Kiedy
dzisiaj Franek wrócił chwilę po północy z pracy ledwie to odnotowałam
przez sen. Ale gdy zapytał mnie, czy śpię, mruknęłam, że nie. Przytulił
się więc, pocałował i złożył mi życzenia z okazji Dnia Kobiet – bo
chciał być pierwszy. Niemal od razu później zasnęłam z powrotem i
dopiero rano sobie o wszystkim przypomniałam.
Ale
czasami bywa tak, że gdy Franek wraca w nocy (no, dla niektórych to
dopiero późny wieczór, ale ja zazwyczaj już o tej porze śpię od jakichś
dwóch godzin) siłą woli nakazuję sobie pobudkę. Leżymy sobie wtedy po
ciemku i rozmawiamy. Zazwyczaj zaczyna się od tego, że Franek opowiada,
jak było w pracy. Później rozmawiamy o moim dniu, a potem to już
płyniemy i w zależności od dnia i okoliczności poruszamy inne tematy.
Gdy
Franek idzie do pracy na rano, kładziemy się razem wcześniej i zazwyczaj
najpierw czytamy a później gasimy światło i jeszcze wymieniamy parę
słów. Nie lubię, kiedy on zasypia szybciej albo kiedy ja nie wytrzymam
i oczy kleją mi się kiedy on jeszcze czyta – bo najfajniej jest, gdy uda
nam się chociaż tę chwilkę przed samym zaśnięciem porozmawiać. Czasami –
zwłaszcza w wolne weekendy, gdy te rozmowy są dłuższe – zdarza nam się
zasnąć dosłownie w pół słowa

Ostatnio
widziałam ankietę, w której jedno pytanie dotyczyło tego, o czym
rozmawia się ze swoim partnerem/partnerką i byłam zaskoczona jej
wynikami. Bo całkiem sporo osób na przykład rozmawiało ze sobą tylko o
pracy albo wręcz przeciwnie – rozmawiało o wszystkim, a o pracy nie. I
jeszcze kilka takich ciekawostek tam dojrzałam. Trochę się zdziwiłam, że
ludzie w związku nie rozmawiają ze sobą o wszystkim – niech nawet
powody tego będą różne, niekoniecznie zaraz trzeba się doszukiwać złej
woli. Tak, ja wiem, że czasami popadam w inną skrajność i wszystko chcę
rozmową rozkładać na czynniki pierwsze. Wiem, że czasami warto
przemilczeć, odczekać. Franek tak ma, w końcu jest facetem, a oni
podobno lubią się od czasu do czasu zaszyć w swojej jaskini i nie trzeba
ich pytać „o co chodzi”… Ale z drugiej strony – on się też przy mnie
tej rozmowy nauczył. Gadamy dużo i często.
I
ostatnio, kiedy byliśmy na tej nasej „randce”, gdy wstawaliśmy od
stolika Franek powiedział do mnie właśnie: „Dziękuję, bardzo miło się
rozmawiało”. Być może spodziewałyście się czegoś bardziej romantycznego,
czy zaskakującego. Ale mnie właśnie te słowa sprawiły ogromną
przyjemność! Wszak zazwyczaj takie zdanie słyszy się w początkach
znajomości. Ja na przykład wypowiadam je – ale też chyba słyszę –
najczęściej, gdy ta przyjemna rozmowa, to werbalne porozumienie jest
swego rodzaju zaskoczeniem… Oto zupełnie niespodziewanie spotykamy
kogoś, z kim odbieramy na tych samych falach, z kim można porozmawiać o
wszystkim bez skrępowania. Dlatego też, gdy usłyszałam od Franka, że
dziekuje mi za miłą rozmowę, poczułam się, jakbyśmy naprawdę kończyli
właśnie bardzo udaną pierwszą randkę
Poczułam po prostu świeżość naszej relacji, która przecież trwa już prawie sześć lat.

Mnie też
się miło rozmawiało. Zaczęliśmy od spraw bardzo przyziemnych. Ale
później przeszliśmy też do niezwykle poważnych i ważnych tematów.
Wymienialiśmy się opiniami, spostrzeżeniami. Dyskutowaliśmy na przykład o
życiowych priorytetach, szukaliśmy kompromisów, słuchaliśmy swoich
argumentów i dochodziliśmy do wspólnych wniosków. Ludzie na co dzień nie
mają zbyt wielu okazji, żeby na spokojnie porozmawiać o niektórych
wartościach, nawet gdy ze sobą żyją. Oczywiście wiele rzeczy po prostu
się wie. Ale ja lubię niektóre kwestie zwerbalizować. Przyznam, że
czasami gdy zastanawiam się nad jakimś zagadnieniem- bardzo ważnym choć
nie pilnym, myślę sobie „ciekawe, co na ten temat myśli Franek…?” i na
przykład notuję sobie gdzieś u siebie, że musimy kiedyś na spokojnie o
tej sprawie pogadać
Kiedy przychodzi taki wieczór jak sobotni, nieraz wyciągam ten swój notatnik i razem przyglądamy się tym sprawom do omówienia
Franek chętnie daje się wciągać w takie rozważania.


A jego sobotnie słowa odebrałam tak, jakbym właśnie usłyszała wspaniały komplement pod swoim adresem
