No cóż, przyznaję się, że w tym tygodniu zaniedbałam trochę świat blogowy
Starałam się codziennie do Was zaglądać, ale ostatnio gorzej mi to
szło. No, ale przecież tydzień jeszcze się nie skończył, ledwo połowa
minęła, więc zdążę jeszcze wszystko nadrobić.
A co robiłam jak nie siedziałam z nosem w laptopie? Ano intensywnie załatwiałam różne sprawy. Zdążyłam zapisać się na aqua aerobik, popytać o kursy z hiszpańskiego, rozwiązać test diagnostyczny, umówić się na rozmowę z lektorem i załatwić przegląd techniczny samochodu, bo mi się dowód rejestracyjny zdeaktualizował.
A poza tym przez te trzy dni mój dzień wyglądał dokładnie tak samo. Wstawałam przed siódmą, pracowałam, wracałam z roboty, załatwiałam różne sprawy. Po przyjściu do domu jadłam obiad i czekałam aż mi się sadełko zawiąże czytając książkę
A koło osiemnastej wychodziłyśmy z Dorotą na długi spacer wzdłuż
Warty, wracałyśmy na „Na Wspólnej” i W-11. A potem na przykład You can
dance i piwko
Może i nic specjalnego, ale podobają mi się takie dni. Lubię spacery i
takie odmóżdżanie się przed telewizorem. Ale jutro Dorota wyjeżdża do
domu i nie przyjedzie aż do rozpoczęcia roku akademickiego. No trudno.
Może trochę Franka brakuje w tym opowiadaniu, ale tak się składa, ze nie widziałam się z nim od poniedziałku. Jak jest Dorota, to nie śpi u mnie. We wtorek poszedł do babci, wczoraj był w pracy a potem mieli jakąś imprezę pracowniczą, dzisiaj ja wróciłam z roboty a on poszedł na nockę, więc nie było okazji, żeby się zobaczyć. Ale we wtorek jak do mnie zadzwonił, to tak się trochę nie dogadaliśmy i trochę nerwowo między nami się znowu zrobiło. Więc może i dobrze, że się rzadziej widzieliśmy. Ale dzwonił dzisiaj parę razy i chyba dojdziemy do porozumienia.
Wiem, często się kłócimy ostatnio… Ale tak naprawdę cały czas o to samo. A przede wszystkim mamy takie same charaktery – jesteśmy strasznie impulsywni. Mieszanka wybuchowa…
No ciekawe czy jutro dojdziemy do porozumienia. Pozdrawiam wszystkich!

A co robiłam jak nie siedziałam z nosem w laptopie? Ano intensywnie załatwiałam różne sprawy. Zdążyłam zapisać się na aqua aerobik, popytać o kursy z hiszpańskiego, rozwiązać test diagnostyczny, umówić się na rozmowę z lektorem i załatwić przegląd techniczny samochodu, bo mi się dowód rejestracyjny zdeaktualizował.
A poza tym przez te trzy dni mój dzień wyglądał dokładnie tak samo. Wstawałam przed siódmą, pracowałam, wracałam z roboty, załatwiałam różne sprawy. Po przyjściu do domu jadłam obiad i czekałam aż mi się sadełko zawiąże czytając książkę


Może trochę Franka brakuje w tym opowiadaniu, ale tak się składa, ze nie widziałam się z nim od poniedziałku. Jak jest Dorota, to nie śpi u mnie. We wtorek poszedł do babci, wczoraj był w pracy a potem mieli jakąś imprezę pracowniczą, dzisiaj ja wróciłam z roboty a on poszedł na nockę, więc nie było okazji, żeby się zobaczyć. Ale we wtorek jak do mnie zadzwonił, to tak się trochę nie dogadaliśmy i trochę nerwowo między nami się znowu zrobiło. Więc może i dobrze, że się rzadziej widzieliśmy. Ale dzwonił dzisiaj parę razy i chyba dojdziemy do porozumienia.
Wiem, często się kłócimy ostatnio… Ale tak naprawdę cały czas o to samo. A przede wszystkim mamy takie same charaktery – jesteśmy strasznie impulsywni. Mieszanka wybuchowa…
No ciekawe czy jutro dojdziemy do porozumienia. Pozdrawiam wszystkich!