracy, a po południu jedziemy razem do Miasteczka. Franek ma urlop w czwartek i piątek, więc też sobie wzięłam i spędzimy razem cztery dni

***
Właśnie dostałam maila, iż egzamin do przodu


Laba!
