*** by to wszystko strzelił do jasnej Kunegundy!!!! No to sobie przeszarżowałam
Taka dumna chodziłam, że ostatni raz chora to ja byłam w trzeciej
klasie liceum! Oczywiście mówię o takiej chorobie, gdzie temperatura
przekracza 38 stopni. Bo jak jest jakiś katarek, to nawet go nie
zauważam, jak mnie boli gardło to idę na lody. Jak jest stan
podgorączkowy to biorę jakąś tabletkę i po sprawie. I zawsze żyłam!
Nigdy się nad sobą specjalnie nie trzęsłam przy jakichś tam
dolegliwościach. (A propos, moje poglądy na ten temat doskonale rozumie
autorka tego artykułu:
http://ft.onet.pl/12,19574,chlodne_spojrzenie_na_problem_kataru,artykul.html
) I nigdy się specjalnie nie obawiam że coś mnie dopadnie. Wychodzę z założenia, że nie mogę chorować to i nie choruję. No i się przeliczyłam
Tydzień temu odwiedziłam kuzynkę i kuzyna Franka. Oboje byli lekko
przeziębieni, ale co tam. Pojechałam do domu a tam tata przez trzy dni z
gorączką 39 leżał. Siostra przyjechała właśnie po świeżo odbytej
anginie a jej chłopak również miał temperaturę. No i siłą rzeczy w końcu
mnie dopadł ten wirus wredny :(( Wczoraj w pracy strasznie bolała mnie
głowa. Ale wzięłam dwa ibuwiecieco i po sprawie. Wieczorem miałam lekki
stan podgorączkowy. Wzięłam dwa griwieciecoxy i… nie było po sprawie.
Położyłam się po 22 i nie mogłam zasnąć do 3:30. A o 6 wstałam do pracy.
Byłam przekonana, że jak to zwykle bywa obudzę się rześka i zdrowiutka.
Niestety stan podgorączkowy nadal się utrzymywał, a co gorsza moja
głowa ważyła jakieś 50 kg i wszystkie mięśnie tak mnie bolały jakbym
wczoraj była na jakimś super intensywnym aerobiku. A nie byłam. Jednak
nadal miałam nadzieję, że przyjdzie do mnie jakaś pani i powie „jak to,
nie brałaś griwieszcoxu??” I za chwilę nastąpi cudowne ozdrowienie. Nic
bardziej mylnego. Przyszłam do domu i 38,5 C
No i co ja mam zrobiiiić? Ja mam hiszpański za dwie godziiiinyyy. A
wszyscy mi mówią, ze mam nie iść. A jutro do pracy muszę iść. To znaczy
niby nie muszę, ale mam pracuję na umowę zlecenie i nie mam L4 a poza
tym mam płacone za godzinę
I w ogóle mam trochę roboty. A najgorsze, że w ten weekend mam zajęcia
i aż dwa kolokwia i jak mam się uczyć jak mnie tak wszystko boooliiii
Ja nigdy nie opuszczam hiszpańskiego! Ja zawsze chodzę do pracy! Buuuu
I jeszcze Franek mi mówi, że mam iść do lekarza. Ale ja nie chodze z takimi pierdołami do lekarza

http://ft.onet.pl/12,19574,chlodne_spojrzenie_na_problem_kataru,artykul.html
) I nigdy się specjalnie nie obawiam że coś mnie dopadnie. Wychodzę z założenia, że nie mogę chorować to i nie choruję. No i się przeliczyłam





