No
to skończyłam! Czytać tę książkę oczywiście. Uhhh, nareszcie. Niestety
na samym przeczytaniu się nie kończy i będę musiała coś z tym, czego się
tam doczytałam zrobić… Chciałabym mieć już za sobą tę prezentację… Już
mi się naprawdę po nocach śni! Ale z drugiej strony mam jeszcze dwa
tygodnie na to, żeby się tak mniej więcej przygotować.
A tymczasem skończyła się nasza złota polska jesień. Za oknem plucha. Niefajnie jest i w takich momentach nawet się cieszę, że wychodzę z domu raniutko, siedzę w biurze bez okna a potem wychodzę jak jest już prawie ciemno. No bo po co mi oglądać taki szary świat?
A jeszcze parę dni temu było tak ładnie:

To wszystko krajobrazy poznańskie:) W niedzielę pojechaliśmy tramwajem na pętlę (bo ja jestem taka zbzikowana na punkcie pętli tramwajowych i powiedziałam Frankowi, że muszę wszystkie poznańskie zaliczyć :P, w ten sposób miasto poznaję, bo mimo, że mieszkam tu już piąty rok, jeszcze wielu zakątków nie znam) a potem piechotką przez las nad jezioro maltańskie.
A to ja:) A kuku.

A to Franuś:

A to my:

Cudownie się czułam na tym spacerze. Naprawdę dał mi dużo pozytywnej energii i radości. Czuję się naprawdę szczęśliwa w takich momentach. Podobnie czułam się dwa lata temu, kiedy byłam w Hiszpanii. Też było tak pięknie (chociaż nie było drzew z kolorowymi liśćmi, ale za to były palmy, fontanny i piękna zieleń), błękitne niebo, słońce… Spacerowałam po ulicach Cordoby i myślałam o tym, że idę sobie Avenida de America, jest 30 października a na termometrze 30 stopni. Ale było naprawdę pięknie i czułam się równie radosna, ale nie tak samo szczęśliwa, bo szłam sama i walczyłam z tęsknotą za Frankiem, rodziną i krajem. Tym razem Franuś był ze mną i mimo że to nie była Hiszpania, przynajmniej niczego mi nie brakowało
Dwa lata temu byłam radosna, ale czułam się troszkę jak to drzewko
:

I jeszcze na koniec:

Jeśli chodzi o sprawy bieżące, to Dorota ma dzisiaj urodziny. Ponieważ poszła na imprezkę, pozwoliłam sobie sama otworzyć Redd’sa(alkoholu różnego rodzaju, od wódeczki po redsa u nas w lodówce – jak przystało na lodówkę studencką – nigdy nie brakuje
i wypić jej zdrówko. A więc na zdrowie i wszystkiego najlepszego droga współlokatorko.A Wam życzę miłej nocy i jeszcze milszego dnia jutrzejszego
A tymczasem skończyła się nasza złota polska jesień. Za oknem plucha. Niefajnie jest i w takich momentach nawet się cieszę, że wychodzę z domu raniutko, siedzę w biurze bez okna a potem wychodzę jak jest już prawie ciemno. No bo po co mi oglądać taki szary świat?




To wszystko krajobrazy poznańskie:) W niedzielę pojechaliśmy tramwajem na pętlę (bo ja jestem taka zbzikowana na punkcie pętli tramwajowych i powiedziałam Frankowi, że muszę wszystkie poznańskie zaliczyć :P, w ten sposób miasto poznaję, bo mimo, że mieszkam tu już piąty rok, jeszcze wielu zakątków nie znam) a potem piechotką przez las nad jezioro maltańskie.
A to ja:) A kuku.

A to Franuś:

A to my:

Cudownie się czułam na tym spacerze. Naprawdę dał mi dużo pozytywnej energii i radości. Czuję się naprawdę szczęśliwa w takich momentach. Podobnie czułam się dwa lata temu, kiedy byłam w Hiszpanii. Też było tak pięknie (chociaż nie było drzew z kolorowymi liśćmi, ale za to były palmy, fontanny i piękna zieleń), błękitne niebo, słońce… Spacerowałam po ulicach Cordoby i myślałam o tym, że idę sobie Avenida de America, jest 30 października a na termometrze 30 stopni. Ale było naprawdę pięknie i czułam się równie radosna, ale nie tak samo szczęśliwa, bo szłam sama i walczyłam z tęsknotą za Frankiem, rodziną i krajem. Tym razem Franuś był ze mną i mimo że to nie była Hiszpania, przynajmniej niczego mi nie brakowało



I jeszcze na koniec:

Jeśli chodzi o sprawy bieżące, to Dorota ma dzisiaj urodziny. Ponieważ poszła na imprezkę, pozwoliłam sobie sama otworzyć Redd’sa(alkoholu różnego rodzaju, od wódeczki po redsa u nas w lodówce – jak przystało na lodówkę studencką – nigdy nie brakuje

